wtorek, 28 sierpnia 2012

Historia pewnego portfela...

Jeżdżenie na rolkach najwyraźniej korzystnie wpływa na moje myślenie. Kiedy sapiąc jak statek parowy pokonuję wzniesienia ,doświadczam pewnego rodzaju oświecenia - najczęściej szyciowego :-))
Należę do osób ( o ile w ogóle są takie osoby ) dla których przeciętny portfel jest ZAWSZE za mały !
I nie myślcie sobie ,że to s powodu kasy która go rozsadza ( jasne...^^) ale z powodu wszelkiego rodzaju śmiecia potrzebnego ,który w nim gromadzę. Żywot mojego portfela ,z reguły  kończy się dosyć szybko i spektakularnie. Wszystko mi się z niego niezwykle efektownie wysypuje, najczęściej w najmniej oczekiwanych sytuacja, w dodatku za cholerę nie mogę w nim nic znaleźć. Więc kiedy ostatni pancerny model zdechł z kwikiem ,zaczęłam ponownie przekopywać przeróżne sklepy  i strony internetowe w poszukiwaniu nowego.

Żaden nie spełnił moich nadziei. zaczęłam więc kombinować ,jak by tu problem rozwiązać. No i kiedy prawie padłam na zawał po przejechaniu kilku kilometrów na rolkach ,wtedy właśnie mnie oświeciło. No po cholerę ja umiem szyć???????????????

Wróciłam w tempie ekspresowym (żeby myśl nie ostygła) do domu i zaczęłam przekopywać strony internetowe w poszukiwaniu wzorów i tutoriali. I znów ogarnęło mnie zniechęcenie. Wszystkie prezentowane modele ,były jednakowoż za małe na moje duże portfelowe potrzeby. A to za mało kieszonek na karty( nie wiedziałam sama ,że ich tyle mam dopóki ich nie policzyłam. W dodatku tylko dwie płatnicze :p. Kupę zdjęć ,bo one też muszą się znaleźć w portfelów. Masę różnego rodzaju ważnych karteczek i sama chyba nawet nie wiem co jeszcze. Więc zaczęłam kombinować ,jaki portfel mi jest potrzebny . Rozrysowałam gada i dziś rano uszyłam. Oto efekt
 Wierzch z alcantary  ,zamykany na 2 magnesiki. Sam portfel jest o połowę większy od każdego normalnego portfela :-))

 składany jest na 3 części ,jedna to przegródki na karty -aż 16 ,w środku jest zamykana na zamek kieszonka ,a ostatnia część kosztowała mnie masę nerwów, zanim znalazłam przeźroczystą sztywną folię żeby zrobić sobie przeźroczystą kieszonkę na zdjęcia i karteczki z ważnymi notatkami . Typu, " zapłać za prąd bo ci wyłączą!!!" . Niestety do rachunków mam sklerozę jak mało kto...
 uszyłam jeszcze mały portfelik do kompletu na kasę, który wkłada się w środek ,tak ,żeby można go było nosić osobno :-)


 złożony i zamknięty prezentuje się całkiem zachęcająco
i eksperymentalne nowe logo


Co więcej ,okazało się ,że jest więcej osób pragnących dużego portfela, więc mam na szybko kilka do uszycia :-)

Pozdrawiamy razem z Kaziem, któremu wróciły uczucia do pańci. Jak zawsze potwierdza regułę- nie ma takiego pudełka do którego nie wlezie nawet sporych rozmiarów kot :-)

poniedziałek, 27 sierpnia 2012

Melania uszyła smerfowe czapy :-)

Dostaliśmy dziś paczkę ,a w niej takie dwa cuda made in Melania na Wybiegu
Szczęśliwe posiadaczki nowych czapek pomknęły w nich do domu ,mimo 25 *C.


"Ciooocia ,ale ty masz tutaj rzeczy do zabawy ,jaaaa!!!! Możemy ci pomagać??"
I tym sposobem zyskałam dwie terminatorki ^^
 Mela czapki cudne!

Ceramiczny raj -czyli kubków i czajniczków nigdy nie za dużo :-)

W końcu udało mi się dotrzeć ,na wyczekiwane od roku Bolesławieckie Święto Ceramiki. U mnie z kubkami jest jak z materiałami ,wylewają się z każdego kąa ,ale zawsze znajdzie się miejsce na jeszcze kilka. Nie inaczej było w tym roku. Przezornie ,zabrałam ze sobą ograniczone fundusze ,a kartę zostawiłam. Znając własne słabości ,był to przebłysk geniuszu ,inaczej spłukała bym się do zera ,mąż wyrzucił by mnie i skorupy z domu ( i koty pewnie też przy okazji...) .
Jak zwykle dokonanie wyboru  sprawiło ,że znalazłam się na granicy histerii, własna córka zaczęła się znacząco pukać w głowę i stwierdziła ,że  matka jest coś nie tego. Tak wpadać w zachwyt nad paroma kubeczkami...Dobrze ,że nie jeździ ze mną po len.
święto barwne ,głównie za sprawą stoisk ceramicznych ,niestety reszta przypomina przykościelny festyn. Wszędzie kotłują się sprzedawcy przeróżnych "staroci" ,serwujący ceny jak za złoto. Mnóstwo stoisk z regionalnymi wyrobami ,ale największe zainteresowanie wzbudzała babka z podróbkami torebek markowych, rodem z bazaru w Turcji. No cóż. KAŻDA KOBIETA CHCE MIEĆ LOUISA V. Jak widać...Ja jednak jestem zwolenniczką własnych wytworów ,i unikalnych ciuchów.Po za tym wszędzie stoiska z wypiekanym chlebem. Było go tyle ,i był takiii sam ,że zaczęłam żywić podejrzenia ,że jednak nie może to być produkcja "tradycyjna" .

 Plaża w Bolesławcu . Ale o co chodzi????

 A to stoi coś, co później ,jak się dowiedziałam ,jest piecem do wypalania ceramiki. Po zmierzchu wyglądał niezwykle efektownie
 Wioska "Wikingów". Pokaz lania się po pysku. Zabawa dla dużych chłopców. Mogą bezkarnie robić to ,po co reszta chodzi na dyskoteki.
 Na końcu bitwa na miecze skończyła się tradycyjnie-okładaniem po gębie. I był to najbardziej emocjonujący punkt programu :-) Stojący dookoła przedstawiciele płci męskiej ,zagrzewali rywali okrzykami w stylu "Lej go!!! W nerkę!!"


 Te wzory w maki mnie najbardziej zachwyciły
 A to coś co zagościło w sferze moich "Musieć mieć" -miska umywalkowa :-)))






 Koraliki ,korale ,zawieszki ,wszystko z ceramiki bolesławieckiej

 Piec po zmroku, wrażenie robił niesamowite !


A oto co nabyłam :-)
 Wymarzony dzbanek na herbatę, w końcu idzie zima^^
 Kubeczki na  herbatę ową...

A to kubeczki na poranną kawę , środku mlecznik. Mają takie słodkie niebieskie kropeczki w środku
W oczekiwaniu na następne przyszłoroczne święto ,trzeba gromadzić fundusze na talerze :-)
Pozdrowionka :-)

P.S. A pomyśleć ,że kiedyś Bolesławiec kojarzyła się u nas tylko z jednym -z zakładem psychiatrycznym...Dzisiaj ten zakład mógłby grać w "Czerwonej Róży" :-)

piątek, 17 sierpnia 2012

Sukienka a'la "Melodia ulotna"

Zrobiłyśmy dziś z Pandą super plenerową sesję .Jak dwie wariatki gnałyśmy żeby zgrać się z zachodem słońca , i wszystko były by piknie ,gdyby Panda butów nie zapomniała . Znaczy buty miała ale trampki ,co mi się z sukienką gryzły nieziemsko ,bo zielono neonowe były. Sesja więc będzie bez nóg. I tu w roli głównej występuje sukienka ,którą uszyłam bez wykroju ,z tzw "Zapomnianych tkanin z szafy ". O tej akcji banerek z prawej  (Uwolnij tkaniny :-).
Mnie się podoba ,jest taka....ulotna, ten szyfon jak niebo mnie powalił ,kupiłam go z rok temu ,zupełnie nie wiedząc, co ja mam z niego uszyć . I tak leżał i leżał w szafie ,aż Mela Koteluk napisała "Melodię ulotną"




Ale w efekcie światło miałyśmy do bani :-))
Dziękuję,dobranoc ,idę po lody......^^
A potem sobie posłucham jeszcze raz...i jeszcze raz....


Dzikuń i Janusz Radek, i konkurs Łucznika

Tak to bywa ,że przed każdymi urodzinami zaliczam zwiechę i wpadam w deprechę .Bo to gadanie ,że niby szczęśliwi czasu nie liczą i inne bzdury to między książki włożyć. Ja zaliczam deprechę i koniec!!
Z racji tego ogarniają mnie muzyczne klimaty i pęd do gotowania .To ostatnie ogarnia mnie niezwykle rzadko..hehe
Muzyka jest moją największą inspiracją. Często jak słyszę jakąś piosenkę , klaruje mi się w głowie rzecz do uszycia. Tak powstają moje projekty. Ostatnio zachorowałam na Janusza Radka ,Melę Koteluk i Mają Kleszcz. Zresztą piosenka Meli "Melodia ulotna" zmusiła mnie do uszycia pewnej sukienki ,którą pokaże wam jutro. Bo, żeby był pełen obraz muszą być odpowiednie zdjęcia.  A gotowanie- no cóż ja tak leczę depresję . Dziś powstał potężny gar strogonoffa a'la dzikuń. Pewnie zwolennicy wegetarianizmu i inni by mnie rozszarpali, ale cóż. Viva la demokracja!
Strogonoff mojego przepisu robi się tak:
-kupa mięcha chudego -jak nie macie dzikunia( bo one to tak sobie po sklepach zalegają...) najlepiej polędwica,ale mogą być mieszanki wołowego i wieprzowego np szynka i karczek
-1,5 papryki czerwonej
-4 ogóraski kiszone
-4 cebule rozbeczane
-1serek topiony śmietankowy w kostce
-2 łyżki śmietany 18%
-2 szklanice rosołu -jak nie ma własnego zrobić se z bulionetek( ale nie kostek!!!)
 No i robimy.
Co ważne .WSZYSTKIE ELEMENTY OBSMAŻAMY NA MAŚLE!!! OD OLEJU WARA!
Na pochybel naszym tętnicom i miażdżycom. To ma być pyszne,a nie zdrowe :P
Gotujemy najlepiej w szybkowarze.

Cebukę kroimy w kostkę ,obficie zraszając ją łzami -co przy depresji jest wskazane i oczyszczające dla psychiki. Ponieważ jest to wzniosłe zajęcie tu właściwy jest ten podkład muzyczny
Można wyć przy tym kawałku...Oczywiście nie zapominając o obsmażeniu cebuli!!
Tylko jej z rozpaczy nie zjarajmy na wungiel :p

Zabieramy się za mięsko.Mięso kroimy w drobne paseczki w poprzek włókien, ma być drobno, więc trochę się nakroimy. Ponieważ krojenie dzikunia to zajęcie wzniosłe ,posłuchajmy sobie wzniosłą pieśń
W między czasie do zeszklonej (NA MAŚLE!!) cebuli wrzucamy mięso. Zamieszamy parę razy. Przyprawiamy/ sól ,pieprz,czerwona papryka / wlewamy dwie szklanice rosołu ,lub wrzucamy te cholerne bulionetki i wlewamy dwie szklanki wody. ( Bulionetki to ostateczność ,jestem wrogiem zupek w proszku ,kostek rosołowych i przypraw typu kucharek i inne g...)

Jak przyprawimy ,zamykamy szybkowar . Czekamy aż się zagotuje. Ponieważ czekanie zawsze trochę trwa ,można sobie posłuchać zegarmistrzowskiej piosenki. Ta dziś cały czas za mną "chodziła" :-)
Jak szybkowar zacznie wydawać potępieńcze dźwięki i diabelskie świsty ,plując parą i grożąc wywaleniem dziury w suficie, zmniejszamy ogień na minimum ,ustawiamy jakiś budzik czy stoper na 30 minut i udajemy się kontemplować naszą deprechę.....
Kątem plujemy, najlepiej w towarzystwie papryki ,co ją posiekamy ,znów na cienkie paseczki , i ogórasków kiszonych ,co je zetrzemy na drobnej tarce.
W międzyczasie ,ponieważ musimy uważać na palce ,to do posłuchania a nie do popatrzenia:
Kiedy już wredny budzik wyrwie nas z zasłuchania..( nie wiem jak wy ,ale ja po prostu nie jestem w stanie oderwać się od tych piosenek, są takie ,jakich dziś już prawie nie ma, wzruszające ,myślące ,melodia i słowa, zachwyt i chęć słuchania wciąż i wciąż...)...otwieramy z należytymi środkami bezpieczeństwa (najlepiej w kasku i  ubraniu strażaka) szybkowar. Dodajemy do środka posiekaną paprykę ,starte ogórki - i paprykę i ogórki delikatnie ,czyli tak aby nie przypalić ,podsmażamy przedtem na maśle (ÓŁ JEEEEE TĘTNICE!!) ,co ważne osobno ,żeby nie straciły swoich aromatów.
Na koniec wrzucamy serki i śmietanę ,mieszając do skutku -czyli całkowitego rozpuszczenia serka. A trochę to trwa ,więc możemy sobie tą czynność umilić słuchając pieśni pompatycznej nieco i zatem adekwatnej do ukończenia dzieła kulinarnego

W rytm paćkamy ser!!!!
A żeby pozostać przy operze to jeszcze "Opera ludu" .Coś pięknego!
I zapewniam że w waszym garnku  powstanie coś ,że każda próbująca osoba na koniec będzie wydawała takie dźwięki z zachwytu ,jak Steczkowska :-))

Gotowanie jest jak szycie .Trzeba być w nastroju .Przynajmniej dotyczy to mnie ^^

Upichcony strogonoff wygląda tak:
I najlepiej smakuje ze świeżym chlebem z TAK  MASŁEM!!!!

Na koniec posłuchajcie tego:


Co prawda po zjedzeniu nie będziecie tak wyglądać, ale piosenka jest niezwykła w swej prostocie. Parę dni temu przeczytałam na fejsie o konkursie Łucznika -muzycznym nomen omen," Ubrani w muzykę"  i jak to zwykle bywa, pokićkałam wszystko :-)
Mianowicie są dwie kategorie:
1. Projekt ubioru inspirowany muzyką (tylko projekt)
2.Kreacja inspirowana dowolnym gatunkiem muzycznym.(szycie)

No i tak rozmyślałam ,szyłam zainspirowana na maksa Melą i jej "Melodią" ,że popierniczyłam kategorię. No i cóż . Jutro wstawię tu zdjęcia tej sukienki. I to by było na tyle jeśli chodzi o konkurs :PP

Jak zwykle wyszła mi epistoła ,ale cóż jutro mnie usprawiedliwia ,leczę wiec depresję :-)
Jeśli udało wam się przebrnąć przez te muzyczne kulinaria to gratuluję. Jeśli jeszcze na dodatek wysłuchaliście tych kawałków to bardzo się cieszę. Bo nic tak nie wpływa na emocje i nie oczyszcza duszy jak dobra muza:-)

Dobranoc i dziękuję ^^ Już 35-latka...uaaaaa!~!!!!

środa, 8 sierpnia 2012

A cóż tam naszyliśmy....

Ano naszyliśmy. To tak gwoli powrotu do tematu szycia :-)
Nazbierało się różnych wzorów...
Nazbierało się kolorów....
I zdechło się maszynie!
A 'propos dziękować babci mojej świętej pamięci, za jej "nigdy nic nie wyrzucanie niczego", gdyż dzięki temu, kiedy moja Janome postanowiła dać  wyraz swemu zdegustowaniu ,że nią orzą jak wołem na polu, nie musiałam zaraz lecieć po nową maszynę. Pomyślałam ,na strychu pogrzebałam , i wyciągnęłam z lamusa ,stary niezawodny sprzęt
tadam!! w użyciu jest Łucznik 884 przedpotopowy,ciężki jak pierun, w dodatku cały metalowy. Co jest jego zaletą ,bo żre wszystko . Ale nie będę go chwalić, bo i jemu odbije...
Tymże Łucznikiem uszyliśmy:


Moja ulubiona letnia kieca
klasyczną sukienkę Audrey :-)
Lniane spódnice maxi w trzech żarówiastych kolorach
Sukienkę i tunikę skosową
Maxi sukienkę w kropeczki -spódnica :-)
Lnianą torbę w cudne kwiaty :-)
Drugą wersję mojej ulubionej torby
Miętową sukienkę skosową z troczkami ozdobnymi
A oto sprawca całego zamieszania ŁUCZNIK 884 ,całkiem niezły sprzęt ^^



Na zakończenie zdjęcia z serii : 
GDZIE MOŻNA ZNALEŹĆ KOTA???
Jaka jestem piękna i nie dziw się ,że siedzę w umywalce...
 Płyta elektryczna najlepszym miejscem odpoczynku kota
Kot odpoczywający... 
Dupy mi nie zawracaj, miska jest the best

I tym akcentem żegnamy się.
Pozdrawiamy i dziękujemy za uwagę :-)

wtorek, 31 lipca 2012

Muzycznie-Radiowo-Bombowo!

co prawda ekhem ekhem linie zbankrutowały ,ale piosenka jest świetna.
Czy to znaczy ,że im lepsza reklama, tym krótszy żywot firmy?
 Chórki robią moje koty,,,,,

A druga ,co mnie straaassznie się podoba Maja Kleszcz i jej "Rebeka"
swoją drogą co za nazwisko....
i dla tego moi Państwo z radia to ja słucham tylko "Jedynki ",ewentualnie "Trójki". I dlatego płacę abonament ,zwany poprawniej haraczem. Ale jak go przestanę płacić ,to mi pozostaną już tylko radia w kółko puszczające Ruhannę i inne beztalencia. O ile w ogóle przebija się przez wszystkie reklamy piwa ,tamponów, proszków do prania i wszelkich zbędnych do egzystencji medialnych reklam.

A nie powiem ,w Trójce Mann nawet się od czasu do czasu ośmieli  Slayera puścić.
Skąd te przemyślenia ? Ano stąd ,że siedzę cały dzień i szyję ,a jak szyje to radia słucham. I dziś przez przypadek ustawiło mi się RMF FM. Po godzinie ,z mózgu miałam watę ,nie wiedziałam ,jak się nazywam ,ale wiedziałam ,że muszę iść do sklepu i kupić mydło ,proszek ,zupkę w proszku -chyba do kompletu i żarcie dla psa. i jeszcze się karnąć bankrutującymi liniami lotniczymi do Krakowa i z powrotem z dwójką dzieci, z których mam jedno. Po cholerę, sama nie wiem.
AAAAA zapomniałam o wysłaniu smsa żeby wygrać 1000000 w WIELKIEJ KUMULACJI!!! Zapomniałam nawet ,że ja nic nie wygrywam. he
A teraz idę oskalpować Pandę bo mi koty męczy:-)
Paaaa