wtorek, 31 lipca 2012

Muzycznie-Radiowo-Bombowo!

co prawda ekhem ekhem linie zbankrutowały ,ale piosenka jest świetna.
Czy to znaczy ,że im lepsza reklama, tym krótszy żywot firmy?
 Chórki robią moje koty,,,,,

A druga ,co mnie straaassznie się podoba Maja Kleszcz i jej "Rebeka"
swoją drogą co za nazwisko....
i dla tego moi Państwo z radia to ja słucham tylko "Jedynki ",ewentualnie "Trójki". I dlatego płacę abonament ,zwany poprawniej haraczem. Ale jak go przestanę płacić ,to mi pozostaną już tylko radia w kółko puszczające Ruhannę i inne beztalencia. O ile w ogóle przebija się przez wszystkie reklamy piwa ,tamponów, proszków do prania i wszelkich zbędnych do egzystencji medialnych reklam.

A nie powiem ,w Trójce Mann nawet się od czasu do czasu ośmieli  Slayera puścić.
Skąd te przemyślenia ? Ano stąd ,że siedzę cały dzień i szyję ,a jak szyje to radia słucham. I dziś przez przypadek ustawiło mi się RMF FM. Po godzinie ,z mózgu miałam watę ,nie wiedziałam ,jak się nazywam ,ale wiedziałam ,że muszę iść do sklepu i kupić mydło ,proszek ,zupkę w proszku -chyba do kompletu i żarcie dla psa. i jeszcze się karnąć bankrutującymi liniami lotniczymi do Krakowa i z powrotem z dwójką dzieci, z których mam jedno. Po cholerę, sama nie wiem.
AAAAA zapomniałam o wysłaniu smsa żeby wygrać 1000000 w WIELKIEJ KUMULACJI!!! Zapomniałam nawet ,że ja nic nie wygrywam. he
A teraz idę oskalpować Pandę bo mi koty męczy:-)
Paaaa

niedziela, 29 lipca 2012

Torbowo-Rolkowo Batmanowo :p I

Wyrwałam się na łykend i poniosło mnie do Wrocławia. A że ostatni krucho z wyjazdami to poszłam po bandzie .Na całego . Jak szaleć to szaleć!!!
Zaliczyłam/liśmy, bo w kupie, Batmana.
Recenzji nie będzie, bo nie ma czego recenzować .Najlepszym momentem seansu był ten ,kiedy kolegę Zająca pan porządkowy wywalił z sali ,kiedy ten czekał do końca napisów , licząc że usłyszy sapania Lorda Vadera.
Ale co, nie ja film wybierałam. Mój Chłop i szwagier zwany Ramzesem ( z racji profilowego podobieństwa) zasnęli gdzieś po reklamach. Ja z siostrą zwaną Rudą -z racji umaszczenia naturalnego- rechotałyśmy jak dwie żaby, przy co bardziej wzniosłych  "Gotham cię potrzebuje Batmanie!!!"
No pełna kultura! Potem poszliśmy się po prostu uchlać, bo nic innego nie pozostawało, kiedy się zobaczyło puentę filmu. Z racji tegoż faktu mam dziś ciężki dzień jak cholera .Co po niektórzy wiedzą, jak ja i alkohol się kochamy. Ponoć wszystko jest dla ludzi ,ale nie koniecznie dla mnie jak widać. Ostatnio miałam z nim do czynienia w maju i gdyby nie bezcenna rada Ani zwanej Czeremchą. chyba bym do żywych nie wróciła. Rada była taka
"Wal do sklepu i kup zwykłego śmietankowego loda, zjedz poczekaj. Przeżyjesz"
Potwierdzam, działa niezawodnie.
Ale dość o tych ekscesach. Będzie jeszcze o innych rzeczach.
Mianowicie ,niedawno wpadłam w zachwyt nad eko-siatkami Joanki-Z ,ale nie tylko dlatego ,że śliczne i eko i w ogóle. Ale Joanka napisała ,że nadają się na rolki. I tu mnie ustrzeliła ,bo od dawna miałam problem ,w co je upchnąć . Plecaczków koszmarnych nienawidzę, są ciężkie i niewygodne. A tu proszę rozwiązanie problemu. No i uszyłam . Przy okazji załatwiając sprawę z zalegającymi tkaninami z tej akcji (Uwolnij Tkaniny ze Swojej Szafy)
Więc uwolniłam pierwszą tkaninę ,w sumie dwa razy bo, uszyłam dwie torby ,jedną dla siebie ,drugą dla Rudej- ten czerwony będzie się genialnie komponował z jej Rudą grzywą hihi.

Pomysł z torbą na rolki MEGA!! Teraz mam w czym je targać ,potem wrzucam do niej buty, przewieszam na skos i jazda! Uszyłam jeszcze wewnętrzną kieszonkę na zamek na różne pierdoły ,które targam, typu telefon, klucze i kupa śmieci.
Asfalcie nadciągam!!!!
Jutro, bo dziś były by ofiary.
A jeździmy razem ,rodzinnie.
Nawet z psem....
 Panda i pies na rolkach-czyli co zrobić żeby się nie zmęczyć :-)
 Inni się męczą przechodząc w nad świetlną,co najmniej, jak Sokół Millenium Hana Solo
Panda w krzakach....

A teraz zaprezentuję Wam niezwykłe zjawisko. Zdjęcia zrobione z jadącego auta, jedno po drugim w odstępie kilku sekund ,gdzieś u podnóża Karkonoszy...
                                                                  Z boku. Dziura w Niebie
                                                                      Za nami
                                                                   Przed nami

I kto tu zrozumie o co chodzi ??
Chyba tylko ON
Kazimierz -niezmiennie wielbiciel "True Blood"

I tym akcentem zakończmy nierówną walkę z poszukiwaniem natchnienia do pisania
Pozostają tylko LODY :-)))))

sobota, 21 lipca 2012

c.d. Lnianych zachwytów

Jak wczoraj zapowiedziałam ,tak zrobiłam .Z samego rana popędziłam przepuścić ostatnie pieniądze (żegnajcie buty...) na len. I najbardziej żałowałam ,że nie mam więcej :-)))) Za jakieś 10 mb lnu zapłaciłyśmy łącznie ok 260 zł. I to lnu w najlepszym gatunku.
Ale ponieważ zaciągnęłam szanowną rodzicielkę ,również się obkupiła ,przy czym zażyczyła sobie uszycia spódnicy długiej i torby takiej co uszyłam wczoraj. I niech mi teraz już nikt nie powie ,że wielkie torbiszcza to tylko dla młodych . Mamunia oszalała na jej punkcie :-)
No ale do rzeczy . Zakupiłam piękne kwiatowe ,tudzież również gładkie lny
 Łupy :-) licząc od góry: z pierwszych dwóch będą torby,nr 3 to szara surówka na podszewkę, 4 i 5 będą dwie torby,na samym dole-spódnica dla Mamci




 No i oczywiście zaraz uszyłam torbę ,tym razem sobie . Rozmiar mega ,ale ten wzór i kolory mnie zauroczyły od razu! Jak na nią patrzę widzę Maroko. Tam też były takie kolory . Torbę wyposzarzyłam w skórzany pasek z resztek
 Jest uszyta z koła ściętego u góry -jak jajko :-)
 Podszewka jest intensywnie niebieska ,miałam ją na oku już poprzednim razem, niesamowicie się skomponowała z wzorem i kolorami lnu



I tym oto sposobem dorobiłam się torby na lato :-) Materiału starczy mi na uszycie jeszcze jednej ,do sklepu.
I naprawdę ,nic co ostatnio szyłam ,nie cieszyło tak moich oczu :-)) Gapię się na nią cały czas. A szyjąc wymyśliłam ,że uszyję sobie do niej białą lnianą kieckę . Tu zainspirowała mnie Joanka-Z swoim postem o białej sukience, już len upatrzyłam ,kieca będzie i koniec :-) Tylko nie mam za bardzo pomysłu na długą spódnicę dla mamy. Len jest całkiem miękki ,przejrzałam burdy i nic .Czarna Dziura !

piątek, 20 lipca 2012

Torba z lnu-bo zakochałam się w lnie :-)

No więc kupiłam na próbę gruby kwiecisty len, i kombinowałam jaką to uszyć z niego torbę. Aż zobaczyłam moją córkę z moją stareńką torbą dyndającą aż do kolan :-) W efekcie powstała ogromna ale lekka i bardzo wygodna torba. Wymiary to 55x45x15 cm nie licząc paska ,który jest bardzo szeroki i ma się nie wbijać w ramię przy noszeniu. Bo takie duże torby mają skłonność do gromadzenia nadprogramowych przedmiotów. Dla mnie to bomba ,bo noszę w torbie aparat fotograficzny, laptopa małego i cały codzienny "pierdelnik"- jak mówi Chłop ,sorry za brzydkie słowo, ale pada ono zawsze z cudnych Chłopich ust ,w kontekście
-Kochanie!!!! Gdzie masz kluczyki od auta/dowód rejestracyjny????
-W torebce....
-Rany Boskie!!! jaki tu masz pierdelnik! Jak ty tu cokolwiek możesz znaleźć????????????
No i tak to wygląda :-)
Więc po to montuję smycze w torebkach ,żeby chociaż klucze można było wyciągnąć bezboleśnie :-)
A żeby ten cały bajzel można było wygodnie nosić ,paski mają dużą szerokość ,nie wpijają się więc.
Torba jest prostokątna ,ma zaokrąglone lekko rogi

 Zniewalająco majta się na wysokości kolan :-)


Podszewka jest również z lnu, a ponieważ w sklepie jest masa różnych wzorów ,jutro z rana jadę się spłukać z resztki moich finansowych zaskórniaków. Mogę sobie nie kupować kosmetyków ,mogę nawet nie kupować niczego,ale tkaninowy shopping must have!!!!

Czy ja pisałam ,że upadłam na głowę i uczę się jeździć na rolkach??? Jeździmy w pięknych okolicznościach przyrody ,dzięki czemu staję się szwedzkim stołem dla końskich much, które ucztują na mnie jak wampiry . A że jestem uczulona ,to potem wyglądam jak ofiara braku kortyzonu. Największy ubaw ma pies ,bo wieczorem jest wyspacerowany i wyganiany jak nigdy.

Byłam na trzydniowej objazdówce Jelenia-Stolyca-Dawna Stolyca-Wroclove :-)
Przy czym stwierdzam- cieszę się ,że w żadnym dużym mieście nie mieszkam. Odwykłam od stania w korkach, bo teraz do pracy wyjeżdżam kwadrans wcześniej i zdążam na czas. W Warszawie ten samo odcinek jechałam 1,5 h. Jaka to potworna strata czasu codziennie. 3 h w korkach. Jechałam przy okazji do hurtowni z tkaninami ,i stwierdziłam ,że w niektórych sklepach jest taniej niż w hurtowniach, jak nie kupujesz po kilka bel, nie masz tam czego szukać. W nosie z takim interesem. Wracam do zakupów internetowych. Chciałam jeszcze z Pandą skoczyć do Centrum Kopernika ,ale najpierw straciłyśmy czas w korkach,potem jak zobaczyłyśmy kolejkę do kasy, to się załamałyśmy. I to wszystko (Dojazd do Janek z Żołnierskiej ,stamtąd do Centrum K i znów na Żołnierską) zajęło nam 8H !!!!!!!! Kocham moją zapyziałą Jelenią, gdzie korek na miarę sensacyjnych info na CB-radiu ,jest już wtedy ,kiedy na światłach trzeba poczekać ze trzy zmiany!! Życie :-)
Kraków podobnie- tylko na mniejszą skalę i poturlałyśmy się do Wroclove. Tam moje dziecko wydało swoje ciężko uskładane zaskórniaki na super modne Vansy. Ludzie 239 zł za trampki?????????
Świat oszalał :-) A ja doszłam do wniosku ,że jak chce takie drogie buty niech uskłada 2/3 kwoty. Zabieg ten miał na celu lepsze dbanie o obuwie na przyszłość. Jej stopy spalają buty. Średnia długość noszenia -1 miesiąc, i potem nie ma co nosić. Ale moja córka utarła mi nosa :-) Jak ciężko westchnęłam nad ceną TRAMPEK, powiedziała " Mamo a ty ile kiedyś wydałaś na glany co??" No i od razu się zamknęłam ,bo rzeczywiście całe lato pracowałam ,żeby kupić sobie wymarzone granatowe Martensy. Po czy doszłam do wniosku ,że chyba historia się powtarza ,bo przypomniałam sobie jak reagowała moja babcia ,na kupowane przeze mnie czarne rurki ,czarne swetry ,koszulki z ulubionymi zespołami, nie mówiąc już o noszeniu glanów w lecie..... Więc czas zamknąć dziób i pozwolić dziecku na eksperymenty z poszukiwaniem własnego stylu :-)
Ale naprawę nie jest to łatwe ^^
Ale jak się zafarbuje znów to się nie odezwę. Naprawdę się nie odezwę. Ani słowa!

Len !Len mi jest potrzebny na uspokojenie!!
Pa :-)

niedziela, 15 lipca 2012

Będzie o lniarskim raju,kocie co prąd lubi i pięknie gór...

Ostatnie dwa tygodnie były aż za bardzo intensywne. Głównie zajmowałam się ratowaniem mojego niezbyt ogarniętego Bimbra ,który w ramach protestu pogryzł kabel. Elektryczny i w dodatku podłączony do prądu. W efekcie znów mieliśmy szpital koci w domu. Co najgorsze ów wyczyn zaowocował przypaleniem a właściwe spaleniem części języka. Kto ma te wariackie stworzenia w domu ,wie ,że w przeciwieństwie do ludzi,  kot czy pies bez języka żyć nie mogą. Służy im do wymiany ciepła ,lizania się itp. To wylizywanie jest często niedoceniane. Nawet sobie nie wyobrażacie jaki widok przedstawia sobą kot ,który nie używał lizał się czyli mył ,przez tydzień. Obraz nędzy i rozpaczy. Zaczęło się od tego, że kot przestał jeść i leżał osowiały jak nigdy pod łóżkiem.
Ponieważ kłopoty z Bimbrem wyszły wieczorem ,nasz osobisty weterynarz był już nieosiągalny ,trafiliśmy do niezwykle wypasionej "lecznicy" ,w której kota obejrzano ,zbadano ,krew pobrano i stwierdzono ,co mnie kosztowało dwie stówy, że ma kocia anoreksje prawdopodobnie. Jakoś minie to nie przekonało, więc na drugi dzień poszłam do "naszego " weterynarza. ten kota obejrzał, zajrzał do paszczy i stwierdził całkiem co innego. Tamci do paszczy we dwóch zaglądali i nie widzieli????
Więc zabraliśmy się za ratowanie Bimbrowego języka. Zastrzyków multum ,oraz kroplówka bo nie jadł. Dwa tygodnie i efekt jest. Bimber wygląda jak szkieletor, ale żyje i już języka używa :-) Co prawda brakuje mu części z boku ,ale najwyraźniej, to i tak mała cena za żarcie kabli pod prądem^^

No i już wygląda jakoś ,tyle ,że nie chce jeść nic innego oprócz mięsa surowego. Z czego korzystają wszystkie trzy,zastrajowawszy po pierwszej próbie nakarmienia ich puszką...

W między czasie trafiłam do raju z lnem. Poszukując materiałów dostałam cynk o sklepie w niedalekich Mysłakowicach. Niby zawsze tam był, ale ponieważ fabryka lnu ,która tam się znajdowała ,upadła jakiś czas temu ,chodziły ploty ,że nic tam nie ma .A tu się okazało m,że jest . I sklep i len i fabryka ,którą ktoś wykupił i na dniach znów uruchamia produkcje. W dodatku tworzą stronę internetową ze sklepem i niedługo będzie można kupić przez internet wszystkie te cuda :-) Tutaj możecie obejrzeć ich ofertę. A ja zrobiłam zdjęcia ,dostałam oczopląsu i przepuściłam tam na "dzień dobry" pieniądze ,które miałam odłożone na buty...
Właściciele są bardzo mili ,pozwolili mi poszaleć z aparatem. Bogactwo kolorów faktur i wzorów od razu rozpaliło moją wyobraźnie ,więc prawdopodobnie w najbliższym czasie można się spodziewać wielu lnianych ubranek :-)
 tu jest praktycznie każdy rodzaj lnu
 te są grubsze,nadają się na pokrycia,a w moim przypadku -na torebki ,wzory są przepiękne ,kwiatowe


 Ceny 20-49 zł za m2, wiec nie ma tragedii


Po prostu RAJ :-) Zakupiłam przede wszystkim len na obrus i na poduszki ,zaraz zabrałam się do szycia i jeszcze tego samego dnia miałam to :

 Len odrobinę prześwitujący
 Resztki ozdobiły poduszki


 Obrus ma formę przykrywki od pudełka ,a to ze względu na moje koty-dzięki temu go nie ściągną ,nie przesuwa się i mnie nie denerwuje

 Mój Chłop stwierdził ,że uszyłam kondon na stół. Faceci....
 Podusie :-) Całe lniane
Kupiłam jeszcze len na sukienkę i tunikę oraz obrus i serwetki na stół.
 Z tego powstała tunika asymetryczna- len kreszowany o pięknym malinowym kolorze. Tunikę uszyłam sobie :-)
 i obrus na duży stół 175x220 + 8 serwetek ,miało być 12 ale zabrakło .
W ogóle to ostatnie 3 dni spędziłam na szyciu przede wszystkim dla siebie ,co mi się już od bardzo dawna nie zdarzyło. Uszyłam sobie jeszcze czarna asymetryczna tunikę,i sukienkę z beżowego lnu, ale zdjęcia wrzucę jak wróci moja modelka Panda ,która szlaja się po Brdzie na kajakach. Codziennie dzwoni i solennie mnie zapewnia ,że już nigdy nie pojedzie pod namiot! Zobaczymy :-)

No i poniekąd na koniec trochę zdjęć z najpiękniejszego miejsca pod Słońcem :-) Opinia oczywiście subiektywna