środa, 15 stycznia 2014

Patchworkowa kapa z lnu- uwolniona.

Z perspektywy szycia- len i patchwork ,to jest wyzwanie. Przesuwa się to to i nie chce być prosto,uciąga ,nacięga. Ale dałam radę i kapa jest :) co prawda szycie szło opornie z przygodami typu zapalenie uszu (u córy) i pęcherza ( a jakże u mnie) ,ale jesteśmy już u bram.
Cała kapa powstała z kilku dziwnych kawałków lnu ,który dostałam razem z innymi materiałami od rodzinki w ramach ich przedświątecznych porządków. Len poszedł do prania i został zadysponowany na sypialnianą kapę. Już prawie mi ta sypialnia zaczyna przypominać tą wymarzoną,jeszcze tylko muszę tej dziadowskiej wykładziny się pozbyć. Bo psuje cały efekt....a ma być w stylu skandynawskim. Czyli biała ,jasna ,naturalne tkaniny ,drewniana podłoga i takie inne duperele. :)
Jak zwykle przy szyciu mam wiernych pomocników. Nora wypróbowała miękkość i przydatność do spania istwierdziła ,że fajnie jest. Kapa jest od spodu podszyta polarem,żeby mogła pełnić też rolę dodatkowego przykrycie ,bo co tu dużo mówić ,ponoć w końcu zima będzie. A sama kapa to 160 kwadratów i 48 trójkątów...
P. S. Co prawda żaden kot nie jest złoty,ani nawet rudy,ani nawet żółty,ale jak widać dzielnie pomagają. Co prawda głównie śpiąc i kradnąc nitki,ale kto by się tam czepiał....
Z szyciowego frontu pozdrawiają: Kapral Bimber, major Kaziu i akuszerka Norka.
No i ja:)














14 komentarzy:

  1. Nie wiem czy nie w Ikei przypadkiem widziałam lnianą pościel, co wprawiło mnie początkowo w zdziwienie, ale później pomyślałam że ok, w końcu latem podczas upalnych nocy taka pościel to świetne rozwiązanie:) Lniany patchwork to z pewnością wyzwanie! Ale lepiej tych kawałków nie mogłaś wykorzystać, jest perfecto miła pani, perfecto!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo one to do niczego się nie nadawały tylko na pocięcie. Szkoda ,że zdjęcia im wcześniej nie zrobiłam

      Usuń
  2. o kurcze , w sumie to padłam! cudnie wygląda, cudnie pasuje do wnętrza. BOSKO w sumie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Tylko gdzie reszta zdjęć???? Bloger znów w konia robi!

    OdpowiedzUsuń
  4. Słodko śpią kocury. Kapa bardzo ładna, a mnie się marzy taka w różyczki, kiedyś widziałam śliczną w SH, ale była zarezerwowana:((((((

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie gromadzę różne bawełny w wzory różyczek na kapę dla młodej. Wiesz takie typowo angielskie sielskie wzory. Ale jeszcze trochę mi brakuje...

      Usuń
  5. Matulu, Złoty Kocie, oszalałam z żądzy! Kocham szary len, za taką narzutę to dałabym... nie wiem, co dałabym. Nie zasnę dzisiaj.

    OdpowiedzUsuń
  6. Len lubię, patchwork lubię (oglądać, nie szyć), ale jak pomyślę, że kiedyś jednak to twoje cudo trzeba będzie wyprać i wyprasować... to chyba mniej mi się ta narzuta zaczyna podobać ;) Chyba, że do tego czasu porzucisz styl skandynawski i uszyjesz sobie nową:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Eee chyba nie porzucę,bo raczej jestem mu wierna od lat ,a raczej od czasu jak wpadłam na pomysł pomalowania mieszkania na intensywne kolory i po miesiącu robiłam następne malowanie-na biało. Wtedy stwierdziłam ,że ja jednak wolę styl skandynawski. I naturalne materiały. A już ją prałam :) patchwork trzeba wyprać po uszyciu ,bo jak go obrobisz do końca a potem dopiero wypierzesz to kino może być:)

      Usuń
  7. Len kocham miłością czystą i on mnie też nie nienawidzi;) Ale takie wyzwanie to tylko fiu, fiu;) Pomocnicy są rewela;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ojej! Powala jak złoto! :) Imponująca ilość kawałków, no i ten len!

    OdpowiedzUsuń