środa, 20 czerwca 2012

Będzie o jedzeniu..dla odmiany

Przeglądam często różne blogi,śledzę opowieści ,na wielu pojawia się ONO. Jedzenie. No więc podbudowuję się ,patrzę ,ślinka cieknie ,dietę szlag trafia, motywacja umiera jak nadzieja na autostrady przed  Euro. Tu mnie wabią ryżem z truskawkami, tu Renia szaleje z chińszczyzną ..ehh >No więc podbudowuję się ,obiecuję sob ie ," Zrobię dziś to! ,albo to!"
I CO?
Wychodzi ja zawsze :-)
Wracam do domu ,padając na twarz ,i robię moje codzienne danie popisowe, bo moja kuchenna kreatywność (!!) woła o pomstę do nieba i ogranicza się do stosowania  jednego przepisu w różnych wariacjach tematycznych :-) 
No więc robię omlet. Żeby nie było ,zrobiłam nawet zdjęcia ^^ Ponieważ ma być dietetyczny( tak tak odchudzam się,całe życie zresztą) ,przewijają się przez niego różne warzywa ,i zioła na czele z moją wybujałą bazylią z tesco. Wiecie ,taką za 4,99. Rozsadzona przez moją babcię do doniczek ,zyskała drugie życie i rożnie jak wściekła. 
Co potrzebujemy do omletu? Jajka!
więc widzimy to tak -dla jednej osoby ,dla większej ilości dokonujemy skomplikowanych obliczeń matematycznych z użyciem komputera-mnożymy !
2-3 jajka rozbełtane
bazylia lub inne zielsko oprócz trawy
1pomidor,
1cebula,
1/3 cukinii
sól/pieprz
Jajka bełtamy ,bazylię siekamy
 siekamy cebulę ,podsmażamy na jak najmniejszej ilości oliwy /oleju, kiedy cebula się zeszkli dodajemy pokrojoną w kostkę cukinię ,znów zostawiamy na jakieś 7 minut, żeby zmiękła, na koniec dodajemy pomidory ,również pokrojone w kostkę ,ale teraz już tylko na minutę, i zalewamy całość jajkami
 tak to wygląda na patelni zanim się jajka zetną ,jak już ten proces nastąpi składamy omlet na pół i siup na talerz

i jak widać mnie przy tym siup nieco się rozwaliła misterna konstrukcja :-) Ale smaczne było
Zamiast cukinii dla odmiany można dodać po prawdzie każde inne warzywo ,lub ser,szynkę czy co nam do głowy przyjdzie. Uwierzcie mi ,Hiszpanie do omletu dają WSZYSTKO :-)
A ponieważ Małż zainwestował we mnie i nabył blender, to na śniadanie i obiad mogę w końcu bez końca robić sobie truskawki zsiadłym mlekiem / maślanką ,czyli koktajl. W końcu sezon trzeba wykorzystać.

W końcu nadeszły tkaniny z textilmat-u .8 dni czekania ,a deklarują 24 h od wpłaty. Szkoda gadać.
Ale są ładne nie?


wtorek, 19 czerwca 2012

Mam dzisiaj jakiś spadek mocy. W zeszły tygodniu maszyna się prawie paliła ,a teraz dziura w głowie. Marzy mi się plaża i w ogóle ,pewnie stąd takie objawy. Połowę Jeleniej wywiało ,pewnie ludzie są już na wakacjach ,albo na Euro, zaczynam czuć potrzebę wyrwania się z miasta :-p
Z racji oczekiwania na letnie materiały (a oczekuję już tydzień), zabrałam się za szycie torebek.
wyszły mi jakieś duże ,mimo początkowych założeń :-)
 taj est mega duża 50x42x12, ze skóry
 ta zaś to rozwinięcie afrykańskiego nosidła dla dzieci ,wiecie taka chusta przewiązana na skos ,zawsze mi się taki kształt podobał
 ta sama, tylko z alcantary i inaczej zszyta
a ta miała być kopertówką ,wyszło jak zawsze,duża :-)
no i typowa torba letnia ,w kolorze lodów miętowych, ściągana sznurkiem ,co miało być lekkim nawiązaniem do morsko-marynistycznych klimatów. I jest szyta z kroju 1/2 sześcioboku

Nie robiłam zdjęć torby i niespodzianek z candy ,bo nie było by niespodzianki ,ale widzę ,że dziewczyny już podostawały , mam nadzieję ,że będą służyć :-)
Miłego dnia
i dużo słońca. Tam chciała bym być ...
a rzeczywistość czeka mnie taka:
Joe C. Summer in the city.....


niedziela, 17 czerwca 2012

Mknące grzechotniki

Wczoraj bez żadnej litości  zostałam wyciągnięta na przerażająco długą przejażdżkę rowerową. Czyli powtórka z rozrywki z zeszłej soboty ,ale bez burzy w tle .Tym razem zaś nie zapomniałam telefonu ,żeby zrobić zdjęcia naszych niezwykle trendi ,oldskulowych,feszyn,ołtfit rowerów. I poniekąd nas. Nie całkiem . Mnie nie ma ,robiłam zdjęcia.
Droga tym razem wiodła z Cieplic do Staniszowa,przez osiedle Czarne na Mysłakowice . Celem był piknik militarny .Uwierzcie mi szosówki ,czyli rowery stworzone dla asfaltu, nie nadają się na na kamieniste, polne drogi. Przejechać ,przejedziecie ,ale na drugi dzień na tyłku nie usiądziecie. Co nie dociera do mego Małża. 
Przejechaliśmy jakieś 12 km w jedną stronę, spożyliśmy grochówkę wojskową (Małż) , bigos  (JA) i pierogi ruskie (Panda). Było to błędem bo droga powrotna w 30-stopniowym upale nas powaliła. 
Zresztą nie będę opisywać naszych rowerowych stękań ,jęków ,ochów i o k..a! bo nie o to chodzi .Chodzi o zdjęcia. Ponownie stwierdziłam ,że mieszkamy w najpiękniejszym miejscu na ziemi :-)

Mój pojazd z rowerowego lumpeksu

 Panda na Gazeli. 
Gdzieś tam chcemy wybudować naszą chatę drewnianą...kiedyś...tam...
 2/3 zespołu Mknących Grzechotników

 Na Pikniku Militarnym jedynie ten pojazd wzbudził mój podziw. Mieć taki eh


 A to TE drogi przez które nie mogę dziś normalnie siedzieć. Gdzieś między Cieplicami a Staniszowem


A skąd nazwa Mknące Grzechotniki ? No przecież nie od plucia jadem i kąsania . Nasze trzy retro-bajki jadąc w kupie wydają taką masę grzechoczących dźwięków ,że nie mogliśmy tego inaczej określić . Ale prędkość rozwijają nad świetlną. Szczególnie z górki. Szczególnie Panda.

Oprócz tego cały tydzień szyłam . Głównie torebki ,bo było kilka zamówień no i realizowałam Candowe wygrane ,które zostały wysłane w czwartek. Na początku tygodnia Panda zastrajkowała znowu ,na całe szczęście tylko przelotnie,ale trochę się nabiegałyśmy po lekarzach .W piątek to już szału dostałam na naszą zdrowotną rzeczywistość. 

Dzisiaj to już tylko zbieram siły na nadchodzący tydzień. Czyli Dzień Lenia .W czym mi wiernie towarzyszą Koty
 Bibber na uwięzi bo daje nogę dachem do kota sąsiadki Pepika ,w celach niecnie seksualnych
 Kaziu i Norka ,która próbuje rynną dostać się na dół. Niech próbuje ..:-)

 Ja cię kocham a ty śpisz....
to sobie kochaj ,tylko daj spać
Pa. ;-)

niedziela, 10 czerwca 2012

Relikty epoki i katastrofa czyli MY na wycieczce rowerowej

No tak ,tym razem zdjęć nie będzie, bo nie udało się udokumentować tego nieszczęścia...
A zaczęło się tak .Tydzień temu zaczęło mnie nosić .Efekt całodziennego siedzenia nad maszyną przynosi efekt złamanego kręgosłupa i coraz częstszych westchnień " a d..a rośnie...". Chłopię wykazało się więc pamięcią jak dąb Bartek i z jej zakamarków wyciągnęło info ,że w piwnicy u Dziadka ( to ta sama budowla ,która posiada "Strych Babci") są ROWERY.
ROWERY. No tak dwie Gazele i Laura,zakupione z talonów ,w ciemnych a jakże jaskrawych (Laura jest wściekle różowa mimo zgoła 30 lat na karku..) latach wczesno 80-tych. Piwnica została z eksplorowana. Ujawniła zawartość w postaci trzech trupów. Ale nie ma to jak mieć w rodzinie Złotą Rączkę fachmana rowerowego Wujka Andrzeja . Rowery zostały  więc wywiezione do jego kliniki ,w której przeszły intensywną terapię odmładzającą. Po zakupie nowych dętek opon i jednego całego koła prawie nadawały się do jazdy dwa. A nas jest sztuk 3. Skąd wziąć trzeci rower? No więc Moja wpadła na genialny pomysł, aby odwiedzić lumpeks rzeczowy. Mamy takowy niedaleko. Z najdalszego kąta po przekopaniu się przez stosy kanap foteli ,krzeseł i kredensów rodem z Holandii i wystawek Niemieckich wyciągnięta została machina typu damka szosowa ,w stanie nadającym się do reanimacji. Pominę milczeniem targi -Facet chciał za nią tyle co za nowy górski rower-ale w końcu staliśmy się jej właścicielami. Znaczy ja.
 Znów wizyta w klinice ,nowe dętki, chromowane błotniczki i coś tam ,czego nie potrafię wymówić. A i zakup w Castoramie trzech haków do powieszenia rowerów w garażu obok Cytrynki. Mania mojego Chłopa do kupowania różnych osprzętów, to temat rzeka.Wspomnę tylko ,że ostatnio kupił ,jak to określił z "zaskórniaków" kosiarkę spalinowa i wykaszarkę (chyba tak się nazywa to coś z latającą żyłką?) . I to wszystko do ogródka 10x10 m. !!!!
No dobrze to pora przejść do KATASTROFY
Wczoraj wczesnym popołudniem padła propozycja ,aby rowery wypróbować . Z okazji tej zawczasu uszyłam sobie nawet bluzę do getrów dresowych ,aby się szykownie na moim złomie prezentować . Córka za to pojechała maksymalnie ,ubrała się w sweter -wór z wielką gębą pandy na przodzie. Czym zyskała sobie nową ksywę "PANDA".
Wyjechaliśmy z Cieplic koło nowego kościoła drogą na Marczyce. Rowery spisywały się nad wyraz poprawnie ,nawet na drodze leśnej. Co prawda kilka podjazdów zrobiło na nas wrażenie ,a po 2 km tyłek od starożytnego siodełka zaczął pękać mi w poprzek, ale jechaliśmy. Widoki gór osnutych burzowymi chmurami były takie ,że żałowałam braku aparatu! No właśnie BURZOWYMI,a nam nic do głowy nie przyszło !!
Dojechaliśmy do Marczyc i tam drogą wiejską ,wzbudzając zachwyt lokalnych  przysklepowych form życia, pomknęliśmy w stronę Zbiornika Sosnówka. Tu zaczęliśmy wzbudzać zachwyt kierowców ,którzy na widok naszych "pojazdów" trąbili i wywrzaskiwali jakieś "dawaj dawaj!" machając browarami . To chyba efekt Euro, bo mieli flagi na autach.
Zaczęło kropić. Nieznacznie. Do Cieplic mieliśmy 4 km szosą .Pikuś.
Koło Na wysokości Orlenu w Podgórzynie Panda zaczęła dawać znaki znaczące!! Spadł łańcuch. Panda na Gazeli ! wyobrażacie sobie???? A deszczyk siąpić zaczął regularnie. Koło rybiarni na stawach podgórzyńskich to już raczej lało ,ale co tam ! Stwierdziłam ,że dojedziemy. Na Osiedlu Fampowskim dopadło nas oberwanie chmury ,wiec schroniliśmy się pod okapem w sklepie "5" . Znów przyprawiając lokalnych o przedziwne wrażenia. Czekaliśmy jakieś 20 minut, malowniczo tworząc wokół siebie coraz większe kałuże ,co wywoływało coraz sroższe grymasy i zmarszczenia brwi na twarzach PAŃ Sklepowych. W końcu nie wytrzymaliśmy presji i cichaczem zwialiśmy, zostawiając po sobie trzy mega kałuże w sklepie i przekonanie ,że może na sucho nas nie poznają. Do domu zostało nam jakieś 1,5 km .Dotarliśmy totalnie przemoczeni. Najciekawiej prezentowała się Panda ,mogła by spokojnie grać Marzannę albo Topielicę. Oczywiście nasz wjazd na podwórko zaobserwował Sąsiad ,który nomen omen przy wyjeździe życzył nam miłej wycieczki, teraz mało nie posikał się ze śmiechu :-)
W nagrodę strzeliliśmy sobie deser:
-Mus truskawkowo-lodowy (0,5 kg truskawek blendujemy z 0,5 kg lodów wanilowych)
-Lody waniliowe
-Bita śmietana
-Truskawki
Układamy warstwami i jemy >Niebo w gębie !
Sezon rowerowy uważam za otwarty!


piątek, 8 czerwca 2012

FAN DRESS !!

Z przemyśleń na temat Euro ,barw narodowych ,koszulek kibica, i takich tam spraw, powstała koncepcja uszycia sukienek i tunik dla prawdziwych fanek footballu ! Bądź co bądź ,my kobiety ,kibicując nie musimy zakładać za dużych koszulek zawodników. Ja tak sobie wyobrażam kibicowanie i uświetnianie strojem Euro :-))
Po za tym nawet jeśli za piłką nożną nie przepadamy, to zawsze jest pretekst ,żeby się ubrać w czerwień :-)






No coś takiego!! Znowu SERCA???

WYNIKI CANDY!!!

Wczoraj był 7.06 więc dzisiaj losowanie . Zobaczymy ,komu los przeznaczył torebkę :-)
Najpierw się napisaliśmy...
Potem na zaginaliśmy karteczki...

Wylosowaliśmy główną nagrodę. Torba trafi do....

 RIANNON :-))
Ale żeby nie było ,będą trzy dodatkowe nagrody -niespodzianki 
Wylosowaliśmy
1.Nitkąmalowane
2.Dolores
3.Patitolubi

Dziewczyny proszę o adresy na maila, będę wysyłać w poniedziałek :-))
No i gratulujemy !

piątek, 1 czerwca 2012

TUTORIAL -Friday Bag ....

Z racji ,że słowo się rzekło będzie tutorial,ale pisać będę bardzo oszczędnie (hehe) bo w poprzednim poście rozjechałam się z opisami . Więc teraz tylko tam gdzie będzie coś nowego :-)
Najpierw co będziemy szyć
Torba hobo ,zwana prze ze mnie FRIDAY BAG -z racji ,że stworzona w piątek, szyłam dziś ją po raz pierwszy ,ale czuję coś ,że zagości w menu na stałe. A po za tym to bardzo dobra torba na weekendy ,pomieści kosz piknikowy ,ponton,paczkę pieluch,ewentualnie kalosze na zmianę. A i zakupy z galerii

Najpierw dokonajmy wyboru tkanin...hmmmm
No to lecim
I. WYKRÓJ

Potrzebujemy:
z Alcantary lub innego materiału na wierzch
1. Przód/tył 70cm x40cm x  2
2. Dno 70cm x13cm  x1
3.Boki 40cm x 12cm  x2
4. Odszycia góry 
przód/tył 70cmx10cm x 4
boki 12cm x 10 cm x 4
 5. Pasek 12cm x 33 cm x 2
6. Patki n a magnesy 4 x 5 cm na 5 cm
7. Kieszonka z zamkiem 13cmx25 cm x 1
8. Kieszonka wsuwka  25 x 12 cm ( lub jaka wielkość wam odpowiada :-)

Podszewka
1. Przód/tył 70cm x40cm x  2
2. Dno 70cm x13cm  x1
3.Boki 40cm x 12cm  x2
4.Kieszonka z zamkiem 13 cm x 25 cm 
5.Kieszonka wsuwka  25 x 12 cm

Flizelina na usztywnienie kieszonek-podklejamy podszewkę

1.
Kieszonkę na zamek przyszywamy -przykładamy prawą do prawej ,odmierzamy 1 cm x18 cm ,obszywamy ,wycinamy a potem od spodu podkładamy zamek i przyszywamy stopką do zamków
2.
Tu sobie trzasnęłam nowe logo-serce (Dzięki Aniu)
Obrzucamy kieszeń i robimy smycz- zaginamy i podkładamy kawałek materiału jakieś 35 cm na 4 cm-przekładamy przez oczko karabinka i przyszywamy lub przymocowujemy nitem> Kieszeń przyszywamy na środku podszewki
3.
Robimy kieszonkę wsuwkę-składamy prawymi stronami do środka , obrzucamy z trzech stron,wywracamy na prawą i przeprasowujemy. Następnie przyszywamy do drugiej podszewki
4.
Przykładamy boki i obszywamy ,zostawiając z jednej strony jakieś 15 cm na wywrócenie torebki po zszyciu wierzchu ze  środkiem
5.
Przód i tył wierzchu możemy  pociąć na 3 równe części
zszyć i ostebnować
6.
Przykładamy boki ,zszywamy po kolei ,na koniec każdy stebnujemy,te od dna możemy ostebnować z dwóch stron szwu. Na środku dna przyprasowujemy od spodu camelę -dla usztywnienia ,ale nie musimy :-)
7.
Tak to wygląda zszyte . Zabieramy się za patki magnesów
8.
Zaokrąglamy nasze 4 kawałki ,na dwóch dajemy magnesy,przykładamy pozostałe części prawą do prawej i zszywamy .Wywracamy ,stebnujemy brzegi
 9.
Przyszywamy odszycia,równo szew do szwu,najpierw do wierzchu, następnie do podszewki. Tutaj na środku wkładamy patki z magnesami ,stebnujemy szwy
10.
Zszywamy pasek na ramie- stebnujemy szwy . Zabieramy się do połączenia całości .W tym celu wierzch wywracamy lewą na wierzch ,podszewkę wkładamy prawą stroną do środka ,między nie wkładamy pasek,przekładamy go w środku do drugiej strony 
11.
Wygląda to tak:wierzch-pasek -podszewka. szpilkujemy brzegi odszycia i zszywamy. Przez pozostawioną dziurę wywracamy ostrożnie na prawą stronę
12.
Na koniec stebnujemy wzdłuż górnego brzegu odszycia- 1 cm.
13.
Cieszymy się naszą kozacką torbą
FRIDAY BAG :-)))


Zasłużenie idę spać!
Na koniec 
Animalsi