czwartek, 29 listopada 2012

Szmaciaratwo w pełni:-)))))

Powtórzę za Susanną ,jestem pełnokrwistą szmaciarą ,hłe hłę. Zamiast kupić sobie jakieś ciuchy ,odłożone pieniądze wydałąm ..no na co ?? Oczywiście na szmatki. Co najgorsze ,są tak piękne ,ze na razie to się na nie gapię,zamiast szyć i snuję plany ,........a z tego będzie portfelik,z tego Kotecek,z tego serca,z tego...
Kobieto ogarnij się!!!!!!! Do roboty!!!!!


.......
Dalej siedzę i się gapię.v.........
:-))))
Czy mówiłam już ,że kocham moją robotę????










środa, 28 listopada 2012

Dla Agatki

Tym razem krótko ,a treściwie. Jest pewna mama i pewna córeczka. Potrzebują pomocy. Jeśli ktoś może niech pomoże. Przydadzą się rzeczy,rękodzieła,które można wystawić na aukcję ,aby wspomóc rehabilitację. Wszyscy wiemy ,ze nie da się pomóc każdemu ,ale zawsze można KOMUŚ :-)) Nawet jedna mała rzecz może wiele zmienić ,kiedy pochodzi od wielu osób

Blog Agatki :-))



środa, 21 listopada 2012

Wyróżnienie :-)) Cośmy się napisali....uuuu

Dostałam wyróżnienie od  , za co bardzo dziękuję ,jest mi szalenie miło i w ogóle :-)
Jedynym mankamentem tej zabawy jest to ,że trzeba wyróżnić ileś blogów ,a ja jestem zachwycona tyloma osobami ,że masakra :-) Więc wybaczcie nie jestem w stanie się zdecydować ,muszę się kierować jakąś zasadą ,a najlepsza jest taka -żadnych zasad:-) Więc wymienię blogi wedle mojego wewnętrznego widzimisie ,niektóre za to ,że tworzą je niesamowite osoby ,inne za to jak piszą ,a jeszcze inne po prostu za to że są i cudnie piszą. I nie będą to tylko szyciowe blogi :-)

M.E.L.A  -u la la zdolniacha
Wyspa Moich Snów Wyśnionych - senna panienka
LolaJoo  - która już chyba nie ma miejsca na pasku na wyróżnienia :-)
Maryś  -czarodziejka
Riannon   Izerska księżniczka władczyni przysłupa :-)
Eduszka bo to kobieta unikat
BartasDe   za rybki
Zapomniana Pracownia   tu powinny wyróżnienie przyznać zapomniane tkaniny
Kretowata  uzależnia bardziej niż kawa ,jak przestanie pisać to się potnę!!
Monika Magdalena   za rude detale i piękność dnia
Susanna   za e krawiectwo ,zloty(!!!!!) odwagę i inspiracje

Naprawdę ciężko było się zdecydować:-)

Zasady takież:
"Nominacja do Liebster Award jest otrzymywana od innego blogera w ramach uznania za „dobrze wykonaną robotę” Jest przyznawana dla blogów o mniejszej liczbie obserwatorów, więc daje możliwość ich rozpowszechnienia. Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która Cię nominowała. Następnie Ty nominujesz 11 osób (informujesz ich o tym) oraz zadajesz im 11 pytań. Nie wolno nominować bloga, który Cię nominował."


Wraz z wyróżnieniem przywędrowały do mnie takie pytania ( to ta łatwiejsza część ,trudniejsza to wymyślenie swoich ,takich ,żeby komuś chciało się odpowiadać :-)
1. Kawa z mlekiem czy kawa z cukrem?
zdecydowanie z mlekiem ,cukier beee

2. Miłość od pierwszego wejrzenia czy do zakochania jeden krok?
to pierwsze i trwa 17 lat..


3. Najpiękniejszy wiersz to...
Haliny Poświatowskiej "Kiedy umrę kochanie" A posłuchajcie jak śpiewa to Janusz Radek. Bezwarunkowo doskonałe. Doskonale piękne


Kiedy umrę kochanie 
gdy się ze słońcem rozstanę 
i będę długim przedmiotem smutnym 

Czy mnie wtedy przygarniesz 
ramionami ogarniesz 
naprawisz co popsuł los okrutny 

Często myślę o Tobie 
często piszę do Ciebie 
głupie listy - w nich miłość 
głupie listy - w nich uśmiech 

potem w piecu je chowam 
płomień skacze po słowach 
nim spokojnie w popiele nie uśnie 

patrząc w płomień kochanie 
myślę - co też się stanie 
z moim sercem miłości głodnym 

a Ty nie pozwól przecież 
żebym umarł w świecie 
który ciemny jest który 
ciemny jest i chłodny 

Kiedy umrę kochanie 
gdy się ze słońcem rozstanę 
i będę długim przedmiotem smutnym 

Czy mnie wtedy przygarniesz 
ramionami ogarniesz 
naprawisz co popsuł los okrutny 

Często myślę o Tobie 
często piszę do Ciebie 
głupie listy - w nich miłość 
głupie listy - w nich uśmiech 

A ty nie pozwól przecież 
żebym umarł w świecie 
który ciemny jest który 
ciemny jest i chłodny




4. Czym jest miłość?
wszystkim i niczym. Po prostu jest


5. Jeśli wierzyć, to w co lub w kogo?
W siebie ,w miłość ,w sens życia,w Boga ,wiara to coś czego nie widzimy ,dotknąć nie możemy ,zmierzyć nie umiemy ,a wiemy że TO jest

6. Miasto, w którym można się zakochać to..
PARYŻ Paris Pari  :-)) 

ordżinal to ja tu nie jestem :-)

7. Pieszczotliwe określenie ukochanej osoby to....
chyba nie jestem dobra w zdrobnieniach i pieszczotliwych przydomkach :-) Do męża walę na per Macieju...a jak mnie wkurza to dodaję  " Z Zadupia..." :-))

8. Jutro to najlepszy czas, żeby...
jak to się mówi " jutro będzie futro" więc dla mnie najlepszy czas to Dzisiaj


9. Piosenka o miłości, której nie sposób zapomnieć to...
jak wyżej "kiedy umrę kochanie"...


10. Szczęście to...
chwile kiedy jestem szczęśliwa, kiedy czas na moment się zatrzymuje i wtedy do mnie dociera ,że jestem szczęśliwa. Chyba nie da się szczęścia zdefiniować


11. Młoda wiosna, upalne lato, złota jesień czy prawdziwa zima?
lato lato lato!!!!!!! ale nie grzegorz....



No to teraz czas na moje: 
1. Książka jaką ostatnio przeczytałeś/aś?
2. Pop,disco,rap ,techno,rock czy metal?
3. Poranny Śpioch czy poranne ADHD?
4. Tworzę czy odtwarzam?
5. Co najlepiej pamiętasz z historii?
6. Romanse czy morderstwa ? (oczywista w fabule ^^)
7. Słońce czy księżyc ?
8. Kot czy pies? ( nie mogła sobie odmówić tego pytania :-)
9 .Hercules Piorot czy Detektyw Monk?
10. Wakacje z biura czy z mapą w ręku?
11. Jestem........(zdefiniuj siebie w jednym zdaniu :D)

No i już kto chce niech odpowiada :-)
Idę was powiadomić Wybrańcy Losu :-))

poniedziałek, 19 listopada 2012

Listopadowy marazm

Listopad to zdecydowanie nie miesiąc dla mnie ,co widać ,słychać i czuć!!! Nienawidzę tej pogody i tego wyczekiwania na śnieg Święta i wiosnę. Więc się hibernuję, ładuję w siebie kawę, siedzę pod górą koców a z domu nie wychodzę inaczej jak opatrzona po czubek nosa. W dodatku rano muszę radośnie skrobać szybki w aucie, nie ma co liczyć na pomoc . W efekcie przechodzę kryzys i nic mi się nie chce. To znaczy jedno mi się chce,zalać sięw trupa, co jest deko niewykonalne ,bo nie pijam alkoholu prawie ,tylko się odgrażam mojej wątrobie.
Przez ostatni miesiąc głównie miałam powód do smutku. Ale zdarzyło się też kilka miłych rzeczy. Dwa razy wygrałam candy więc były i prezenty. Jeden to książka o szycia torebek i rączki bambusowe z Utkanych, a drugi to przecudne maskotki KOT między innymi od Kasi z Wyspy moich snów wyśnionych. Sama zaś wieczorami siedzę i szyję swoje własne koty Złotokotowe. Bo zbliża się czas obdarowywania ,a ja wolę obdarowywać własnoręcznie wykonanymi rzeczami. Więc szyję i szyję. Co jest teraz jedynym moim wieczornych zajęciem ,bo Szanowny Małżonek wojażuje po naszym cudnym kraju intensywnie.
W tym moim wieczornych szycia mam nieocenionych pomocników, są niezwykle zaangażowani,szczególnie Bimber :-))a Norman ćwiczy się w byciu reniferem ,bo przecież jak będę robić za Mikołaja ,to ktoś ten mój worek prezentów musi ciągnąć no nie ?
Uszyłam więc jeszcze dwie torby jesienno zimowe ,bo jakoś nikt nie ma odwagi uczynić sobie szaro burej jesieni bardziej kolorowej.
Czy pisałą m kiedyś ,że mój Szanowny odkrył w sobie pasję akwarysty?? No odkrył. Zrobił więc w sypialni akwarium . Zakupił rybki. No i od jakiegoś czasu mamy serial kryminalny " Gdzie jest Nemo"? Regularnie ubywa rynek ,a my zastanawiamy się co je wsiorbało. Główny podejrzany, glonojad Leon Zawodowiec ,został ostatnio oczyszczony z podejrzeń ,za sprawą tego oto kryminalisty-recydywisty....
I tak to u nas jesień toczy się mozolnie i pod górkę....
Pozdrawiam Was ciepło w ten cholernie zimny dzień!!
P.s testuję nową aplikację dodawania wpisów z tablety więc wybaczcie ,jeszcze się nie ogarnęłam jak dodawać linki.


P.S. 2 zdjęcia są dodane bez ładu i składu ,ale to ta cholera aplikacja jaja sobie robi.....























niedziela, 28 października 2012

O śniegu,nalewkach i sukience z burdy będzie...

Nie wiem jak to się dzieje ,ale blogger czasami tak mnie wyprowadza z równowago ,że masakra. Zawsze jak wchodziłam na stronę ,wyświetlały mi się najnowsze posty z obserwowanych blogów ,a teraz NIC tylko jakiś idiotyczny tekst z Blogger Buzz..Co to do cholery jest??? W ogóle ostatnio rzeczywistość sprzysięgła się przeciw mnie. No bo jak inaczej wytłumaczyć fakt ,że od 3 tygodni jestem non stop chora, wszystko idzie mi pod górę ,a na dodatek wczoraj spadła jakaś makabryczna ilość śniegu ,który na dodatek radośnie dziś się skrzy w słońcu i ani myśli topnieć??? Przecież do jasnej Anielki mamy październik!
P A Ź D Z I E R N I K!!!. W tych warunkach nie da się normalnie egzystować. Więc trzeba szyć ,żeby nie oglądać tych bezeceństw za oknem.
Zacznijmy więc od tego ,że jak wszyscy wiedzą wyszła nowa Burda. Na tylu blogach jest recenzowana ,że ja sobie daruję. Ale muszę wam powiedzieć ,że po raz pierwszy , pojawiło się tam kilka modeli ,które mi się naprawdę spodobały w całości. A najbardziej ta sukienka
Burda 11/2012 model 121
jest tak prosta i ponadczasowa ,że poszłam na łatwiznę i postanowiłam ją wykorzystać . Co prawda na etapie szycia musiałam zrobić kilka poprawek, ale nie ma co narzekać . Pierwsze to oczywiście rozmiar ,ja wchodzę w tym modelu w 40 ,a to powiem wam poprawia mi mocno humor, oj poprawia:-)) Druga rzecz -rękawy, jeśli szyjecie z tkaniny nieelastycznej ,można zostawić ich szerokość ,natomiast jeśli z jakiejś dzianiny polecam zwęzić . Zrobiłam również swoje odszycia dekoltu, i nie podwijam dołu spódnicy ,tylko również zrobiłam odszycie , przez co lepiej się układa. Sama spódnica nie wymaga podszewki, no chyba ,że szylibyśmy z lejącego lub przeźroczystego materiału. Nie czepia się rajt :-)) Z rozpędu i świeżo odkrytej miłości do modelu uszyłam trzy wersje tej kiecki, z trzech różnych materiałów. Nadzwyczajność tego modelu polega na tym ,że sukienka może być szyta ze wszystkiego ,nawet z zasłony prysznicowej.....ostatnio padł taki plan ,żeby uszyć wojsku koszule nieprzemakalne z zasłonek ,co by się komfortowo w błotnych krzaczkach po poligonach taplali.
Wersja pierwsza -z jeansu. Dosyć cienkiego ,z malutkim dodatkiem elastenu. Testerka w postaci Pandy ,która wróciła do modelingu ,oświadczyła ,że wygodna i dobrze się nosi. Z braku zamków krytych w odpowiednim kolorze-nie chciało mi się lecieć do hurtowni- dałam zamek biały...



Drugą wersję uszyłam z dwóch materiałów. Góra to czarne punto ,które ostatnio zmówiłam . Jest niesamowite i co najważniejsze ciepłe i wygodne,w dodatku nie kudlaczy się.
Spódnica to wełna z wiskozą. Z tak zwanego odzysku...:-))
 Trzecią zaś uszyłam z dzianiny w kwiatki, no i Panda sobie już ją przywłaszczyła ,w końcu modeling nie za darmo nie ?




I mam jeszcze plany na następne . Szukam więc etnicznych tkanin na spódnice ,zasłon ,żakardowych ,kap itp^^ Co fajne ten model wygląda rewelacyjnie nawet na kimś kto ma brzuszek i biodra zanadto wyeksponowane przez naturę .Fason sukienki fajnie je tuszuje. Jest też ta kieca niezłą alternatywą dla np kostiumu czy tzw stroju biurowego....mnóstwo możliwości...

Pokaże wam też recyklingową sukienkę ,którą uszyłam na akcję Uwolnij Tkaniny .Muszę przyznać ,że bardzo mnie to zmobilizowało do wykorzystywania zalegających tkanin :-)) Więc uwalniam...


                    To już druga z tych samych materiałów ,czyli wełnianego sweterka i dzianiny..

Tą pierwszą, co uszyłam ,klientka wyrwała mi prawie spod maszyny ,więc nie miałam możliwości zrobienia jej przyzwoitych zdjęć, na manekinie wyglądała tak

Na pocieszenie od zimy upiekłam dziś stado muffinów. Jest to jeden z nielicznych wypieków ,który mnie lubi i mi wychodzi bez obawy ,że potruję połowę rodziny. Bo czyż śnieg w październiku to nie okazja do dobrego ciasta? hehe
                                        Zdjęć upieczonych nie zdążyłam zrobić ,zostały pożarte.

A to zdjęcie zrobione przed chwilą w proteście przeciwko usłyszanej w radiu bzdurze- że śnieg ,który napadał wczoraj w Karkonoszach już topnieje. Ten baran od prognozy w Warszawce ,nie ma pojęcia ,co się u nas dzieje. Czy ten śnieg wygląda ,jakby miał ochotę stopnieć?

To pożarcia muffinek w takim tempie wydatnie przyczyniła się moja mama ze  swoją siostrą ,która na dodatek jest moją chrzestną. Ciotka zawitała z Ameryki i odbywa występy gościnne. Z moją mamunią wczoraj testowały domowej roboty nalewki. Wieczorem wchodząc do kuchni zastałam widok taki: stół zastawione ok 20-toma butelkami różnej maści i zawartości ,w modelach przeważał spirytus 96%. Mama z ciotką po wielkim kielichu w garści z rżniętego kryształu dzierżą , cmokają i mlaskają. Ja się pytam co robią ,one na to że testują. A co ?? A naleweczki...A z czego ? A z bzu owoców dzikiego bzu. Widać po nich było ,że już jakiś czas testowały. Jak się spytałam po co ,to mi mamunia odpowiedziała ,że nie pamięta do których nalała spitytu...AAAA i co ważne , muszą znaleźć odpowiednią nalewkę na przeziębienie ,bo ciocia złapała wirusa, i moja mam tak ją postanowiła leczyć....
O 23.00 postanowiły iść radośnie do Tesco bo stwierdziły ,że pod naleweczki by im się zagrycha  przydała. Ja na to ,że ogóreczki są w lodówce. Popatrzyły na mnie ze zgorszeniem i odparły ,że one chcą serniczek....
Nic dziwnego ,że ciocia dziś ma zawroty głowy jak po karuzeli. Swoją drogą nie miałam pojęcia co moja mam w swoich kazamatach przechowuje......I chyba to dobre bo w nocy zastałam Kazia radośnie wylizującego nalewkę z kieliszków. Po zapachu ,chyba tą mocniejszą:-))
Więc idę dalej spędzać niedzielę na obijaniu się i czekaniu na powrót Szacownego Małżonka.
Z Koła Podbiegunowego ślę pozdrowienia
K.

czwartek, 18 października 2012

E-TASIEMKA czyli feria kolorów :-)

I znów okazało się ,że zdolnych i obrotnych nam nie brakuje. Tym razem Susanna postanowiła rzucić wyzwanie szarzyźnie i otworzyła internetową pasmanterię dla żądnych kolorów innych niż szarości :-)) Poza tym ,że ceny są bardziej niż miłe, to sobie lubię popatrzeć na te wszystkie śliczne groszki ,lamóweczki bawełniane ,wypustki w krateczki ,te bawełny achhh.. i co mnie bardzo cieszy ,jest możliwość dobrania wszystkich elementów ,czyli np: materiału, lamówki ,wypustki i nici w pożądanym kolorze. Od tego gapienia się nie mogłam wytrzymać i troszkę zamówiłam ,będą cudne podszewki na torebki :-))
Sus gratulejszyn i mocno trzymam kciuki :-)))
P.S. zdjęcie pochodzi ze strony http://www.facebook.com/etasiemka.net
Pozwoliłam sobie bez pytania wykorzystać ,mam nadzieję ,że Sus mnie nie zabije :-))
PS.2  i mam w nosie czy to reklama, czy nie mnie się podoba odwaga cywilna i bardzo mnie cieszy jak ktoś bierze wyzwanie na klatę ,zamiast jęczeć ,że "no nie wiem czy się uda??"
 

wtorek, 16 października 2012

Mój świat upadł na głowę ....


mój świat upadł na głowę....:-)


Tak jakoś ostatnio leci ten czas ,że już sama nie nadążam za nim. Oprócz lecącego czasu poleciały choroby na potęgę ,zdarzyło się wesele , rybka pływająca stylem grzbietowym ,sterylizacja dwóch kotek na raz, i obraza Szanownego Małżonka.....
Ale po kolei. Ostatnie tygodnie ,były baardzo męczące i chyba mój organizm się mocno zbuntował, nie będę wam opisywać co mi zafundował ,bo to urąga zdrowemu rozsądkowi. Dość powiedzieć ,że zwłoki przy mnie to pełnia życia. Mimo tych atrakcji robiłam sutasz na wesele dla mojej siostry ciotecznej, no bo jak obiecałam ,to z buzi cholewy się nie robi. Choć szczerze mówiąc ,chyba bym się nie podjęła ,gdybym wiedziała ,ile mi to zajmie. A zajęło równy miesiąc ,wieczorami haftowałam ,i haftowałam. W dodatku pierwszy raz w życiu :-) Efekt finalny ,wydaje mi się ,że był całkiem niezły ,a Panna Młoda olśniewająca :-) Na razie mam tylko takie zdjęcie ,bo szanowni świeżo poślubieni wybyli na jakąś mocno słoneczną wyspę niedaleko Hiszpanii, a ja nie robiłam zdjęć, bo fotografów było do groma . W kościele jak oblegli ołtarz ,to zaczęłam się zastanawiać ,czy Ruda dogadała się z jakimiś papparazzi??
I taaak ,zdjęcie wyraźnie oddaje tych kilka kieliszków wina ,które zdążyłam już wytrąbić, i taaak w tle Pan Młody wcina coś ,chyba na zapas ,w Hiszpanii jest ponoć kryzys ,może sobie wziął to do serca???

Jakoś w nawale wyjazdów ,sutaszowania ,zlotowania ,wyjazdów do Berlina ,Krakowa,Wrocławia i gdzie tam jeszcze- w efekcie od początku września jeden tylko weekend byłam w domu- znalazłam jednak czas by coś uszyć. A szyje mi się wyśmienicie ,Horizon  JANOME to spełnienie marzeń o szyciu :-))
Nie chciałam zaraz ,od razu po kupnie robić huraa optymistycznej recenzji i pisać banałów nie wypróbowując  jej solidnie. Dlatego szyłam na nim masę różnych rzeczy i teraz po 2 tyg mam już wyrobione o niej zdanie ,na tyle wiarygodne ,że wkrótce pojawi się post z pełną recenzją i zdjęciami z placu boju.
W między czasie  próbuję rozgryźć zagadnienie nici. Okazuje się ,że jest to trudny temat , mam kłopoty z dobraniem nici ,szczególnie do cienkich dzianin. Szyję igłami do jerseyu Schmetza (dzianiny i jersey) ale okazuje się ,że często najbardziej popularne nici 120 -tki, nie wiążą .Przepuszczają ścieg. Wypróbowałam już 3 marki , Arena ,Guterman ,Aman i tylko te ostatnie nie przepuszczają. Dodam ,że próby robiłam  na tej samej maszynie ,tej samej igle ,materiale i ustawieniu ściegu, zmieniając nici. Test przeszły tylko Amany i Hardy do overlocka. Acha i wszystkie nici były poliestrowe. Temat trudny i strasznie mnie wkurzający.
mam w planach wypróbować jeszcze TE i zobaczymy jak się sprawdzą.
Mimo niciowych horrorów uszyłam kilka rzeczy
to:
to:


A ponieważ biorę udział w akcji UWOLNIJ TKANINY, również to:
w mojej szyciowej szafie zalega ogromna masa rzeczy nie do wyrzucenia ,ale do przerobienia ,a w śród nich czekał na zmiłowanie sweter z wełny ,nieco za duży. I zrobiłam z niego dwie sukienki, ta zaś jest jedną z nich :-))połączona z szarą dzianiną ,która też już nieco leżała.



Dzisiejszy wieczór zaś jest super miły ,pełen wymiotujących kotów ,obrażonych nastolatek i zimnej herbaty....
Każdy facet to kwinsystencja kłopotów. Oczywiście nie dla niego . Szanowny Mąż do wyjątków nie należy. Zafundował mi tydzień jakich mało. Trochę się do tego przyłożyłam ,ale nie sądziłam ,że weźmie i załatwi to akurat wtedy kiedy JEGO nie będzie na orbicie około domowej. 
Mamy dwie kotki. Kotki ,które z regularnością co kilka tygodni mają ruję. Co się wtedy dzieje, tego nie da się opisać. Jedna drze się wniebogłosy cały boży tydzień ,nie przerywając tego koncertu nawet w kuwecie, druga rzuca się na wszystkich męskich osobników nie zależnie od gatunku, czym wywołuje przede wszystkim panikę u wszelakich gości płci męskiej,co to jej nie znają. No bo wyobraźcie sobie ,takiego pana ,co wodomierze spisuje ,jak klęczy z głową pod zlewem ,żeby spisać licznik ( taaak licznik w SZCZEGÓLNIE niedostępnym miejscu ,wymagającym przyjęcia mało eleganckiej pozy to moja zemsta za postawę jeleniogórskiego WODNIKA) a ti dopada go napalona kocica i najczęściej wbija pazury w tyłek...albo w udo :-)
Pan wychodzi najczęściej z guzem i mordem w oczach. ^^Taaaaaa....
Ale wracając do rzeczy, od jakiegoś roku trułam ,że kotki trzeba wysterylizować ,bo albo ja zwariuję ,albo będę spać w pracowni. I ciągle nie było kiedy . Aż kiciunia obsikała pańciusiowi gacie :-) Pańciuś przybrał kolor bordowy i w te pędy pognał do zaprzyjaźnionego weterynarza załatwić kiciusiom morze atrakcji. Tylko ,że załatwił ,akurat na swój wyjazd. W efekcie JA jechałam z dwoma tłukącymi się i wściekle drącymi kotami ,wzbudzając zachwyt u innych kierowców. Podejrzewam ,że dawno nie mieli takich porannych atrakcji :-)) 
I to ja wracałam wieczorem z dwoma rzygającymi kotami do domu ,bo się okazało ,że kiciunie diety w nocy nie trzymały i mimo moich wysiłków zeżarły ciastka....
I tak do piątku....Moja zemsta będzie straszna!!!
Jeszcze trochę a sama zostanę weterynarzem....:-))No ale skończą się wrzaski napalonych wariatek i Kaziu będzie spał spokojnie, a panciuś wykazał się elementarną przyzwoitością i skołował kotom dwa domki, co pewnie w jego przypadku oznacza, że prezenty załatwił na święta, Wielkanoc ,dzień dziecka i zielone świątki na dwa lata wprzód :-))

Każdy rasowy kloszard nawet w domu ma swój karton :-)))
I tym kończę te przydługie wywody . Branoc :-)