środa, 19 lutego 2014

Lwów dzisiaj.....

Oprócz pojedyńczych incydentów ,jest raczej spokojnie. Ludzie normalnie chodzą do pracy ,wszystkie instytucje ,muzea ,sklepy,banki pracują. Młodzi mężczyźni ( a jakźe jak wszędzie) poruszają się grupkami, widać ,że ich " nosi". Za to milicji prawie nie widać. Na placu Swobody pod pomnikiem Szewczenki ludzie ,modlą się ,przemawiają i śpiewają. Widać ,że chcą być razem ,ale chcą też spokoju i normalności. Ludzie mówią tutaj jedno. Ukrainą rządzi " rodzina " Janukowycza. Jeśli przegrają ,będą musieli wiać z kraju ,bo naród im nie odpuści. Dlatego tak zacięcie bronią " stołków" i władzy.
Czyli jak zawsze ,jak nie wiadomo o co chodzi ,to chodzi o kasę....
Pierwsze dwa zdjęcia są z dzisiaj z placu Swobody. Następne zaś z niedzieli 16.02.
Tak w niedzielę wyglądały protesty. Dzisiaj dla wielu ludzi to dramat.









wtorek, 18 lutego 2014

Z Wysokiego Zamku....

...pozorny spokój widać. Wręcz nierzeczywiste jest to ,że w tym samym czasie w Kijowie trwa regularna bitwa....
Nie nam oceniać. Ale Ukraina zupełnie nie pasuje do wizerunku serwowanego nam w mediach.
Mam wrażenie jakbym znalazła się w mieście w krórym zderzyły się lata osiemdziesiąte i współczesne. Lwów przedwojenny i bardzo nowoczesny. Modny i pokryty patyną obciachu. Wszystkie te twarze miasta są prawdziwe. A dzis rozmawiając ze sprzedawcą pamiątek,usłyszałam
-" tu nikt już nie przyjeżdża ,wszyscy myślą że my babdyci jesteśmy ,że Ukraińcy to tylko banderowcy..."
Nic dodać.







niedziela, 16 lutego 2014

Wszystkie bramy Lwowa

Jeżeli jest jakieś miasto ,w którym można zakochać się od pierwszego wrażenia, to jest to Lwów.
Tego nie da się opowiedzieć ,trzeba tu przyjechać. Rozumiem już ,dlaczego ludzie ,którzy się tu urodzili i wychowali ,a po wojnie zmuszeni byli go opuścić, nie mogą o Lwowie zapomnieć. Rozumiem ten wyraz oczu opowiadajacych ,tą tęsknotę. To miasto zapada w duszę ,odciska piętno i powala na kolana. Uwielbiam Paryż ,lubię Pragę. Ale to Lwów sprawia ,że po jednym dniu mogłabym spakować manele i natychmiast tu zamieszakć. I to mimo tego ,że miasto nie jest najczystsze ,pomimo dziur na ulicy wielkości leju po bombie, pomimo tego ,że jak chcesz przejść przez jezdnię ,to polecam sprintem, pomimo tego ,że jak przejeżdża tramwaj na ulicy to w mieszkaniu dosłownie wszystko podskakuje. Tu jest coś ,czego nie ma gdzie indziej. Nawet nie wiem ,czy zdjęcia są w stanie oddać to ,co chcę przekazać . Architektura ....ech nie da się opowiedzieć:) Pokażę Wam ,to co zdołam. Dziś bramy. Mam manię bram:) A tu każda brama to inna historia.



















czwartek, 13 lutego 2014

Słowiański stajl

I mnie nie ominęła moda na kiecę a'al Cleo. Co prawda nie szyłam jej dla siebie ,ale jednak:) Roboty było z tiulowym spodem ,bo żeby fajnie się układał to trzeba było się narobić i nakombinować. Jest więc poukładany w fałdki ,po przymarszany ,podoszywany i pełen kombinacji alpejskich . Ważne było, żeby tych marszczeń i fałdek nie robić w okolicy brzucha ,tylko na biodrach. Efekt jak niżej.
Co ta zima ma to ma ,ale widoki o poranku zwalają z nóg. Karkonosze 7 rano. Tak oto się przedstawiały. Widok na Śnieżkę i na Sokolnik z górą Krzyżną ,na drugim zdjęciu. Z jednego balkonu. Robione w piżamie....:) i tak sąsiedzi mają już ze mnie " bekę" jak to młoda mówi. A wszystko przez Bimbra
серцевий привіт
золотий кішки
Ps. Tak. Po ukraiński kot to kiszka.....



na wprost przełęcz Okraj ,Śnieżka i Śnieżne Kotły

Krzyżna i Sokolnik
poniżej wielka kuweta moich kotów ,czyli pole sąsiada....

środa, 12 lutego 2014

Cud w blogosferze!!!!

Blogosfera to miejsce ,które niezmiennie od wielu lat zadziwia mnie ,fascynuje i przyprawia oo cholernie pozytywne uczucia :)
A w ostatni weekend po raz kolejny przekonałam się ,ile dobroci serca ,pozytywnych działań i po prostu świetnych ludzi zawiera.
A rekord na skali tej pobiły Hana i Mika z bloga Dzika Kura w Pastelowym Kurniku www.dzikakurawpastelowym.blogspot.com
To co one nawyrabiały ,po raz kolejny udowodniło ,że w ludziach i bezinteresowności ogromna siła i pokłady poprawnych odruchów leżą.
Dziewczyny zorganizowały aukcję na rzecz Fundacji Domu Tymianka, zbierając kwotę 1250 zł. I to wszystko w wąskim gronie " czytaczy" Kurnika. Przez 2 dni.
Ori i jej fundacja daje schronienie i opiekę wielu skrzywdzonym psom i kotom. Nadaje im " ludzką " twarz . Ta pomoc i opieka jest mądra ,skuteczna i niestety sporo kosztuje . Na pewno wiele z Was bloggerów,bloggerek i czytających ,zna Ori i blog Pełnia Lata w Domu Tymianka. Więc wiecie jak to u Niej wygląda . Jak nie wiecie to przeczytajcie ,bo warto . To jest niezwykłe przedsięwzięcie.
Dlaczego o tym piszę.?
Po pierwsze wiem ,że takie aukcje będą cykliczne. Zwierzęta potrzebują jedzenia i opieki i co najważniejsze pieniędzy cały rok ,nie tylko wtedy ,kiedy rozliczamy się z podatków .
Dlaczego właśnie Ori i jej Fundacja? Ktoś mógłby powiedzeć ,że przecież naszych pieniędzy bardziej potrzebują chore dzieci ,fundacje na rzecz hospicjów, WOŚP i ludzi ,których dotknęły choroby i nieszczęścia. Ano właśnie. Tu jest sedno problemu. Widząc apel o pieniądze i datki na rzecz zwierząt na facebooku czy na blogach najczęściej ,lajkujemy ,wieszamy baner i ....czujemy, że mamy spokojne sumienie . Zrobiliśmy "coś". Klikneliśmy. Podaliśmy dalej. Czujemy się dobrze. I zapomianamy.
Tyle, że samo klikanie nie napełni psich brzuszków ,nie zapewni im opieki weterynarza. Jesteśmy znacznie bardziej skłonni dać pieniądze w przypadku tragedii ludzi ,w przypadku zwierząt częściej dajemy samą informację.
To co piszę ,jest pewną generalizacją. I skłania mnie do myśli, że trzeba dokonać pewnego wyboru,komu pomagamy. JA chcę pomóc Tymiankom. I namawiam Was też.
Po trochu dlatego ,że uważam ,iż człowiek ,który krzywdzi zwierzę,tym łatwiej skrzywdzi człowieka. Po trochu ,bo naoglądałam się wyworzonych przed wakacjami psów i kotów,które znajdujemy o wiele za często ,chociażby w lasach w okolicach domu. Bo sama mam 2 psy i 4 koty ,z czego tylko jeden pies był " nabyty" . Reszta to ofiary ludzkiej bezmyślności. Najbardziej wkurza mnie ,gdy widzę jak ktoś kupuje zwierzę, bo malutkie jest fajniutkie ,i dzieci będą się cieszyć, i fajnie to będzie mieć takiego kiciusia czy szczeniaczka, a potem okazuje się ,że piesek zżarł panu buta za 300 zł ,albo kot obsikał nowy dywan, a nie wypasioną kuwetę z filterm. I wtedy już nie jest fajny ,jest kłopotliwy. A potem okzuje się ,że jak pańciuś i pańciusia chcą wyjechać na weekend/ wakacje czy co tam ,to nikt nie chce zwierzęciem się zająć. I co tu zrobić??? Taki problem....no cóż wywieziemy do lasu ,to zwierze ,poradzi sobie.
Tylko ,że zwierze wychowane w domu ,często sobie NIE radzi. Nie umie zdobyć pożywienia ,nie obroni się chociażby przed wioskowymi ,zaprawionymi w boju psami,lisa i i innymi niebezpieczeństwami. Ktoś przywiązuje psa w lesie do drzewa ,myśląc: " Ktoś go znajdzie i zabierze" . Wyrzuca psa dziesiątki kilometrów od domu na drodze, bo " są przecież odpowiednie instytucje ,ludzie ,którzy się nim zajmą. Nie zginie" . Bezmiar ludzikego okrucieństwa i głupoty są w takim wypadku przerażająco ogromne.
Tymi " instytucjami " są własnie takie osoby jak Ori i jej Fundacja Domu Tymianka. To Oni są opozycją do ludzkiej bezduszności.
I uwierzcie mi ,że czasami nawet 5 zł ,nawet 1 zł przelana na konto fundacji ,zmienia bardzo wiele. Bo jak myślimy ,że nie warto takich małych kwot przelewać ,to bardzo się mylimy. Niech 100 osób przeleje 1,2,5 zl, uzbierają się setki . To będzie więcej niż jak jedna osoba przeleje 100 zł.
Dlatego pamiętajcie o Ori ,pamietajcie o aukcjach w Kurniku. Jak będziecie robić przelewy za rachunki ,poślijcie 5 zł,10,20 na fundację. To będą ogromne dary serca. Cenniejsze milion razy niż lajowanie. Bo realne.
W drugiej połowie marca będzie w Pastelowym Kurniku następna aukcja na rzecz Tymianków. Jeśli możecie ,licytujcie. Fanty są świetne :) Jak nie macie pieniędzy ,to może możecie coś na aukcję przekazać do licytacji?? Albo chociaż podać info dalej :))
Napisałam się strasznie. Ale nie mogę ,szlag mnie trafia jak widzę krzywdę zwierząt. A ponieważ nie mam tej determinacji ,siły i odwagi ,żeby jak Ori stworzyć dom dla tylu zwierząt co bym chciała, mogę pomoc chociaż w ten sposób. Przekazując rzeczy na licytację,sama licytując, ale też po prostu nie zapominając :)))
Wierzę w to ,że siła blogosfery i ludzkiej dobroci sprawi ,że w ogromnej ilości histori o ludzkich potrzebach ,znajdzie się miejsce w waszych sercach dla Ori i jej Tymianków :))
I może wpiszcie sobie nr konta Fundacji Domu Tymianka w przelewy zdefiniowane na koncie internetowym, jak posiadacie takowe. Tam gdzie macie wpisanych odbiorców przy płaceniu rachunków. Dzięki temu nie zapomina się tak łatwo. Dzięki temu ,jeśli raz na jakiś czas wyślecie choć parę złotych ,Ori będzie mogła przestać tak bardzo martwić się o codzienne wydatki ,związane z utrzymaniem Tymianków. Te parę złotych są bezcenne.
 Fundacja „Dom Tymianka”,
 Kołaki - Kwasy 8, 06-406 Opinogóra Górna,
 konto bankowe BZ WBK: 52 1090 1694 0000 0001 1684 9209




Boziu
Mam nadzieję ,że komuś będzie się chciało to przeczytać;)
Z futrzastym pozdrowieniem
Klaudia

A to moje osobiste Tymianki ,które jak widać do akcji choć parę swoich kłaków chcą dołożyć :)


                                            won z mojej  kuwety!!!



                                                         kuku

Piękność dnia czyli Saba, Normiś zazdrośnik i Pan na Włościach

                                a tu pomagamy robić na drutach....
                     taki oto pełen wyrzutu widok ,po wejściu do domu..
                                       "Gdzie byłaś do cholery????"


                                          ani chwili spokoju :))

wtorek, 28 stycznia 2014

Poranek

Wysuwam na zwiad stopw spod kołdry. Działa jak najlepszy termometr. Motywuję się do opuszczenia ciepłego lóza. Zmuszam się wręcz i przekupuję dobrą kawą. Powoli zmierzam do kuchni. Na ślepo prawie,bo wzrok mi się jeszcze ze światem nie skalibrował,nasypuję kawy do kawiarki. Szatańska musi być! Czarna jak niebo o 6 rano. Trochę mleka ,co by żołądek kozła nie fiknął. Kombinuję śniadanie. A o tak wczesnej godzinie mój twórczy zapał kuli się w sobie i zapiera nogami. Oczy łapią ostrość . Powoli świat nabiera barw . Odchodzi siny świt . A ja w twarz dostaję takim widokiem......
Eh i jak tu mieć chandrę??
Pozdrowienia z Matplanety :)








środa, 22 stycznia 2014

Dress na stres

I tak ,nadszedł ten wielkopomny moment ,kiedy z czystym sumieniem mogę powiedzieć, Burda się popisała. Tę kurteczkę z dresówki uszyłam na wyraźne życzenie dziecięcia mego. I o dziwo,nic nie musiałam przerabiać. Parę zmian wprowadziłam i wszystko gra. W lekkim więc szoku jestem ,bo do tej pory to co wykrój z Burdy ,to ja w spazmy i więcej przerabiania,dopasowywania ,niz to warte. Dlatego wolę szyć na swoich kilku podstawowych wykrojach ,jako baza, przerabiając tylko ku ogólnej uciesze tłumów:)
Burda 11/2013 model 117. Malina
Czuwaj!