Powoli,bardzo powoli zaczyna wracać chęć do szycia. Entuzjazm. Radość tworzenia. Czegokolwiek.
Ostatnie pół roku wyssało ze mnie energię,pozbawiło chęci do czegokolwiek, zabrało czas.
Nawet ten na sen.
Po kilku miesiącach trzeba było przewartościować i przemyśleć masę rzeczy. Ustawić priorytety. Uszanować zdrowie. Wziąść rozwód z Korporacją. Nauczyć się ,że nie da się wszystkiego ogarnąć ,wszystkie nici w ręku utrzymać,wszystkiego dopilnować,być zawsze w porządku,zadowalać wszystkich. Puknąć się w łeb trzeba było porządnie.
I oto jestem. Z powrotem nie tylko na blogu ,ale w ogóle chyba zaczynam wracać z jakiejś cholernej drogi do nikąd.
A w grudniu to nawet z maszyną się przeprosiłam.....;)




