środa, 22 lutego 2012

Poznajcie Normana....

Kotom sporo już poświęciłam literek ,a sprawiedliwość też trzeba oddać psu ;-)
Całe życie wcześniejsze byłam zdeklarowaną wielbicieką jednej rasy -bokserów ,uwielbiam ,kocham te zaślinione psy. Wręcz nie da się opisać oddania tej rasy ,dobroci psiego sergucha i uczuć jakie wywołują-szczególnie we mnie. W wieku 8 lat dostałam bokserka, Bary się nazywał i był ze mną przez 14 lat ,a to w przypadku tej rasy długie życie było
                      Tu już w nieco zaawansowanym wieku -popatrzcie w te szelmowskie oczęta
                                         tu zaś Bary malusi -jeszcze w Węgorzewie w hodowli


Kiedy zaś po długiej chorobie ,Bary odszedł do Krainy po Drugiej Stronie Tęczy, przysięgłam sobie, że nigdy więcej żadnego psa ,że nigdy więcej nie chcę przeżywać takiego bólu. No i w ogóle. Logika zabójcza ,szczególnie ,że miałam na stanie 3 koty...
Obietnicy tej dotrzymywaliśmy całe 5 lat. Do momentu kiedy w 2005 r osobiście nie zetknęłam się z niejakim Nemo. Zabójczo urokliwym Goldenem naszego znajomego. Efekt był taki ,że w ciągu 2-tyg nasza paczka powiększyła się , i zostaliśmy uszczęśliwieni Normanem :-)
                                         i jak tu przejść obojętnie obok takiego cukieraska???
Ku naszemu ogromnemu zdziwieniu ,Normiś dorastając nic nie zniszczył, nie miał tendencji do przerabiania nóg od stołów i krzeseł na materiał stolarski, nie zżerał butów ,nawet raz nie nasikał. Z szoku wychodziłam długo ;-) W dodatku jadł bez wniku karmę poleconą przez weta, (a kocią karmę uwielbia pasjami do dzisiaj...),rozwijał się bez żadnych przeszkód, nie rozrabiał na spacerach. No czasem go poniosło za jakimś patykiem^^
Norman za to zapałał miłością do dosyć problematycznej części garderoby Męża. Mianowicie do skarpetek. Nieważne jakie, używanych czy prosto z prania Chłopowe skarpetki wzbudzały jego wielką namiętność, więc z zapałem produkował w nich wywietrzniki. Na początku ,zanim, ten proceder odkryliśmy, Mąż wychodził z siebie, bo co druga skarpetka okazywała się dziurawa ,i to w najmniej oczekiwanym miejscu .Najpierw podejrzenie padło na pralkę, potem na mnie (co ja do licha miałam robić z jego skarpetkami???) Sprawa się wydała ,kiedy któregoś dnia Norman radośnie przylazł z skarpetką do kuchni pochwalić się nową sztuczką....Sztuczka polegała na podrzucaniu skarpetki i łapaniu jej w locie. Ja pękałam ze śmiechu ,pies pękał z dumy ,Chłop nie pękał....
Z tych skarpetek się nie wyleczył ,do dziś stanowią jego ulubioną przytulankę do spania .Choć całe szczęście już ich nie memla, a czasami przerzuca się na gatki ,jak je rzeczony Chłop bez pomyślunku porzuci w miejscu łatwo dostępnym. Próbowałam nawet tę miłość skarpetkową wykorzystać i nauczyć psa zbierania mężowych porzuconych skarpetek i odnoszenia do łazienki. Odnosił ,po czym przynosił wielce zadowolony z siebie z powrotem :-)
Po czym wyrósł i miał się ustatkować...niestety mało co z tego wyszło ,widać to jak się idzie z nim na spacer.Zamienia się w rozbrykanego szczeniaka ,tylko trochu przerośniętego. Lata jak pocisk jakieś 10 min ,zanim łaskawie zainteresuje się swoimi potrzebami fizjologicznymi....Co więcej w życiu nie załatwi się na otwartym terenie ,tyłek musi być w krzakach i koniec! Wygląda to nieco komicznie jak z krzaków wystaje przednia połowa psa z wyrazem mocnego skupienia na "twarzy"...
Po za tym ma zamiłowanie do tarzania się w śniegu /zaliczania każdej kałuży, znajduje zawsze i wszędzie ,nawet jak nie padało od miesiąca/tarzania się we wszystkim co zdechło mocno radośnie i z pasją. My potem mocno radośnie próbujemy wpakować go do mycia i mniej już radośnie odnawiamy łazienkę....
O poranku Norman zaś czatuje aż się obudzimy (o ile oczywiście sam się wcześniej obudzi ,bo potrafi przespać nawet nasz powrót do domu ;-) .Przychodzi do sypialni, siada przy łóżku i się patrzy.....
Taki mniej więcej mam nad sobą widok ,po przebudzeniu, przy czym nos znajduje się jakieś 5 cm od mojej twarzy...
Kiedy już zbudzi mnie swoim namacalnym spojrzeniem ,urządza po domu raut ,który budzi resztę jeszcze śpiących domowników . Jak zaś się już upewni ,że wszystkich ludzi pobudził ,leci ślinić koty. Koty zaś na skargę lecą do nas i po jakiś kilku minutach od otworzenia oczu mamy na łóżku wszelką zwierzynę naszą , oprócz rybek....


O dziwo Norman nie lubi spać na łóżkach i kanapach ,więc chociaż w jego przypadku odpadają mi kłaki na fotelach i kanapach hehe. Zawsze natomiast będzie mnie zdumiewała pozycja jaką przyjmuje śpiąc
A wygląda ona tak:
 tu od drzwiami wejściowymi ,żadne posłanko go tak nie nęci jak d to miejsce. Liczy chyba na efekt zaskoczenia w przypadku włamywacza???
 potrafi jeszcze pochrumkiwać ,bo z chrapaniem nie ma to wiele współnego....
kiedy szybko nie ulegamy jego presji ocznej ,zasypia pod łóżkiem -tak...
 tu poza przyzwoita ,za to kot nie przyzwoity.....
znudził się w oczekiwaniu na żarcie -środek kuchni.
A żeby nie był o,że tylko pies tak widowiskowo sypia ,Kaziu stwierdził ,że też nie wypadł sroce z pod ogona i On też potrafi....



Tak to jest tył kota....i tak leży na MOIM brzuchu, z tym tyłem w stronę MOJEJ twarzy...

....... 


1 komentarz:

  1. Nie potrafiłabym żyć bez zwierząt w domu. Bez tego spojrzenia pełnego miłości, bez mizianek przed snem, radosnych skoków psa i mruczenia kota. I chociaż boli, kiedy odchodzą - i tak warto!

    OdpowiedzUsuń