Z racji tego ogarniają mnie muzyczne klimaty i pęd do gotowania .To ostatnie ogarnia mnie niezwykle rzadko..hehe
Muzyka jest moją największą inspiracją. Często jak słyszę jakąś piosenkę , klaruje mi się w głowie rzecz do uszycia. Tak powstają moje projekty. Ostatnio zachorowałam na Janusza Radka ,Melę Koteluk i Mają Kleszcz. Zresztą piosenka Meli "Melodia ulotna" zmusiła mnie do uszycia pewnej sukienki ,którą pokaże wam jutro. Bo, żeby był pełen obraz muszą być odpowiednie zdjęcia. A gotowanie- no cóż ja tak leczę depresję . Dziś powstał potężny gar strogonoffa a'la dzikuń. Pewnie zwolennicy wegetarianizmu i inni by mnie rozszarpali, ale cóż. Viva la demokracja!
Strogonoff mojego przepisu robi się tak:
-kupa mięcha chudego -jak nie macie dzikunia( bo one to tak sobie po sklepach zalegają...) najlepiej polędwica,ale mogą być mieszanki wołowego i wieprzowego np szynka i karczek
-1,5 papryki czerwonej
-4 ogóraski kiszone
-4 cebule rozbeczane
-1serek topiony śmietankowy w kostce
-2 łyżki śmietany 18%
-2 szklanice rosołu -jak nie ma własnego zrobić se z bulionetek( ale nie kostek!!!)
No i robimy.
Co ważne .WSZYSTKIE ELEMENTY OBSMAŻAMY NA MAŚLE!!! OD OLEJU WARA!
Na pochybel naszym tętnicom i miażdżycom. To ma być pyszne,a nie zdrowe :P
Gotujemy najlepiej w szybkowarze.
Cebukę kroimy w kostkę ,obficie zraszając ją łzami -co przy depresji jest wskazane i oczyszczające dla psychiki. Ponieważ jest to wzniosłe zajęcie tu właściwy jest ten podkład muzyczny
Tylko jej z rozpaczy nie zjarajmy na wungiel :p
Zabieramy się za mięsko.Mięso kroimy w drobne paseczki w poprzek włókien, ma być drobno, więc trochę się nakroimy. Ponieważ krojenie dzikunia to zajęcie wzniosłe ,posłuchajmy sobie wzniosłą pieśń
Jak przyprawimy ,zamykamy szybkowar . Czekamy aż się zagotuje. Ponieważ czekanie zawsze trochę trwa ,można sobie posłuchać zegarmistrzowskiej piosenki. Ta dziś cały czas za mną "chodziła" :-)
Kątem plujemy, najlepiej w towarzystwie papryki ,co ją posiekamy ,znów na cienkie paseczki , i ogórasków kiszonych ,co je zetrzemy na drobnej tarce.
W międzyczasie ,ponieważ musimy uważać na palce ,to do posłuchania a nie do popatrzenia:
Na koniec wrzucamy serki i śmietanę ,mieszając do skutku -czyli całkowitego rozpuszczenia serka. A trochę to trwa ,więc możemy sobie tą czynność umilić słuchając pieśni pompatycznej nieco i zatem adekwatnej do ukończenia dzieła kulinarnego
A żeby pozostać przy operze to jeszcze "Opera ludu" .Coś pięknego!
Gotowanie jest jak szycie .Trzeba być w nastroju .Przynajmniej dotyczy to mnie ^^
Upichcony strogonoff wygląda tak:
I najlepiej smakuje ze świeżym chlebem z TAK MASŁEM!!!!
Na koniec posłuchajcie tego:
Co prawda po zjedzeniu nie będziecie tak wyglądać, ale piosenka jest niezwykła w swej prostocie. Parę dni temu przeczytałam na fejsie o konkursie Łucznika -muzycznym nomen omen," Ubrani w muzykę" i jak to zwykle bywa, pokićkałam wszystko :-)
Mianowicie są dwie kategorie:
1. Projekt ubioru inspirowany muzyką (tylko projekt)
2.Kreacja inspirowana dowolnym gatunkiem muzycznym.(szycie)
No i tak rozmyślałam ,szyłam zainspirowana na maksa Melą i jej "Melodią" ,że popierniczyłam kategorię. No i cóż . Jutro wstawię tu zdjęcia tej sukienki. I to by było na tyle jeśli chodzi o konkurs :PP
Jak zwykle wyszła mi epistoła ,ale cóż jutro mnie usprawiedliwia ,leczę wiec depresję :-)
Jeśli udało wam się przebrnąć przez te muzyczne kulinaria to gratuluję. Jeśli jeszcze na dodatek wysłuchaliście tych kawałków to bardzo się cieszę. Bo nic tak nie wpływa na emocje i nie oczyszcza duszy jak dobra muza:-)
Dobranoc i dziękuję ^^ Już 35-latka...uaaaaa!~!!!!









