czwartek, 18 października 2012

E-TASIEMKA czyli feria kolorów :-)

I znów okazało się ,że zdolnych i obrotnych nam nie brakuje. Tym razem Susanna postanowiła rzucić wyzwanie szarzyźnie i otworzyła internetową pasmanterię dla żądnych kolorów innych niż szarości :-)) Poza tym ,że ceny są bardziej niż miłe, to sobie lubię popatrzeć na te wszystkie śliczne groszki ,lamóweczki bawełniane ,wypustki w krateczki ,te bawełny achhh.. i co mnie bardzo cieszy ,jest możliwość dobrania wszystkich elementów ,czyli np: materiału, lamówki ,wypustki i nici w pożądanym kolorze. Od tego gapienia się nie mogłam wytrzymać i troszkę zamówiłam ,będą cudne podszewki na torebki :-))
Sus gratulejszyn i mocno trzymam kciuki :-)))
P.S. zdjęcie pochodzi ze strony http://www.facebook.com/etasiemka.net
Pozwoliłam sobie bez pytania wykorzystać ,mam nadzieję ,że Sus mnie nie zabije :-))
PS.2  i mam w nosie czy to reklama, czy nie mnie się podoba odwaga cywilna i bardzo mnie cieszy jak ktoś bierze wyzwanie na klatę ,zamiast jęczeć ,że "no nie wiem czy się uda??"
 

wtorek, 16 października 2012

Mój świat upadł na głowę ....


mój świat upadł na głowę....:-)


Tak jakoś ostatnio leci ten czas ,że już sama nie nadążam za nim. Oprócz lecącego czasu poleciały choroby na potęgę ,zdarzyło się wesele , rybka pływająca stylem grzbietowym ,sterylizacja dwóch kotek na raz, i obraza Szanownego Małżonka.....
Ale po kolei. Ostatnie tygodnie ,były baardzo męczące i chyba mój organizm się mocno zbuntował, nie będę wam opisywać co mi zafundował ,bo to urąga zdrowemu rozsądkowi. Dość powiedzieć ,że zwłoki przy mnie to pełnia życia. Mimo tych atrakcji robiłam sutasz na wesele dla mojej siostry ciotecznej, no bo jak obiecałam ,to z buzi cholewy się nie robi. Choć szczerze mówiąc ,chyba bym się nie podjęła ,gdybym wiedziała ,ile mi to zajmie. A zajęło równy miesiąc ,wieczorami haftowałam ,i haftowałam. W dodatku pierwszy raz w życiu :-) Efekt finalny ,wydaje mi się ,że był całkiem niezły ,a Panna Młoda olśniewająca :-) Na razie mam tylko takie zdjęcie ,bo szanowni świeżo poślubieni wybyli na jakąś mocno słoneczną wyspę niedaleko Hiszpanii, a ja nie robiłam zdjęć, bo fotografów było do groma . W kościele jak oblegli ołtarz ,to zaczęłam się zastanawiać ,czy Ruda dogadała się z jakimiś papparazzi??
I taaak ,zdjęcie wyraźnie oddaje tych kilka kieliszków wina ,które zdążyłam już wytrąbić, i taaak w tle Pan Młody wcina coś ,chyba na zapas ,w Hiszpanii jest ponoć kryzys ,może sobie wziął to do serca???

Jakoś w nawale wyjazdów ,sutaszowania ,zlotowania ,wyjazdów do Berlina ,Krakowa,Wrocławia i gdzie tam jeszcze- w efekcie od początku września jeden tylko weekend byłam w domu- znalazłam jednak czas by coś uszyć. A szyje mi się wyśmienicie ,Horizon  JANOME to spełnienie marzeń o szyciu :-))
Nie chciałam zaraz ,od razu po kupnie robić huraa optymistycznej recenzji i pisać banałów nie wypróbowując  jej solidnie. Dlatego szyłam na nim masę różnych rzeczy i teraz po 2 tyg mam już wyrobione o niej zdanie ,na tyle wiarygodne ,że wkrótce pojawi się post z pełną recenzją i zdjęciami z placu boju.
W między czasie  próbuję rozgryźć zagadnienie nici. Okazuje się ,że jest to trudny temat , mam kłopoty z dobraniem nici ,szczególnie do cienkich dzianin. Szyję igłami do jerseyu Schmetza (dzianiny i jersey) ale okazuje się ,że często najbardziej popularne nici 120 -tki, nie wiążą .Przepuszczają ścieg. Wypróbowałam już 3 marki , Arena ,Guterman ,Aman i tylko te ostatnie nie przepuszczają. Dodam ,że próby robiłam  na tej samej maszynie ,tej samej igle ,materiale i ustawieniu ściegu, zmieniając nici. Test przeszły tylko Amany i Hardy do overlocka. Acha i wszystkie nici były poliestrowe. Temat trudny i strasznie mnie wkurzający.
mam w planach wypróbować jeszcze TE i zobaczymy jak się sprawdzą.
Mimo niciowych horrorów uszyłam kilka rzeczy
to:
to:


A ponieważ biorę udział w akcji UWOLNIJ TKANINY, również to:
w mojej szyciowej szafie zalega ogromna masa rzeczy nie do wyrzucenia ,ale do przerobienia ,a w śród nich czekał na zmiłowanie sweter z wełny ,nieco za duży. I zrobiłam z niego dwie sukienki, ta zaś jest jedną z nich :-))połączona z szarą dzianiną ,która też już nieco leżała.



Dzisiejszy wieczór zaś jest super miły ,pełen wymiotujących kotów ,obrażonych nastolatek i zimnej herbaty....
Każdy facet to kwinsystencja kłopotów. Oczywiście nie dla niego . Szanowny Mąż do wyjątków nie należy. Zafundował mi tydzień jakich mało. Trochę się do tego przyłożyłam ,ale nie sądziłam ,że weźmie i załatwi to akurat wtedy kiedy JEGO nie będzie na orbicie około domowej. 
Mamy dwie kotki. Kotki ,które z regularnością co kilka tygodni mają ruję. Co się wtedy dzieje, tego nie da się opisać. Jedna drze się wniebogłosy cały boży tydzień ,nie przerywając tego koncertu nawet w kuwecie, druga rzuca się na wszystkich męskich osobników nie zależnie od gatunku, czym wywołuje przede wszystkim panikę u wszelakich gości płci męskiej,co to jej nie znają. No bo wyobraźcie sobie ,takiego pana ,co wodomierze spisuje ,jak klęczy z głową pod zlewem ,żeby spisać licznik ( taaak licznik w SZCZEGÓLNIE niedostępnym miejscu ,wymagającym przyjęcia mało eleganckiej pozy to moja zemsta za postawę jeleniogórskiego WODNIKA) a ti dopada go napalona kocica i najczęściej wbija pazury w tyłek...albo w udo :-)
Pan wychodzi najczęściej z guzem i mordem w oczach. ^^Taaaaaa....
Ale wracając do rzeczy, od jakiegoś roku trułam ,że kotki trzeba wysterylizować ,bo albo ja zwariuję ,albo będę spać w pracowni. I ciągle nie było kiedy . Aż kiciunia obsikała pańciusiowi gacie :-) Pańciuś przybrał kolor bordowy i w te pędy pognał do zaprzyjaźnionego weterynarza załatwić kiciusiom morze atrakcji. Tylko ,że załatwił ,akurat na swój wyjazd. W efekcie JA jechałam z dwoma tłukącymi się i wściekle drącymi kotami ,wzbudzając zachwyt u innych kierowców. Podejrzewam ,że dawno nie mieli takich porannych atrakcji :-)) 
I to ja wracałam wieczorem z dwoma rzygającymi kotami do domu ,bo się okazało ,że kiciunie diety w nocy nie trzymały i mimo moich wysiłków zeżarły ciastka....
I tak do piątku....Moja zemsta będzie straszna!!!
Jeszcze trochę a sama zostanę weterynarzem....:-))No ale skończą się wrzaski napalonych wariatek i Kaziu będzie spał spokojnie, a panciuś wykazał się elementarną przyzwoitością i skołował kotom dwa domki, co pewnie w jego przypadku oznacza, że prezenty załatwił na święta, Wielkanoc ,dzień dziecka i zielone świątki na dwa lata wprzód :-))

Każdy rasowy kloszard nawet w domu ma swój karton :-)))
I tym kończę te przydługie wywody . Branoc :-)

poniedziałek, 8 października 2012

Tup ZMIANY nastały :-))

Czasami w rożnych okolicznościach rodzą sie rożne pomysły ,jedne lepsze ,inne gorsze. Poznajemy rożnych ludzi ,zdobywamy rożne doświadczenia. W ciagu ostatniego roku poznałam wiele osób ,niektóre zmieniły moje życie ,inne dużo do niego wniosły, innych znam tylko z blogów, a niektóre takie wirtualne znajomosci zaowocowały trwalszymi wieziami w realu.
Wsród wielu osób poznałam dwie szczególne ,z połączyły mnie wspólne pasje i zainteresowania ,chęć dążenia do celu ,osiągania tego ,co trudne do osiągnięcia ,a wszystko w oparciu o szycie. Te dwie tajemnicze osóbka to Agnieszka ,która większość z Was lepiej zna jako niezwykle wszechstronną ,wiecznie coś tworzącą ,szyjącą, szydełkującą bądź haftującą Stefę z bloga Robótki Stefci. Stefą prowadzi ciekawe warsztaty ,szyje cuda z kawaleczkow tkanin ,które większość by wyrzuciła . Jest autorką książki o szydełkowaniu. Drugą osobą jest Renia ,utalentowana mama ,która szyje dla dzieci z czystej miłości do nich. Zwykle czapeczki w jej rękach nabierają uroku i oczarowują. Ze nie powiem ,jak oczarowanej mnie jej przeciwne córeczki :-)) Renia znana jest bardzo dobrze z bloga Na wybiegu . Z naszej znajomosci ,wspólnej inspiracji , narodził sie pomysł połączenia sił w szycia. Od dzisiaj więc tworzymy zespół :-) Każda z nas szyje inne rzeczy ,więc sie uzupełniane, wspieramy i inspirujemy,a jak nam opadają ręce potrafimy sobie strzelić kopa inspiracji w tyłek :-))
Jeśli chcecie możecie śledzić nasze postępy i szycia na blogach ,profilach facebookowych i oczywiście w sklepie www.claudiam.pl.
Zapraszamy :-)))))))
A tak w ogóle to ledwo żyje ,łamie mnie grypa ,wczoraj trzasnelam jakies700 km do Berlina i z powrotem via Wrocław, gdzie byłam leczone nalewka z pigwówki ,która była chyba na czystym spirycie, a wszystko jest tylko preludium do szalonego tygodnia ,którego zwieńczeniem będzie ślub mojej siostry ciotecznej w sobotę....A JA NIE MAM BUTÓW!!!!!! Bo sobie zielone wymyśliłem.....

czwartek, 4 października 2012

Tup tup tup ...IDĄ ZMIANY..:-)

A idą i to spore. Na pewno na lepsze. Na pewno duże. Na pewno w dobrym towarzystwie :-))
Wiele by opisywać ,zostawię to na weekend. W sobotę czeka mnie niezła wyprawa Jelenia-Berlin -Wrocław-Jelenia, muszę się psychicznie przygotować :-)


tak tak....to o mnie :-))

środa, 3 października 2012

Ogarniam się ...czyli wróciłam ze ZLOTU :-)


Czas leci czasami tak szybko ,że nie ogarniam. Miniony miesiąc był bardzo obfity w wydarzenia,dużo się jeździło i wiele rzeczy nauczyło :-)  dorwałam ostatnio świetną książkę Filipa Springera "Miedzianka. Historia znikania " . No i właśnie nie mogę się doczekać jak czytania. Polecam, bo opowiada fascynującą historie miasteczka niedaleko nas,czyli Jeleniej Góry. Miasteczka po którym nawet ślad nie pozostał ,a które jeszcze niedawno żyło .niesamowita historia.
Ostatnio dorobilam się nowego portfela i pokrowca na sprzecior multimedialny. A stało się tak ,że dostałam od LoliJoo przesyłkę z tkaninami- Dziękować dziękować!!. I zobaczyłam tam kawałek bawełny, olśniło mnie,i w efekcie sobie uszylam taki zestaw


Leniwe letnie dni odeszły już w zapomnienie. Jesień dodała mi takiego tempa ,że sama nie wiem za co się zabrać. Szyje, wożę Pande na zmianę do szkoły ,szkoły muzycznej i na matmę i fizykę ,żeby jakoś te egzaminy zdała . Przez przypadek natomiast okazało się ze moja Córa  ma świetny głos ,więc  poszła na przesłuchanie do szkoły muzycznej i ja przyjęli. Zaśpiewała moją ukochaną " Rebekę" i mamusia wraz z szanownych grone wymiękła. :-)))
Do tego zabraliśmy się za sutasz:-) no człowiek -orkiestra nie pogadasz. Gotować będę przez sen...
Sutaszowa biżuteria będzie prezentem dla mojej siostry ciotecznej na ślub ,do sukienki. Będzie owa sukienka bardzo prosta,więc ta biżuteria jak znalazł. Siedzę nad tym już trzeci tydzień bo czas mam jedynie wieczorami
to górne  to centralna część naszyjnika ,poniżej prawie cała bransoletka. A do ślubu tylko 10 dni.
Ale maszyny nie opuściłam ,o nie :-)
Szyję non stop, trochę pokombinowałam z nowymi formami. Poglądowo,częściowo wygląda to tak:
 Getry i i sweterek z czekoladowej wełny
 tu w zestawieniu z asymetryczną tuniką z dżerseju
 Sukienka zielona w wersji długiej.....
 ...lub jak kto woli zmieni się w bluzę :-)
 Sukienka ,oversize
 Tunika niespodzianka..
 z wzorem na plecach
i spodnie w wzór węża :-)
Jeszcze sporo rzeczy naszyłam ,ale mi modelka wymiękła,mianowicie dostała jakiejś grypy. Potem postanowiła zarazić tatusia ,w efekcie mam w domu szpital. Nawet kot udaje chorego .Leży na łóżku i charczy. Małżonek szanowny zaś co chwilę wydaje dźwięki starego gaźnika,smarka ,kicha i brzęczy, umilając mi czas co chwilę dochodzącymi z pokoju:
 "Kochanieeeee słabnę...."
Panda przynajmniej trzyma fason, choć jak dziś wróciłam do domu zastałam ją nad książką z matematyki. Nie wiem czy zaliczyć to do cudów przez wielkie C ,czy uznać za skutek uboczny choroby. Tym bardziej ,że miała na na twarzy białe kropki. Na początku zatkało mnie i pierwsza myśl,że znów ma ospę. Po czym w widząc chyba niezłą panikę na moim obliczu ,łaskawie poinformowała mnie ,że to pasta do zębów. Nowa forma walki z pryszczami.....chyba nawet ja nie byłam tak zdesperowana!
Ostatnim weekendem wywiało mnie do Łodzi na długo oczekiwany i wielce pamiętny
II ZLOT EKRAWIECTWO.NET
Na pierwszym również byłam ,świetnie spędzone dwa dni ,zaowocowały świetnie spędzonymi czterema dniami. Znów gościła nas Kawiarenka Szyciowa Atelier STRIMA w Łodzi. I jak zwykle zafundowali nam świetną atmosferę ,ciekawie i twórczo spędzony czas .Stworzyłam 
wieszak
                                                           oraz malowaną torbę


 a do tego kilka par skórzanych getrów ,które niebawem zostaną uwiecznione:-)
Przywiozłam niezwykłą ilość wrażeń i nową wymarzoną maszynę. Z której zakupem specjalnie się wstrzymywałam ,bo chciałam ją wypróbować i porównać z innymi, a właśnie w STRIMIE miałam taką możliwość. Czas był najwyższy bo Łucznik odszedł do Maszynowej Krainy Wiecznych Łowów,a Janome miała wapory co najmniej jak pani Dulska.
Te cztery dni były jednak niezwykłe ,głównie dzięki osobom które tam były :-)
Ze Stefą i Melanią knujemy mały projekt ,który niedługo Wam przedstawię.


 Tak to w sieci spotkały się trzy dziewczyny ,które ciągle w coś wkładają ręce i różne rzeczy tworzą. Co z tego będzie ,zobaczycie :-))
Nigdy nie sądziłam ,że szycie stanie się treścią mojego życia ,wypełni mi czas po brzegi , i sprawi ,że będę szczęśliwa w tym co robię. Jak to się mówi 
Adulescentia est tempus discendi, sed nulla aetas sera est ad discendum
 ( Pamiątka po studiach historycznych-sentencje wkute na całe życie:-))

Podsumowaniem niech będzie to zdjęcie
Od lewej Aniusia, Melania-Renia, Stefa, Kasia, Ania-Czeremcha, Susanna, Małgosia-mistrz różnych technik tajemnych,Jolcia,Lilianna -znawczyni maszyn wszelakich,Artur,Krysia-WikuniakwI02,
A pieczę nad nami roztacza władca łódzkiej Strimy i człek niezwykle wytrzymały Andrzej zwany Endrju :-)
Było naprawdę ŚWIETNIE :-))))
Obszerniejsze relację zobaczycie na blogu Suanny i Moniki Magdaleny, której nomen omen ślubny prywatny 
małżonek był naszym naczelnym fotografem.

Z Łodzi wróciłam objuczona jak wielbłąd dzianinami, maszyną i masą innych rzeczy ,pełna wrażeń i nie mogąca się doczekać następnego zlotu. I spotkania ze wszystkimi :-))
Pozdrawiam gorąco z ogarniętej jesiennym szałem spadających liści Jeleniej Góry.
Żegnamy się widokiem ,jaki zastałam wczoraj po uchyleniu powiek....
I jak tu być normalnym...????ehhhh

sobota, 22 września 2012

wyniki CANDY!!!

No i przyszedł czas na losowanie.Ponieważ jestem na gościnnych występach w Krakowie, skorzystałam z  jakiegoś programu do losowania. Komentarzy i chętnych zapisało się 40 os. Liczone były od pierwszego z pominięciem powtórek i moich komentarzy. Czyli nr odpowiada kolejnemu komentarzowi od początku :-)
Mam nadzieję ,że prosto to wymyśliłam
Pierwszy wylosowany numer to główny cukieras ,portfel + kosmetyczka. A otrzyma go osoba która napisała komentarz szósty w kolejności 6 czyli ZAPOMNIANA PRACOWNIA

Wylosowałam jeszcze 3 osoby ,które otrzymają ode mnie mała niespodziankę,ale nie powiem jaką ,bo nie była by to niespodzianka :-))
18-BARBARATOJA
33-Anna Arteria
14-Wyspa Moich Snów

trzy razy liczyłam i mama nadzieję ,że się nie pomyliłam ,bo będzie wstyd nie z tej ziemi :-))

Dziewczyny gratuluję i proszę namiar do wysyłki na maila zloty.kot@hotmail.com
Zapomniana Pracownia-napisz mi czy chcesz ten zestaw jaki jest na zdjęciu czy inny,wtedy określ mniej więcej kolorystykę ,i czy byś chciała z lny,jeansu ,czy alcantary:-)
Pozdrawiam i dziękuję Wam wszystkim za zabawę




poniedziałek, 10 września 2012

Popatrzcie! Gwiazdka we wrześniu!! :-)))

Wiecie, są takie dni, które sprawiają ,że czujemy się po prostu MEGA!! :-)) No i dziś był taki dzień . Najpierw przyszedł listonosz z materiałami od LoliJoo. Ta niesamowita kobieta ,nie dała sobie wepchnąć tkanin za darmo i wysłała mi w odwecie coś od siebie :-)) Dzięki Asiu, te "dodatki " które tam włożyłaś ,sprawiły ,że pół dnia chodziłam uśmiechnięta jak czubek ( będzie czadowy portfel :-))
Takiego polotu dostałam ,że przy maszynie spędziłam bite12 godzin!
 Kiedy już zgięta w pół z garbem i przykurczem ręki ,grubo po 20-tej wróciłam do domu, tam czekała na  mnie następna niespodzianka. Przesyłka od eduszki.
 I tu drodzy państwo padłam!!! 
Dostałam swojego osobistego Złotego Kota!!!!
Zdjęcia robiłam telefonem ,więc nie do końca widać, że uszyty jest ze złotej tkaniny.

W dodatku Złoty Kot przybył w towarzystwie dwóch kumpli -Kota Eleganta i Kota z Łodzi:-)))

Normalnie szał ! W dodatku Kot Elegant ma taką cudną broszę z nie wiem czego ,ale rewelacja, mam nadzieję ,że czasem mi ją pożyczy :-)
Kiedy wystawiłam tkaniny do wzięcia ,ani nie oczekiwałam ,ani nawet nie myślałam o czymś w zamian ,po prostu chciałam je oddać ,bo mi zalegały. Nawet nie wiecie jak mi przyjemnie i w ogóle:-)))

A na koniec ,to już chyba dla dobicia mnie, Susanna trzasnęła taki post ,że mi się nogi ugięły :-))
I wybaczcie ,ale do niego się odniosę. 
Zaczęłam pisać sobie bloga tak ,dla zabawy. W sumie szyć  zaczęłam ,bo całe życie wywaliło mi się do góry tyłkiem i coś musiałam robić ,żeby nie zacząć gryźć. To zabawowe szycie zaczęło przeradzać się w coś konkretnego ,tylko i wyłącznie dzięki ludziom ,w których mam oparcie ,tym którzy mnie wspierają ,dają dobre słowo, a czasami kopną w tyłek. Sus pisze ,że jestem odważna .To miło ,że tak myślisz,ale prawda jest taka ,że boję się jak cholera i dawno bym już zwiała z tematu ,gdyby nie to ,że nie jestem tutaj sama.
A największą wartością i konsekwencją tego,są ludzie ,których dzięki blogowi, forum e-krawiectwo i szyciu poznaję .Niezwykłe ,zabójczo kreatywne osoby zostawiające komentarze ,które podnoszą na duchu ,w chwili ,kiedy myślę " Boże, jestem do bani!".
Społeczność blogowa ma w sobie cud eliksiru radości tworzenia.:-))

A ponieważ zrobiło się już wystarczająco wzruszająco i rzewnie to na koniec jak zwykle Kaziu:-)
Kaziu jak zobaczył ,że w zagrodzie pojawiła się konkurencja (patrz wyżej!) sam władował swój nieco przyciężki tyłek do paczki po kotach i się obraził.

  Ale nowe pudełko to nie lada atrakcja, wiec Bimber szybko go wykurzył- jej przynajmniej nic z pudełka nie wystaje :-)
 Kaziu zaś polazł upominać się o kolację..a wyglądało to tak + jęki i kwęki, biadolenia :-)

Dzięki Wam miałam świetny dzień :-))
Dobranoc