sobota, 18 lutego 2012

Złoty Kot i kurz;p

Złoty Kot to może lekko trąci infantylnością ,ale ...
Nazwa wzięła się od moich dwóch ukochanych kotów, które niestety są już w Krainie Wiecznych Łowów. A właściwie to trzech.
Pierwszym moim ukochanym kotem w dzieciństwie był złoty kocur o wdzięcznym i ciekawym imieniu Filuś ;-) Pamiętacie "Przygody kota Filemona"? no to właśnie ,tyle że Filemon dla dziecka ,którym wtedy byłam to za dłooogooo...Filuś osładzał mi nie całkiem fajne dzieciństwo ,i na długie lata pozostawił tęsknotę za zapachem kociego futerka i tą miękkością przy policzku.
Będąc już nieco po 20-tce w moim życiu pojawił się kot niesamowity. Sierściuszek. Tak ,tak wiem mam talent do imion^^. Sierściuch był kotem rasy dumnie dachowej ,białym w czarne kółka( szare też) niezwykle przenikliwym, mądrym ,ukochanym przeze mnie i mojego Męża nad życie. Kroczył z nami dzielnie przez 11 lat, aż do momentu kiedy w dzień wigilii 3 lata temu dostał wylewu. Ratowaliśmy do jak mogliśmy ale i tak odszedł w 1 dzień świąt. To były najsmutniejsze nasze święta. Pierwszy raz widziałam ,jak mój Mąż płacze. Jak to jest ,że czasem nie umiemy płakać po ukochanych bliskich a po zwierzętach płaczemy??? ?Mam taką teorię , to dlatego ,że zwierzęta nas nie krzywdzą. Nigdy. A ludzie tak ,czasem nieświadomie ,i to często w sercu jak zadra siedzi.
Ale w miedzy czasie, czyli gdzieś 10 lat temu ,krótko gościła w naszym życiu- 1 rok, przecudna koteczka trikolor Tequila. Tu już jak widać imię bardziej popisowe. Niestety po roku musieliśmy ją uśpić bo była bardzo chora. Niedługo potem ,w 2003 roku pojawił się Złoty Kot...
A było to tak. Pewnego razu będąc z naszym Śierściuszkiem u pani Wet i czekając na swoją kolej ( my spokojnie ,Śierściuch w dąsach) usłyszałam rozmowę może 10 letniego chłopca z panią W. "Mama kazało kotka uśpić bo zrzucił cukiernicę..." No i szlag mnie trafił!!! Wystartowałam z krzesła ,wyciągnęłam z kieszeni dychę ,wpadłam do gabinetu z bielmem na oku ,chłopcu wcisnęłam pieniądze ,wyrwałam mu kota..i mnie zatchnęło. Z tą cudną złotą kuleczką o złotych oczach to była miłość od pierwszego widzenia ;-). Dziecko nie czekając na nic ,żebym czasem się chyba nie opamiętała, wzięło kasę i chodu. A kot....został z nami i dostał jakże wymyślne imię Rudzi;-).
Po roku przeprowadziliśmy się do większego mieszkania. Wcześniej nasza Oaza to było 23 m, z dwoma kotami ,psem i dzieckiem ,czyli córką moją kochaną. Aż tu nagle mamy do dyspozycji prawie 100 m mieszkania w spokojnej dzielnicy JG Cieplicach. Balkon i jeszcze nad mieszkaniem strych!!! No raj jak nic . Powierzchniowy na pewno ,z resztą to inna historia....
Co prawda psa boksera już z nami nie było, w wieku 14 lat przegrał z rakiem, ale zyskaliśmy domownika w postaci Mamy...mojej osobistej .Kotolubnej również ;-)
W rok po przeprowadzce byliśmy gdzieś pod Zamościem. W związku z pracą zwiedziłam dosłownie całą Polskę. ?Naprawdę mało jest miejsc i miast gdzie mnie nie było. No ale o tym też kiedy indziej....Z pod tego Zamościa przytargaliśmy kotkę
A było tak. Siedzieliśmy wieczorem przy grillu na stanicy wędkarskiej ze znajomymi i prowadziliśmy dyskusję o kotach. Ponieważ Rudzi był wśród moich przyjaciół znany ,z racji cudnej urody i stoickiego charakteru(, ten kot każdego sobie zawojował ,nawet tych co kotów nie lubią), nasz znajomy nagle wygłosił kwestię " Bo jak by mi się trafił taki piękny rudy kot ,jak wy macie ,to bym go wziął" I tu zadziałała opatrzność chyba. Kolega spojrzał w dół, a że już było ciemno , sięgnął ręką i wyciągnął....rudego kociaka! Wierzcie lub nie każdego zatkało! Dla mnie to tylko potwierdzenie mojego wewnętrznego przekonania ,że Bóg nam zsyła dobre duchy pod postacią kotów.
Oczywiście kumpel jak już kota miał w garści to chęci mu zmalały. A ja...cóż dość powiedzieć ,że kociak spał z nami w pokoju. Mąż jednak postawił weto. Nie i koniec. Tylko że postawił je tak " Jak by ten kot był wychowany i sam po sobie sprzątał tom sie zgodziła ,a tak to wiesz ,wychowany na polu będzie wszędzie w domu sikał."
Wychowany też coś! Kicia mieściła mi sę na dłoni. No ale cóż, nastał więc ranek ,ja od kota ledwo sie odkleiłam ,zbieraliśmy se do auta ,więc ze łzami w oczach postawiłam kociaka na ziemi. Spała z nami w pokoju i nigdzie nie narobiła, więc jak tylko ją postawiłam na ziemi ... i tu znów zadziałała opatrzność czy co . Kicia podreptała na skraj polnej drogi na której staliśmy ,wygrzebała mały domek ,zrobiła siku ,zagrzebała i usiadła patrząc Mężowi prosto w te jego niebieskie wytrzeszczone gały. Szczęka mu opadła :-)
Z westchnieniem "Słowo się rzekło"zapakował kicię do auta ,oniemiałą mnie również i pomknęliśmy ku JG.
                                           Sierściuszek
                                           I Rudzi
I tak w moim życiu pojawił się trzeci rudy kot ,zyskując imię Rudzia. No szał wyobraźni z tymi imionami!!!
A o kurzu-jak ja nie cierpię remontów!! Wymyśliła sobie kobieta rozwalanie ścian to ma. Ale efekt potem ..ach ;-)
Ale o tym to już chyba następnym razem. Jak i o następnych kotach, bo na Rudzi se nie skończyło....
a i maszynę wybrałam i tylko o niej mogę myśleć Elna 6600 i Juki DDL8700 stebnówka przemysłowa. Moje piękne cacka ;-)

3 komentarze:

  1. Co kot to inny charakter:-))) Z naszym Złotkiem, czyli Tosią też była podobna historia. Mój mąż postawił absolutne veto. Nie będzie na stałe piątego kota. I koniec. Ale Tosia wzięła go sposobem. Wszystkie moje koty miały na męża "olewkę". Tolerowały go, co najwyżej, a Jo potrafiła od czasu do czasu obsiusiać mu rózne rzeczy. A Tosia witała go w drzwiach razem z psem, kładła mu się na kolanach, spała przy nim. No i chłop zmiękł. W dniu, w którym zapadła decyzja - Tosine karesy się skończyły. Jakby wiedziała, że już jest bezpieczna:-)))

    OdpowiedzUsuń
  2. Pięknie piszesz o kotach - tu psiarz całkowity:)- ale wypatrzyłam też przeszłość z bokserem:) czyli miałybyśmy o czym porozmawiać:)
    Trzcionka jest bardzo mała i bardzo, bardzo ciężko się czyta - a nie należę do okularników:)Może da się to zmienić?
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. rzeczywiście ta czcionka jest za mała ,po edycji mam sama problem z przeczytaniem ;-)Powoli oswajam się z mechanizmem działania bloga hehe. A psa też mam Goldena Retrivera o wdzięcznym imieniu Norman ,lenia i żarłoka o największych brązowych gałach jakie świat widział. Nawet kot ze Shreka to pikuś przy nim...

      Usuń