Przelotem patrzę na rozbuchaną wiosnę..
Przelotem pielę chwasty...
Przelotem komponuję i buduję następny skalniak..
Przelotem szyję poduszki i zasłony...
Przelotem robię igielniczki ze słoiczków po ukraińskim kawiorze....
Przelotem głaszczę koty i leniwię się na swojej kanapie, przelotem zerkając w stronę widocznych w oddali gór...
Przelotem sadzę choinki...
Przelotem przeniosłam pracownię i sypialnię...
Przelotem siedzę i grzeję się w słońcu...
Przelotem chodzę na spacer z Sabą i kotami....
Przelotem odkryłam 20 metrów od domu miejsce jak z krainy bajek...
Krótko mówiąc ,zaczynam czuć się jak boeing 747.......
Na zdjęciach uszyte: i wszystkie z Uwolnionych Tkanin w marcu i lutym
Mata pikowana ,antykotowa ,na ławę w salonie- uszyta ze starej ,kupionej kiedyś w necie zasłony. Wzór boski. I wreszcie koty nie zjeżdżają mi na serweci z ławy. Kto ma kota ,ten zna tą scenę. Kociuś na pełnym gazie wskakuje na serwetę i z widowiskowym poślizgiem zjeżdża z Nią ( i wszystkim ,co na niej stoi) na podłogę...
Zasłony w kwiaty z pracowni- ze starych amełykańskich zasłon
Słoiczki - igielniczki- z zalegających w pudłach resztek bawełyn ,trzymanej na zasadzie" może kiedyś, na coś się przyda". I się przydały. Co tylko pogłębia moją manię trzymania resztek tkanin.
Roleta rzymska lniana - przerobiona ze starej wcześniej uszytej, ale już znudzonej.
Dwa ostatnie zdjęcia z dedykacją dla Hany z dziakakurawpastelowym.blogspot.com










Przelotem... dotarła do mnie torebusia;))) Dzięki wielkie;))) Księżniczka też dziękuje...
OdpowiedzUsuńO patrz Krecie, to zwykłe przesyłki szybciej niż priorytety dochodzą???:)
UsuńJaka masz pracownie piekna;)
OdpowiedzUsuńI kufer.
I wszystko;)
Za to sypialnie teraz mam tylko do sypiana:) na miejscu pracowni statej z morderczymi skosami. Kufry mam 5. Takie lekkie zboczenie....
UsuńPięknie :) Zazdroszczę pracowni :) z takim widokiem :D
OdpowiedzUsuńJakby to podsumować ,w Rudawach Janowickich z którego by człowiek okna nie wyjrzał ,widok powala :)
UsuńCesarzowo, aluzju poniał. Ale górę usypałaś z kamieni! Zazdraszczma Ci ich, u nas takich nie ma, tylko zwyklaki-otoczaki.
OdpowiedzUsuńŚliczny kakuarek. Twój?
No właśnie nie mój ,ale piknie uświetnia widok z tarasu. Okazjonalnie używany przez nawalonych użytkowników- uczestnikow letnich ognisk. Klasyka:)
OdpowiedzUsuńKakuar spoko, ale pracownia - ach... żeby mieć tylko dla siebie tyle miejsca - cudowne;))))
OdpowiedzUsuńA jaki porządek! U mnie w pracowni nogę (tfu!) można złamać:)
OdpowiedzUsuńNo sorry ale zaraz po przenosinach to jeszcze porzadek jest. Potem sprawa wygląda inaczej :)
OdpowiedzUsuńale masz boską pracownię!
OdpowiedzUsuńbomba pomysł na antykotową matę :)
Tam spędzam najwięcej czasu ,a lubię przyjazne otoczenia:)
UsuńAle masz super pracownię :)) I łucznikową Singerkę, ja też taką posiadam, u mnie stoi jednakże przykurzona, biedulka.
OdpowiedzUsuńAntykotowa mata - fajna :)
To jest maszyna do zadań specjalnych ,szyję nią ciężkie materiały torebkowe najczęściej. Jeszcze po mojej babci:)
UsuńKotek tajski! Też lata u mnie po domu podobny cudak.
OdpowiedzUsuńMasz piękną pracownię, marzę o takim dużym, wysepkowym stole!
Ojej! same przeloty! Igielniczki jak babeczki! Smakowite:D
OdpowiedzUsuń