I wszystko by było fajnie ,gdyby nie miejsce a właściwie budynek w którym zamieszkujemy. Przed wojną owo spore domiszcze /mieści teraz 6 "rodzin"/ było pensjonatem dla zasobniejszych w kasę sanatoriuszy. O dziwo tych z Rosji , zresztą dzielnica Cielic w której mieszkamy kiedyś zwana była "Rosyjską". Budynek z jednej strony wzbudził moją miłość od pierwszej chwili ,mimo ,że nieco odrapany i zużyty. Jak zobaczyłam zaś nasze przyszłe mieszkanie ,to dość powiedzieć ,że w ciągu godziny wpłaciliśmy zaliczkę....No ale to generalnie dłuższa historia.
Wracając do remontu. Zanim z mojej okropnej łazienki po przeszłych właścicielach ,nastała wreszcie cywilizacja ,przeżywałam męki okraszone tonami pyłu i syfu. Lubię starocie ,ale w kwestii sanitariatów mówię stanowcze NIE. Tam ma być nowocześnie i wygodnie ,bo inaczej nie jestem w stanie normalnie dnia rozpocząć. sama się dziwię jak egzystowałam rzez 7 lat z łazienką w stylu toalety publicznej "Późny Gierek", ale wytrzymałam chyba dlatego, że do września zeszłego roku ,w ramach racy w domu bywałam w weekend raczej, łazienki hotelowe trzymały mnie przy życiu ;-)
No i chyba ze szczęścia ,że mam taką nowoczesność w łazience ,chciałam sobie ją zapewnić i w korytarzu...Po cholerę ja się pytam i w jaką złą godzinę słowo remont wypowiedziałam?? W dodatku Chłop kontynuując swoją racę zmył się z domu do Lublina, a ja zostałam ze sklepem/pracownią na łbie i Mamcią w postaci kierownika budowy.....
Mamy takich dwóch panów remontowych -Pan Zdzisiu ,cudotwórca hydraulikowo-elektryczno-wodny i Pan Kaziu ,który już jest prawie rodziną ,bo przez 3 miesiące zżyliśmy się, nie powiem . Tym bardziej, że fachowo robią ,choć tylko popołudniami i w soboty ,a to z racji nadal uprawianego zawodowego życia. Pan Kaziu to skarb,dokładny ,nie robi fuszery ,a jak coś schrzani to nie wpiera że "tak ma być "tylko poprawia sam z siebie. No tylko czasem dochodzi to różnych scen gorszących, bo zbiegiem okoliczności Pan Kaziu ma na imię tak jak nasz kot Kaziu^^ I bezcenna była mina pana K., kiedy w początkach kariery remontowej u nas wydarłam mu się nad uchem ,w momencie gdy w pozycji klęczącej z nosem przy kafelkach usłyszał nad swoją głową mój wrzask " Kaziu ty patałachu wyłaź z tej dziury!!!!" ...Dopiero widząc nerwowe drgnięcie i panikę w oczach pana Kazia ,zastopowało mnie. Szczęście poczucie humoru w narodzie nie zdechło i sam zaczął się śmiać, jak zorientował się. że wydzieram się na kota ,który wleźć próbował do rury kanalizacyjnej....Teraz jak drę się na kota ,a an Kaziu jest w pobliżu staram się nie używać kalumii...
Więc zarządziłam remont korytarza. Rzeczone pomieszczenie ciągnie się przez 6 metrów i znacząco mnie wkurzało przez minione lata ,co objawiało się różnie. Na przykład pomalowaniem go na wściekle czerwony kolor ,który znudził mi się jeszcze szybkiej. Po czym kupiłam szablonik i na ścianach rąbnęłam drzewka dekoracyjne w barwie złotej . Całe szczęście, że wcześniej Chłop postanowił zmienić kolor ścian zanim dom zaczął burdel przypominać. Ale w końcu wmówiłam wszystkim potrzebę remontu rzeczonej części mieszkania. I w trakcie tegoż ,a raczej powstałej brzydko mówiąc rozpierduchy ,wyszło ,że w salonie mamy coś jakby sztuczną ścianę. Mianowicie ,któryś z poprzednich właścicieli (nie wnikam który ,patrząc o tym co zdążyli zbroić w tym mieszkaniu ,wszystkich bym wystrzelała..) był przeciwnikiem drewna a belek w szczególności .Nasze mieszkanie to 2 piętro ze skosami poddaszowymi. Pierwotne ściany to konstrukcja więźbowa dachu wypełniona cegłami. I w naszym salonie ktoś postanowił ją zakryć. Zrobił to stawiając na sztorc deski ,naciągając na nie siatkę metalową(???) i rzucając na to tynk. Teraz wiem również, dlaczego mamy takie wściekle krzywe ściany....Możemy zyskać prawie metr salonu ,likwidując sztuczną ścianę. Wymyśliłam sobie też ,że piękne poniemieckie cegły i belki widoczne pod spodem zakonserwuję ,podświetlę od góry ,będzie widoczna faktura i będę miała ! a co! .Tylko ,że teraz boję się wracać do domu bo uświadomiłam sobie ,że dziś to będą rozwalać....A ja będę to sprzątać...
Przedpokój w dobie szaleństwa kolorystycznego. Z biegiem czasu stałam się zwolenniczką kolorów naturalnych ,które nie wywołuję we mnie obłędu w oczach. W głębi gustowna łazienka styl wyżej opisany. Najlepsze były kafelki na ścianie -5 wzorów....
Ta ściana za kanapą ulegnie dziś dezintegracji......
a tu klasyczna rozpierducha w kuchni .O dziwo na tym zdjęciu prezentuje się lepiej niż przed remontem;
Madame kierownik robót wszelakich ,tu ze swoją ukochaną Rudzią. Kuchnia PO. Takie właśnie belki wszędzie wyciągamy na widok publiczny
Latorośl w wieku lat 8, model jeszcze nie pyskaty. Stół ,to pamiątka rodzinna ,ma ponad sto lat. Dostała go w posagu moja prababcia . Krzesła to modele wyciągane ze strychów znajomych itp. Każde z innej parafii. A na ścianie wisi stary emaliowany na niebiesko czerpak, od nim tarka do ziemniaków ,na placki.
w lustrze widać ,że w łazience też belkom nie odpuściłam. Tu pikna czysta po remoncie świeżo ;-)
Tak oto się podbudowawszy ,że z każdej rozpierduchy wychodzi coś fajnego ,zebrałam siły aby pójść w oko cyklonu ,a więc do domu^^
Zobaczymy co wyjdzie z mojego szaleństwa. Obiecałam sobie ,że więcej nic co najmniej do jesieni.....
21.30 I chyba w zła godzinę powiedziałam...Chyba warto to zobrazować ,a marzenie o ceglanej ścianie z kwikiem pogalopowało w siną dal. Za to wyszło że będzie wnęka..
Kaziu wyłazi z owej wnęki ,co więcej ,jak stwierdziliśmy ,otwierają się możliwości eksploracji ;) Przestrzeń od wnęką jest pusta prawdopodobnie i w dodatku tynk wygląda jakby był rzucony od wewnątrz. Zarządzenie -rozwalamy ,!!Już różne cuda znajdowaliśmy przy remontach ,między innymi sporą kolekcję pornografii sprzed wojny ,ale mamuśka cichaczem ją wywaliła do kubła. Mąż jak się dowiedział poleciał ratować ,ale w międzyczasie spadł deszcz ,a i gruz dalej wywalali i mimo wielkich chęci nic nie uratowały. Mąż był wielce nieszczęśliwy ,a Mamcia miała wielce triumfujący wyraz twarzy jeszcze długo...
21.30 I chyba w zła godzinę powiedziałam...Chyba warto to zobrazować ,a marzenie o ceglanej ścianie z kwikiem pogalopowało w siną dal. Za to wyszło że będzie wnęka..
Jedyne pocieszenie ,że beleczki będą wyeksponowane ;-)
Kaziu wyłazi z owej wnęki ,co więcej ,jak stwierdziliśmy ,otwierają się możliwości eksploracji ;) Przestrzeń od wnęką jest pusta prawdopodobnie i w dodatku tynk wygląda jakby był rzucony od wewnątrz. Zarządzenie -rozwalamy ,!!Już różne cuda znajdowaliśmy przy remontach ,między innymi sporą kolekcję pornografii sprzed wojny ,ale mamuśka cichaczem ją wywaliła do kubła. Mąż jak się dowiedział poleciał ratować ,ale w międzyczasie spadł deszcz ,a i gruz dalej wywalali i mimo wielkich chęci nic nie uratowały. Mąż był wielce nieszczęśliwy ,a Mamcia miała wielce triumfujący wyraz twarzy jeszcze długo...
+nowe+zdj+155.jpg)






Nie dziwię się, że uparłaś się ratować belki. Są świetnym elementem wystroju. Oj, coś czuję, że z Mamci jest niezły numer :-)
OdpowiedzUsuńJedna chodząc kontrowersja ;-))
OdpowiedzUsuń