Wysuwam na zwiad stopw spod kołdry. Działa jak najlepszy termometr. Motywuję się do opuszczenia ciepłego lóza. Zmuszam się wręcz i przekupuję dobrą kawą. Powoli zmierzam do kuchni. Na ślepo prawie,bo wzrok mi się jeszcze ze światem nie skalibrował,nasypuję kawy do kawiarki. Szatańska musi być! Czarna jak niebo o 6 rano. Trochę mleka ,co by żołądek kozła nie fiknął. Kombinuję śniadanie. A o tak wczesnej godzinie mój twórczy zapał kuli się w sobie i zapiera nogami. Oczy łapią ostrość . Powoli świat nabiera barw . Odchodzi siny świt . A ja w twarz dostaję takim widokiem......
Eh i jak tu mieć chandrę??
Pozdrowienia z Matplanety :)
wtorek, 28 stycznia 2014
środa, 22 stycznia 2014
Dress na stres
I tak ,nadszedł ten wielkopomny moment ,kiedy z czystym sumieniem mogę powiedzieć, Burda się popisała. Tę kurteczkę z dresówki uszyłam na wyraźne życzenie dziecięcia mego. I o dziwo,nic nie musiałam przerabiać. Parę zmian wprowadziłam i wszystko gra. W lekkim więc szoku jestem ,bo do tej pory to co wykrój z Burdy ,to ja w spazmy i więcej przerabiania,dopasowywania ,niz to warte. Dlatego wolę szyć na swoich kilku podstawowych wykrojach ,jako baza, przerabiając tylko ku ogólnej uciesze tłumów:)
Burda 11/2013 model 117. Malina
Czuwaj!
Burda 11/2013 model 117. Malina
Czuwaj!
wtorek, 21 stycznia 2014
Yes Dress na Stress
Czyli pokutna szata.
Za pomocą Czarodziejskiej Maryś ,weszłam w posiadanie dużej ilości cudnej dresówki ,ciepłej i miłej jak kocie futerko. I teraz będę katować ją do oporu. Na pierwszy rzut poszła sukienka. Tak ją trochę pociąć trzeba było ,co by nie odstawała jak wór pokutny. Egzamin przeszła ,nosi się wybitnie wygodnie w te zimowe dni. Skonstruowałam też bluzę oversizową. Ale tę muszę sfocić na sobie, bo moja modelka wygląda w niej nieco pokracznie.
Sukienka to rozmiar 42 bo prototypy szyję na siebie. Jakoś tak mi łatwiej .Wrzucę na grzbiet i wiem ,czy się w tym chodzić da. Można powiedzieć ,że będzie to jakaś dresowa kolekcja:)
U nas wściekła zima ,choć jak czytam co tam u dziewczyn pozamarzało ,to jednak my mamy jakąś kulturalniejszą tą zimę tej zimy. Przynajmniej na razie.
Zamykam się w pracowni ,oglądam jedynie niebo i padający puszek biały ( jak topnieje i zamienia się w breję ,staram się nie oglądać.) Robię sobie odżywki na włosy ,domowe, co bym na wiosnę powaliła urodą okoliczne formy życia(sarny na przykład??) . Odżywiam się korzonkami i robionymi sokami, co by jednak rozmiar zmienić. A do tego uczę się rosyjskiego. Z dzieckiem . I dla siebie. I fizyki. To już nie dla siebie.
No i szyję....koty też jakoś tak zimowo czas spędzają. Wpychają mi się do kartonów z materiałam ,a jak już się wepchną to śpią całymi dniami.
Czekam na wiosnę...
A dwa dni temu na skalniaku szaleństwo! Kwiat:)
Z braterskim pozdrowieniem
K.
Za pomocą Czarodziejskiej Maryś ,weszłam w posiadanie dużej ilości cudnej dresówki ,ciepłej i miłej jak kocie futerko. I teraz będę katować ją do oporu. Na pierwszy rzut poszła sukienka. Tak ją trochę pociąć trzeba było ,co by nie odstawała jak wór pokutny. Egzamin przeszła ,nosi się wybitnie wygodnie w te zimowe dni. Skonstruowałam też bluzę oversizową. Ale tę muszę sfocić na sobie, bo moja modelka wygląda w niej nieco pokracznie.
Sukienka to rozmiar 42 bo prototypy szyję na siebie. Jakoś tak mi łatwiej .Wrzucę na grzbiet i wiem ,czy się w tym chodzić da. Można powiedzieć ,że będzie to jakaś dresowa kolekcja:)
U nas wściekła zima ,choć jak czytam co tam u dziewczyn pozamarzało ,to jednak my mamy jakąś kulturalniejszą tą zimę tej zimy. Przynajmniej na razie.
Zamykam się w pracowni ,oglądam jedynie niebo i padający puszek biały ( jak topnieje i zamienia się w breję ,staram się nie oglądać.) Robię sobie odżywki na włosy ,domowe, co bym na wiosnę powaliła urodą okoliczne formy życia(sarny na przykład??) . Odżywiam się korzonkami i robionymi sokami, co by jednak rozmiar zmienić. A do tego uczę się rosyjskiego. Z dzieckiem . I dla siebie. I fizyki. To już nie dla siebie.
No i szyję....koty też jakoś tak zimowo czas spędzają. Wpychają mi się do kartonów z materiałam ,a jak już się wepchną to śpią całymi dniami.
Czekam na wiosnę...
A dwa dni temu na skalniaku szaleństwo! Kwiat:)
Z braterskim pozdrowieniem
K.
środa, 15 stycznia 2014
Patchworkowa kapa z lnu- uwolniona.
Z perspektywy szycia- len i patchwork ,to jest wyzwanie. Przesuwa się to to i nie chce być prosto,uciąga ,nacięga. Ale dałam radę i kapa jest :) co prawda szycie szło opornie z przygodami typu zapalenie uszu (u córy) i pęcherza ( a jakże u mnie) ,ale jesteśmy już u bram.
Cała kapa powstała z kilku dziwnych kawałków lnu ,który dostałam razem z innymi materiałami od rodzinki w ramach ich przedświątecznych porządków. Len poszedł do prania i został zadysponowany na sypialnianą kapę. Już prawie mi ta sypialnia zaczyna przypominać tą wymarzoną,jeszcze tylko muszę tej dziadowskiej wykładziny się pozbyć. Bo psuje cały efekt....a ma być w stylu skandynawskim. Czyli biała ,jasna ,naturalne tkaniny ,drewniana podłoga i takie inne duperele. :)
Jak zwykle przy szyciu mam wiernych pomocników. Nora wypróbowała miękkość i przydatność do spania istwierdziła ,że fajnie jest. Kapa jest od spodu podszyta polarem,żeby mogła pełnić też rolę dodatkowego przykrycie ,bo co tu dużo mówić ,ponoć w końcu zima będzie. A sama kapa to 160 kwadratów i 48 trójkątów...
P. S. Co prawda żaden kot nie jest złoty,ani nawet rudy,ani nawet żółty,ale jak widać dzielnie pomagają. Co prawda głównie śpiąc i kradnąc nitki,ale kto by się tam czepiał....
Z szyciowego frontu pozdrawiają: Kapral Bimber, major Kaziu i akuszerka Norka.
No i ja:)
Cała kapa powstała z kilku dziwnych kawałków lnu ,który dostałam razem z innymi materiałami od rodzinki w ramach ich przedświątecznych porządków. Len poszedł do prania i został zadysponowany na sypialnianą kapę. Już prawie mi ta sypialnia zaczyna przypominać tą wymarzoną,jeszcze tylko muszę tej dziadowskiej wykładziny się pozbyć. Bo psuje cały efekt....a ma być w stylu skandynawskim. Czyli biała ,jasna ,naturalne tkaniny ,drewniana podłoga i takie inne duperele. :)
Jak zwykle przy szyciu mam wiernych pomocników. Nora wypróbowała miękkość i przydatność do spania istwierdziła ,że fajnie jest. Kapa jest od spodu podszyta polarem,żeby mogła pełnić też rolę dodatkowego przykrycie ,bo co tu dużo mówić ,ponoć w końcu zima będzie. A sama kapa to 160 kwadratów i 48 trójkątów...
P. S. Co prawda żaden kot nie jest złoty,ani nawet rudy,ani nawet żółty,ale jak widać dzielnie pomagają. Co prawda głównie śpiąc i kradnąc nitki,ale kto by się tam czepiał....
Z szyciowego frontu pozdrawiają: Kapral Bimber, major Kaziu i akuszerka Norka.
No i ja:)
piątek, 10 stycznia 2014
Uwalniamy pufy bo skamlały o łaskę
Ja to tak mam jak się dorwę do szycia ,będź bloga to leci hurtem . Po czym przechodzę w stan zawieszenia.
Porobiłam sobie zdjęcia stoliczka rano i doszłam do wniosku ,że pufy mi już nie pasują. Jakieś banalne są. To je odnowiłam za pomocą pokrowca ,uszytego a jakże z uwolnionych tkanin.
Nie gadam pokazuję....
W tle drugiego zdjęcia widać brzydkie pufy ,które jednak dużą estymą moj małżonek darzy.
Potem proces tfurczy i efekt końcowy. Dwa posty na dzień. Rozpusta...
Porobiłam sobie zdjęcia stoliczka rano i doszłam do wniosku ,że pufy mi już nie pasują. Jakieś banalne są. To je odnowiłam za pomocą pokrowca ,uszytego a jakże z uwolnionych tkanin.
Nie gadam pokazuję....
W tle drugiego zdjęcia widać brzydkie pufy ,które jednak dużą estymą moj małżonek darzy.
Potem proces tfurczy i efekt końcowy. Dwa posty na dzień. Rozpusta...
Jak co roku dłamatycznie na początek...więc pouwalniajmy tkaniny
Jakoś mnie nie nastroiło świątecznie-noworocznie mimo bigowskiej choinki. Muszę odnaleźć się w nowej rzeczywistości,która jak zwyklę woltę wykonała i mnie wykopała w kosmos. No ale cóż . Se la vie. Z tej racji coś mi się poprzestawiało w organiźmie i spać nie mogę. Plus tej sytuacji jest taki,że z maszyną się pogodziłam . A to nastraja mnie optymistycznie i wręcz czasem uskrzydla. Bo nie ma nic lepszego jak pozachwycać się własnymi talentami :) no co taki domowy X-Factor^^. A szczególnie w sytuacji ,kiedy inni się nami mało zachwycają :p. Korzystam z przeniesienia pracowni w domowe progi i szyję o najbardziej walniętych godzinach ,bo kto mi zabroni?? No i szyję znacznie częściej to, co naprawdę mam ochotę szyć ,a nie to co " muszę" . To też taka przewrotność. Niestety ,narazie moja etetowa modelka albo nie wygląda zdjęciowo ,bo chora ,albo ma tyle zajęć ,że na modeling czasu nie starczy. Więc zdjęć mało. W samojebkach raczej mistrzostwa nie osiągnę,więc daruję sobie zalew bloga zdjęciami z łazienkowego lustra:)
Wszelakie ostatnie szycie to uwalnianie tkanin ,których niedługo nie będę miała gdzie upychać. A są na tym świecie różni dobrzy ludzie ,którzy mi przynoszą zalegające materiały - po babci ,cioci lub przy okazji porządków przedświątecznych. Więc muszę je wyszywać :)
Efekt mojej wątpiwej maszynowej nadpobudliwości to chociażby wczorajszy pokrowiec na zjarany ikeowski stolik lack,który ,co prawda 19 zł kosztował ,ale szkoda wyrzucić(ehhh eko...) i trzeba mu było wygląd zacny przywrócić. Szczególnie ,że pełni rolę stolika nocnego. Więc budząc się rano przeżywałam katusze.
A więc pierwsza- odsłona stolika ikea lack ,model zjarany po przejściach:
Odsłona druga- torba ( dla mnie osobiście:)) ze starej skórzanej kurtki:
Odsłona trzecia - pokrowiec na wydrapany przez koty kosz ,który zaburzał moje poczucie estetyki:
Odsłona czwarte : uwolnić Bimbra!!!
Odsłona piąta- tyle jeszcze tkanin do uwolnienia!
Z wietrznym górskim pozdrowieniem
Happy New Year ...z poślizgiem ale szczerze:)
Wszelakie ostatnie szycie to uwalnianie tkanin ,których niedługo nie będę miała gdzie upychać. A są na tym świecie różni dobrzy ludzie ,którzy mi przynoszą zalegające materiały - po babci ,cioci lub przy okazji porządków przedświątecznych. Więc muszę je wyszywać :)
Efekt mojej wątpiwej maszynowej nadpobudliwości to chociażby wczorajszy pokrowiec na zjarany ikeowski stolik lack,który ,co prawda 19 zł kosztował ,ale szkoda wyrzucić(ehhh eko...) i trzeba mu było wygląd zacny przywrócić. Szczególnie ,że pełni rolę stolika nocnego. Więc budząc się rano przeżywałam katusze.
A więc pierwsza- odsłona stolika ikea lack ,model zjarany po przejściach:
Odsłona druga- torba ( dla mnie osobiście:)) ze starej skórzanej kurtki:
Odsłona trzecia - pokrowiec na wydrapany przez koty kosz ,który zaburzał moje poczucie estetyki:
Odsłona czwarte : uwolnić Bimbra!!!
Odsłona piąta- tyle jeszcze tkanin do uwolnienia!
Z wietrznym górskim pozdrowieniem
Happy New Year ...z poślizgiem ale szczerze:)
Subskrybuj:
Posty (Atom)


































