niedziela, 15 lipca 2012

Będzie o lniarskim raju,kocie co prąd lubi i pięknie gór...

Ostatnie dwa tygodnie były aż za bardzo intensywne. Głównie zajmowałam się ratowaniem mojego niezbyt ogarniętego Bimbra ,który w ramach protestu pogryzł kabel. Elektryczny i w dodatku podłączony do prądu. W efekcie znów mieliśmy szpital koci w domu. Co najgorsze ów wyczyn zaowocował przypaleniem a właściwe spaleniem części języka. Kto ma te wariackie stworzenia w domu ,wie ,że w przeciwieństwie do ludzi,  kot czy pies bez języka żyć nie mogą. Służy im do wymiany ciepła ,lizania się itp. To wylizywanie jest często niedoceniane. Nawet sobie nie wyobrażacie jaki widok przedstawia sobą kot ,który nie używał lizał się czyli mył ,przez tydzień. Obraz nędzy i rozpaczy. Zaczęło się od tego, że kot przestał jeść i leżał osowiały jak nigdy pod łóżkiem.
Ponieważ kłopoty z Bimbrem wyszły wieczorem ,nasz osobisty weterynarz był już nieosiągalny ,trafiliśmy do niezwykle wypasionej "lecznicy" ,w której kota obejrzano ,zbadano ,krew pobrano i stwierdzono ,co mnie kosztowało dwie stówy, że ma kocia anoreksje prawdopodobnie. Jakoś minie to nie przekonało, więc na drugi dzień poszłam do "naszego " weterynarza. ten kota obejrzał, zajrzał do paszczy i stwierdził całkiem co innego. Tamci do paszczy we dwóch zaglądali i nie widzieli????
Więc zabraliśmy się za ratowanie Bimbrowego języka. Zastrzyków multum ,oraz kroplówka bo nie jadł. Dwa tygodnie i efekt jest. Bimber wygląda jak szkieletor, ale żyje i już języka używa :-) Co prawda brakuje mu części z boku ,ale najwyraźniej, to i tak mała cena za żarcie kabli pod prądem^^

No i już wygląda jakoś ,tyle ,że nie chce jeść nic innego oprócz mięsa surowego. Z czego korzystają wszystkie trzy,zastrajowawszy po pierwszej próbie nakarmienia ich puszką...

W między czasie trafiłam do raju z lnem. Poszukując materiałów dostałam cynk o sklepie w niedalekich Mysłakowicach. Niby zawsze tam był, ale ponieważ fabryka lnu ,która tam się znajdowała ,upadła jakiś czas temu ,chodziły ploty ,że nic tam nie ma .A tu się okazało m,że jest . I sklep i len i fabryka ,którą ktoś wykupił i na dniach znów uruchamia produkcje. W dodatku tworzą stronę internetową ze sklepem i niedługo będzie można kupić przez internet wszystkie te cuda :-) Tutaj możecie obejrzeć ich ofertę. A ja zrobiłam zdjęcia ,dostałam oczopląsu i przepuściłam tam na "dzień dobry" pieniądze ,które miałam odłożone na buty...
Właściciele są bardzo mili ,pozwolili mi poszaleć z aparatem. Bogactwo kolorów faktur i wzorów od razu rozpaliło moją wyobraźnie ,więc prawdopodobnie w najbliższym czasie można się spodziewać wielu lnianych ubranek :-)
 tu jest praktycznie każdy rodzaj lnu
 te są grubsze,nadają się na pokrycia,a w moim przypadku -na torebki ,wzory są przepiękne ,kwiatowe


 Ceny 20-49 zł za m2, wiec nie ma tragedii


Po prostu RAJ :-) Zakupiłam przede wszystkim len na obrus i na poduszki ,zaraz zabrałam się do szycia i jeszcze tego samego dnia miałam to :

 Len odrobinę prześwitujący
 Resztki ozdobiły poduszki


 Obrus ma formę przykrywki od pudełka ,a to ze względu na moje koty-dzięki temu go nie ściągną ,nie przesuwa się i mnie nie denerwuje

 Mój Chłop stwierdził ,że uszyłam kondon na stół. Faceci....
 Podusie :-) Całe lniane
Kupiłam jeszcze len na sukienkę i tunikę oraz obrus i serwetki na stół.
 Z tego powstała tunika asymetryczna- len kreszowany o pięknym malinowym kolorze. Tunikę uszyłam sobie :-)
 i obrus na duży stół 175x220 + 8 serwetek ,miało być 12 ale zabrakło .
W ogóle to ostatnie 3 dni spędziłam na szyciu przede wszystkim dla siebie ,co mi się już od bardzo dawna nie zdarzyło. Uszyłam sobie jeszcze czarna asymetryczna tunikę,i sukienkę z beżowego lnu, ale zdjęcia wrzucę jak wróci moja modelka Panda ,która szlaja się po Brdzie na kajakach. Codziennie dzwoni i solennie mnie zapewnia ,że już nigdy nie pojedzie pod namiot! Zobaczymy :-)

No i poniekąd na koniec trochę zdjęć z najpiękniejszego miejsca pod Słońcem :-) Opinia oczywiście subiektywna










8 komentarzy:

  1. Jak do lnu nie pałam miłością (podobno albo się go kocha albo nienawidzi) tak przez Twoje zdjęcia chcę len! I ceny bardzo znośne. Poduchy mnie zachwyciły - przepiękne! O matko chyba bym zwariowała w takim sklepie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja zdecydowanie polubiłam len,nawet choć bardziej do dekoracji ,niż do noszenia :-) teraz kombinuję rzymską roletę do salonu z lnu-żaden materiał tak nie przepuszcza pięknego światła

      Usuń
  2. Jejku, ale Bimber miał koszmarną przygodę. Dobrze, że już jest wszystko w porządku.
    Dzięki za namiary na sklep, uwielbiam len, pewnie kiedyś skorzystam.
    Te krajobrazy jakieś takie znajome mi się wydają :-) Buziaki :-*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bimber wygląda jak boczna anakonda, w dodatku zmienił głos i wydaje takie dźwięki ,że padamy ze śmiechu. Nie przypomina to nic znanego:-)

      Usuń
  3. Te lny są piękne. Sądzę ,że Cię zainspirowały tylko czekać.

    Zapraszam Cie do konkursu, w którym można wygrać bluzkę, spódnicę zaprojektowana przez mnie samą.
    http://www.zapalov.blogspot.com/2012/07/konkurs-nowe-nagrody-3-kwadranse-i.html

    OdpowiedzUsuń
  4. O matko jak Ci zazdroszczę tego sklepu! Jak tylko uruchomią się w internecie lecę zaszaleć :)

    OdpowiedzUsuń
  5. a wierz mi warto :-) jeżdżę tam co sobota rano, i wracam z pustym portfelem,ale torbą z lnem i głową pełną pomysłów na różne cuda. Teraz na dniach mają uruchomić ponownie fabrykę lnu( jest na przeciw sklepu) i będą nowe tkaniny. Oszaleję!

    OdpowiedzUsuń