Pokazywanie postów oznaczonych etykietą remont. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą remont. Pokaż wszystkie posty

środa, 16 stycznia 2013

Rzecz będzie o przeciąganiu....

Jakoś ostatnio wszystko się wokół mnie przeciąga. Mam nawet na to swoją teorię ,mianowicie wpadłem w zagięcie czasoprzestrzeni. Od świąt żyję tempem porównywalnym do przechodzenia w nadświetlną Hana Solo i jego Sokoła Milenium. Nie dosypiam ,szkoda gadać co jem,w domu mam wielkie bordello bum bum. I w dodatku zero życia towarzysko- osobistego. A wszystko zaczęło się od tego ,że postanowiłam przenieść sklep i pracownie ,do lokalu jakby to powiedzieć ,bardziej ekonomicznego,lepiej usytuowanego ,a na dodatek bardziej dostosowanego do moich potrzeb . No i się zaczęło. .....
W trakcie minionego miesiąca zrobiłam sobie niezłą opinię w kilku instytucjach,choć wygrywa energetyka ,gdzie pewnie panie na samo wspomnienie o mnie plują przez lewe ramię. Ale efekt osiągnęłam, " prund" podłączyli mi ledwie po tygodniu( normalny czas oczekiwania 2-3 tygodnie). Panowiecz ekipy remontowej ,słysząc kalumie i groźby karalne rzucanie przeze mnie z szaleństwem w oczach do słuchawki telefonu,zrobili swój życiowy rekord i z remontem zaplanowanym na 7 dni, uwineli się w 5. I przysięgam ,nie wzięli ni grosza powyżej ustalonej stawki. Cud jakiś,albo co???? Za to na szyld czekam jak na wiosnę, podobno będzie w piątek.

Przez ostatnie dni szorowalam ,prasowałam ,układałam ,doszywałam ,realizowałam zamówienia ,biegłam i załatwiałam jeszcze masę różnych rzeczy,bo nagle jak z króliczej norki,zaczęły wychodzić rzeczy ,o których pojęcia nie miałam. Jak choćby to ,że mam udział w ziemi ,gdzieś pod Warszawą po moim pradziadeku ,który umarł w 72 roku i do dziś nikt sprawy spadkowej nie zrobił. Szanowny małżonek chodzi i się ze mnie nabija ,żem Panna Dziedziczka, gad jeden,bo US przysłał spadkobiercom taką karę za zwłokę ,że ta cholerną ziemia to by musiała mieć kopalnię diamentów,żeby była jej warta. Pomijam ,że spadkobierców z dziesięciu....

Dziecko postanowiło mnie wykończyć szkołą, egzaminy gimnazjalne zaraz będą a ta się znarowiła, i postanowiła przestać się uczyć! Tak to zaczęłąm sama się uczyć chemi i innych dziwnych przedmiotów ,żeby gadowi małemu wytłumaczyć co nieco. Na razie przydaje się wykształcenie nauczycielskie hehe ,ale Mały Gad krzywo na mnie patrzy i chyba się cieszy ,że matka w szkole nie uczy:-)

No i sumą noworocznych postanowień postanowiłam biegać...taaaaaaak.
Trzy dni doprowadzałam siebie i psa do stanu zawałowego ,po czym załatwiłam sobie zapalenie oskrzeli w pakiecie z zapaleniem zatok. Nie mogę w nocy oddychać i mam halucynacje, bo nie znajduję innego określenia na te durnoty ,co mi się ostatnio śnią..^^

Zresztą od listopada to ja ciągle jestem chora z przerwami na bycie zdrową. Bywam zdrowa jakiś tydzień. W ogóle zdrowie na różnych polach ostatnio postanowiło mi dokopać,ale to już inna historia...

Mimo wszystko sklep i pracownia dziś ruszyły na nowo. W nowej odsłonie, po liftingu i małej korekcie założeń. Poprzedni rok dał mi możliwość zmierzenia się z wyzwaniami, pokonania paru przeszkód ,zdobycia nowej wiedzy i umiejętności,a przede wszystkim określenia co ja chcę w życiu robić. Proste, chcę szyć:-))
I w tym roku mam zamiar szyć na zabój, naprawić swoje zdrowie, wynieść się z miasta i przeciągnąć Małego Gada przez egzaminy:-)))

A oto nowa pracownia tadammmmmm!!:-) i nowy sklep i parę rzeczy ,które ostatnio uszyłam ,głownie na kuchennym stole,za co się familia na mnie śmiertelnie obraziła...
Czy ja już gdzieś nie pisałam ,że nie ma tak małego pudełeczka ,do którego nie miał by aspiracji wsadzić tylko nawet najgrubszy kot???