czwartek, 30 lipca 2015

Lipiec

Być albo nie być, oto jest pytanie....
W blogosferze to raczej " niebyt".
Czas leci ,czasu coraz mniej, życie wywija koziołki.
Najgorsze ,że w ostatnim czasie potrzeba szycia została zastąpiona innymi potrzebami.
Wszystkie powroty są trudne, ale mam nadzieję ,że mój się uda.
Przez ostatnie 7 miesięcy zdażyło się wiele rzeczy. Jedne dobre inny do bani. Raczej nie ma o czym pisać :/ Zauważyłam za to jedną prawidłowość. Z reguły ,kiedy w życiu dzieje się niedobrze, na blogu następuje zmarzlina. Kiedy wychodzi się na prostą ,powraca chęć do pisania. Nie jestem pewnie wyjątkiem, ludzie nie lubią chwalić się porażkami, wolą sukcesami.
Opuszczę więc na ostatni okres zasłonę milczenia. I jak to się mówi
" Alleluja i do przodu"...:)
Dziękuję tym osobom ,które o mnie nie zapomniały ,poszturchiwały i słały dobre słowo :)
Nie całkiem od maszyny odpadłam, coś tam uszyłam...
Pierwsze zdjęcie - dla Hany :*
A no i mam czwartego kota. Norek Kopytko się pojawił, wprawiając wszystkich w osłupienie, zagarniając nasze serca i miski moich kociarów. Kot czarny jest. Kota uratowała moja Nina z odchłani studzienki kanalizacyjnej ,z wybitną pomocą jeleniogórskich strażaków ,którzy bez mrugnięcia okiem przyjechali na wezwanie rozhisteryzowanej dziewczyny ,dzielnie wpakowali się w kanały i uratowali kupkę nieszczęścia. Nawet się nie skrzywili, czym spowodowali naszą dozgonną wdzięczność:)
Miał się kotek nazywać Borys. Niestety został Norek Kopytko. Bo mój mąż do dziś ogląda wszystkie lecące odcinki Miodowych Lat i stwierdził ,że kot ewidentnie Tadzia Norka przypomina:) A Kopytko, cóż jak ktoś ma małego kota ,to wie jak on kopytkuje przez chałupę^^
Mam nadzieję ,że do niedługiego usłyszenia.
Pewnie z różnych części Polski...