czwartek, 7 marca 2013

Wieśniara,szmaciara,rupieciara....czyli czego się o sobie dowiadujemy...:-)

Tak można w skrócie podsumować efekt ostatnich trzech tygodni. Świat i życie wywaliło się kopytami do góry. Porzuciliśmy miasto,a odbyło się to w tak ekspresowym tempie ,że sama jeszcze nie nadąrzam. Od trzech tygodni latam po urzędach instytucjach i innych miejscach które zajmują się głównie zawracaniem d....y, od świtu do późnej nocy maluję ściany,skrobię stare farby i wyrzucam kontenery śmieci. A w między czasie ,a konkretnie w zeszły weekend odwaliłam przeprowadzkę. Sama . Pan i Władca jak wyjechał dwa tygodnie wcześniej ,tak wrócił dokładie na samą przewózkę. Taaaak. W sprawie remontów jestem ekspertem ,nie ma kołka ,który jest mi obcy. Nabyłam masę nowych sprawności,między innymi opanowałam prawo jazdy na piec ekogroszkowy i nie spaliłam chałupy.
Samo malowanie to pikuś,pomijam milczeniem fakt ,że ja lubię jasne kolory i żeby je uzyskać musiałam zamalować fiolety ,pomarańcze ,a nawet jedno wielkie drzewo namalowane na wściekle czerwonej ścianie. Nauczyłam się wieszać lampy,i nie powalił mine prąd :-) milczeniem pomińmy fakt ,że ze trzy razy wywaliłam korki połowie wsi....
To ,że jestem szmaciarą ,stwierdziłam już dawno. Ąle ,że aż tak zaawansowaną ,dotarło do mnie w momencie pakowania .Tgo armagedonu drugi raz nie chcę przeżywać i z mojej wiochy nikt mnie nie ruszy !!
Żeby spakować graty z mieszkania zużyliśmy 42 kartony 30 kilowe z castoramy i ze 30 worków 120 l . Do tego cała reszta... I tu wyszła ze mnie rupieciara. Ile ja ma butelek starych ,lamp naftowych ,aniołow ,pierdół ...masakra. Człowiek sobie uświadamia rozmiar własnego szaleństwa w momencie pakowania tego. Kiedy na środku podłogi rośnie kupa ,stos ,Mount Blanc rzeczy. Książki pakowałam cały wieczór . Po doliczeniu do 1000 dałam sobie spokój. Ale jak je będę rozpakowywać to z samej ciekawości policzę.
Miny panów od targania tego ustrojstwa dwa piętra w dół- bezcenne . Po 40 minutach znoszenia w trzech chłopa samych książek ,zaczeli na mnie dziwnie patrzeć. Jeden nawet zadał cichym głosem pytanie ,czy ja to wszystko przeczytałam??? Nie no oczywiście mam książki ,bo lubię się nacnie gapić jak w telewizor. A propo telewizora ,to go nie mam ,kabel za krótki od anteny hehe. Od trzech tygodni nie wiem co się dzieje na świecie,gdyby nie radio to bym nawet nie wiedziała ,że Papieża już nie mamy.
W ogóle przeprowadzka to był istny cyrk. Nasze rzeczy na dół znosiła nasza Ekipa ,a w górę targali graty w liczbie sztuk ośmiu chłopa ,znajomi babki z którą zamieniłiśmy się na miejscówki. Żałowałam ,że kamerę mam na dnie któregoś z pudeł,bo film był by z tego na miarę oskara. W ekipie drużyny przeciwnej ,czyli wnoszącej rzeczy był MISIEK. Msiek liczył sobie 2 metry 5 cm wzrostu i ważył ,jak się radośnie pochwalił ,po wtargamiu na drugie piętro telewizora kalibru Rubina ,że waży 170 kg. Wchodząc zaliczył dzwona czołem o skos dachowy w moim przedpokoju,przy czym reszta kolegów ,zamiast ratować lecącego Miśka rzuciła się szczupakiem łapać telewizor. Okno na świat ocalili ,Misiek zdemolował pół przedpokoju......wnoszenie i wynoszenie rzeczy na wąskich schodach ,gdzie z trudem mogły minąć się dwie osoby ,przez razem 11 osobników wagi ciężkiej ( nasza profesjonalna ekipa też miała gabaryty nie od parady),okazało się na tyle zadaniem skomplikowanym logistycznie ,że trwało bite 5 godzin. Przez ten czas zdążyłam się utwierdzić w powyższych tezach na swój temat. Po czym przyszła kolej na rzeczy mojej mamy. Panowie od noszenia wymiękli po dwóch szafach mojej prababci. Co prawda rozłożonych ,ale za to dębowych. A to był dopiero początek...
Ktoś musiał przewieźć zwierzaki. A dokładnie 3 koty,psa i glonojada. Taaak. Glonojada. Bo mamy takiego jednego osobnika ,co wypiął się na przprowadzkę i nie chciał opuścić korzenia w akwarium. Całe pozostałe rybkowe towarzystwo przewiozłam dzień wcześniej w wielkim słoju. Tylko glonojad zastrajował . W efekcie trzeba go było razem z korzeniem wsadzić do wiadra z wodą. I tak przewieźć. Z kotami i psem. Padło na mnie i moją mamę. Więc zapakowałam kocie towarzystwo do dwóch kontenerków podróżnych,co spotkało się z ich strony z potężnym protestem ,jak na komendę rozdarły się wniebogłosy. Pies się zdenerwował ,nie chciał wsiąść do auta. Corsa to nie jest sokół milenium i już po drugiej klatce z kotem trzeszczła w szwach. Upchnęliśmy psa. Zaczął do wtóru kocich wrzasków sapać jak szalony. Wepchnęliśmy wiadro z glonojadem. Na co z klatki wychodzi moja mama z półmetrową figurką Matki Boskiej Fatimskiej w objęciach.....
Kierowcom ,ktorzy mijali nas po drodze,gratuluję stalowych nerwów ,że żaden do rowu nie wjechał ,tak się za nami oglądali. Widok mieli zaiste rzadki. Moja mama z ogromną świętą figurą w objęciach,z tyłu wielka morda psa ,z przodu kot na desce ,bo Norka zwiała z klatki ,a do tego ja z szaleństwem w oczach....
Cała akcja skończyła się sukcesem po 8 godzinach ,kiedy panowie z Ekipy wnieśli do naszej nowej wieśniaczej siedziby ostatni karton ,zainkasowali należność i wydarli ekspresem ,żeby nam się przypadkiem nie przypomniało ,czy czegoś nie zostawiliśmy....

A my usiedliśmy wśród góry kartonów ,worków śmieciowych i toreb gospodarczych ,zachwyceni faktem ,że oto jesteśmy Wieśniakami:-)))) Co więcej mieszkamy 100 metrów od Pałacu ,w ogóle w okolicy mamy ich z 5sztuk. Szlachta prawie zaściankowa jesteśmy :-)
Czad!
Z tego to powodu maszyna mi stoi, przez ten czas nawet jej nie dotknęłam i już usycham z tęsknoty za szyciem :-) ale za to inwencja twórcza mi oszalała ,więc w najbliższeym czasie można się spodziewać zalewu nowych wytworów moich łapek.
I czyż można się nie zachwycać, kiedy po przebudzeniu widzi się taki widok na Śnieżkę???

A na koniec ,pamiętacie ,nie ma tak małego koszyczka ,do którego kot nie wsadził by swojej szanownej cztero literowej części ciała?? Nie wiem czemu ,ale ten koszyczek cieszy się olbrzymią popularnością ,i każdy z trójki kociambrów musi go zaliczyć...





37 komentarzy:

  1. och och och jeju jeju jeju no przygoda i pracy napewno tone...ale ten widok, no łezka mi się kręci tak strasznie bo tak bardzo zazdroszczę tego widoku!! niech cudownie się Wam mieszka!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba sama sobie go zazdroszczę,i upajam się jak głupia.:-) dzięki za życzenia,ja zazdroszczę Ci Krakowskich Plant , Rynku ,urokliwych uliczek i Matexu pod nosem :-)

      Usuń
  2. Przeprowadzki nie zazdroszczę, bo kilka przeżyłam :) A czym człowiek starszy tym w więcej gratów obrasta niestety.
    Śnieżkę oglądałam sobie na żywo całkiem niedawno i tu przepraszam, że choć się zapowiedziałam to na kawkę nie wpadłam. Doba okazała się za krótka... Ale tak to bywa jak się odwiedza rodzinę raz na kilka lat :)

    Życzę szybkiego zadomowienia się i równie szybkiej asymilacji z autochtonami :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie skomentuję braku odwiedziń :p A z zadomowieniem się raczej nie mam problemu,wrosłam od razu. Autochtonów mam czadowych :-)) szczególnie pan Mietek bożyszcze od pieca i stały dostawca świeżutkich kurzych jaj, i innych atrakcji żywieniowych:-)

      Usuń
  3. haha w którymś momencie już nie wyrabiałam ze śmiechu :) teraz będziesz mogła robić iście zaściankowo-szlacheckie zdjęcia przy pałacykach :d przeprowadzki to armagedon

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A jakźe ,a nawet się ustroję zacnie na tę okazję:-))

      Usuń
    2. to czekam na zacne zdjęcia :)

      Usuń
  4. Ależ ci zazdroszczę! I nowego miejsca, i przeprowadzki z przygodami... Może roboty całej przy tym zazdroszczę trochę mniej... Sami jesteśmy na etapie poszukiwania domu na wsi bo też zachciało się nam zwieśniaczyć... Na razie jeździmy, oglądamy, przyzwyczajamy się do wiejskich zapachów. Niech wam się dobrze i wygodnie mieszka!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aniu szukaj :-) miesiąc temu wsiowe klimaty pozostawały w sferze marzeń " do realizacji" a dziś grzeję tyłek o kominek ( jak uda mi się go skutecznie rozpalić:-)).

      Usuń
  5. Jeśli Jaśnie Wielmożna Pani pozwoli, to złożę swoje wyrazy podziwu dla Jaśnie Wielmożnej Pani, która z tak wielkim poświęceniem, pod nieobecność Jaśnie Wielmożnego Pana, zorganizowała tę bardzo trudną i niebezpieczną wyprawę na wiejskie posiadłości Jaśnie Wielmożnego Państwa. I niech mi będzie wolno pozazdrościć tego widoku, który cieszy oczy Jaśnie Wielmożnej Pani od samego ranka, a który nie jest dany nam, maluczkim zamieszkującym na płaskim jak stół Mazowszu :))))))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O rany......!!!!!! Wielce szanowny Jaśnie Pan i Pani hahahahahaha padłam !:-))) Chyba mu żupan uszyję, będzie się po swojej wsiowej włości przechadzał, w gumofilcach do kompletu :-))))
      Ja zawsze będę Wam zazdrościć Mazurom ,widoku zamglonego jeziora letnim świtem :-)

      Usuń
    2. Eeeeee, na Mazury to ja mam ze 200 km, bo mieszkam 70 km na północny wschód od Warszawy. Na Mazurach byłam raz i więcej nie pojadę: komary, kupa ludzi i disco polo. Zostanę przy swoim zagajniczku, łączce i kawałku pola sąsiada. A mgłę w sierpniu nad polami też mam przepiękną :)))))
      A w sprawie Jaśnie Państwa, to uwierz mi, że tak się właśnie człowiek czuje na swoim, nawet w tych gumiakach :)))

      Usuń
  6. no to miałaś przeboje...

    ja już nie mogę się doczekać końca kontraktu i przeprowadzki - mieszkamy w tym samym mieszkaniu od ponad dwóch lat i ja już mam dość. Chciałabym mieć coś swojego...
    Dużo rzeczy właścicielowi ulepszylam, ale jednak jest ten limit i nie można mieszkać tak jak by się do końca chciało...

    Zazdroszczę Ci bycia wieśniarą... pochodzę ze wsi i zawsze myślałam, że chcę do miasta... po mieszkaniu w kilku mniejszych i więszych (Nysa, chwilę Wrocław, Warszawa, Dublin, Bruksela) mam zdecydowanie dość... chcę być wieśniarą :( znowu...

    Pozdrawiam

    PS: czy zamierzasz kiedykolwiek przeczytać jeszcze raz te książki? życie z małą ilościa rzeczy jest łatwiejsze:) - To napisałam ja - uzależniona od kupowania tkanin i innych szyciowych zabawek :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie takie samo pytanie z bólem w oczach zadał mi Jaśnie Małżonek. Otóż może to nie jest normalne ,ale dużą część tych książek już przeczytałąm dwa razy ,a niektóre nawet więcej :-) Np mam wszystkie wydane książki Agaty Christie i przeczytałąm je wielokrotnie .Chmielewska służy mi zamiast Prozacu na depresyjne stany , nie wyobrażam sobie ,że mogła bym oddać komuś mojego Singera ,czy Doris Lessing .Ja z książkami czuję się emocjonalnie związana. Natomiat w pełni podzielam Twoją opinię,że z mniejszą ilością rzeczy żyje się łatwiej :-))

      Usuń
  7. Witamy w klubie wieśniaków:-))) Swoją drogą opis Waszej przeprowadzki jako żywo przypomina mi naszą...Pakowałyśmy we dwie z Ewą, bo Wojtek...dojechał na końcówkę. Przy milion osiemset osiemdziesiątym siódmym kartonie książek zaczęłyśmy się zastanawiać po co nam tyle bagażu umysłowego, worów nie zliczę, a kręgosłup nadal mnie boli jak sobie przypomną. A na koniec 5 kotów w pożyczonych kontenerkach. naćpanych dla spokojności przejazdu, rybki w słoju, papużki w kartonikach do przewozu papużek i dwa berny na dokładkę. Prawda, że podobne przeżycia?
    I rzecz jasna gratulujemy zamieszkania na wsi!
    Asia i Wojtek

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O rany mogłam koty naćpać!!!! Teraz mają traumę i mieszkającw kartonach :-) w przerwach wiszą na szybach i ekscytują się światem za oknem. I po raz pierwszy w życiu polazły na dwór. Bimber na widok śniegu zwiał i nie wyłazi od wczoraj z łazienki. A Norman zakochał się w psie spadkowo - domowym, chyba berneńczyk to jest

      Usuń
    2. No, co ty - odziedziczyłas berna?:-))) To cudne psy są. Moje koty kochają nasze berny i wielbią. Z wzajemnością zresztą:-)))

      Usuń
    3. Tak się domyślam ,że to nerneńczyk,obfocę ją i wrzucę fotę . Jest strasznie zabiedzona ,od dwóch tygodni odkarmiamy ją ,nabrałą już trochę ciałą . Jest ogromnie kochana więc i my zakochaliśmy się w niej ze wzajemnością. Jest też potwierdzeniem tego ,że niektórzy ludzie mie powinni mieć zwierząt . Zostałą z domem, bo chcieli ją " odstrzelić" na co mnie szlag trafił ! Do kociej bandy doszedł Przygodny Czesław, czarny nabzdyczony grubas ,który regularnie zaczął się u nas stołować, wparowuje na sygnale do domu ,mając w nosie wściekłe fukanie naszych kotów ,wyżera im z misek ,nam z talerzy ,po czym z zadartym ogonem ulatnia się we mgle. Podejrzewam ,że taki spektakl odstawia u pozostałych mieszkańców naszej wioskowej uliczki.:-)

      Usuń
  8. Przeprowadzka fajna nie jest, ale za to potem! No i ten widok za oknem! Gratów zawsze za dużo, u mnie w oborze stoi kilka nierozpakowanych kartonów, a przeprowadziłam się 6 lat temu. Nawet już nie kumam, co w nich jest - znaczy niepotrzebne!
    Pozdrawiam i dobrych fluidów w nowym miejscu - pamiętasz, co Ci się przyśniło pierwszej tam nocy?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O rany Hana za choler nie pamiętam ,byłam tak zmęczona przeprowadzką ,a potem poszukiwaniem kawy na rano z szaleństwem w oczach ( w efekcie pół kuchni rozpakowałam) ,że film mi się urwał zanim głowa dotknęlła poduszki :-) nie rozpakowane kartony zwaliliśmy na razie do jednego pokoju,zastanawia mnie ile tam poleżą patrząc na Twój przykład.. I na fakt ,że nie mam ani jednej szafy ,bo w mieszkaniu mieliśmy wnęki zabudowane :p egzystuję ze starą skrzynią jako miescówą na ciuchy hehe

      Usuń
  9. Ojacie, na bank będziesz chodzić w kółko w tych samych ciuchach, bo nawet jeśli coś stosownego znajdziesz, będzie wymiętolone. Poza tym na wsi potrzebne są CAŁKIEM inne ciuchy. Wkrótce się przekonasz. Kartony u Ciebie może poleżą krócej, bo w pokoju. W końcu Cię wkurzą i zrobisz z tym porządek. A w oborze, to wiesz...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas też jeszcze kartony w oborze stoją. A mieszkamy już 4 lata....

      Usuń
    2. Kurcze to chyba jednak się rozpakuję,bo nie mam obory . Ani nawet komórki czy garażu. Sam dom :-) ale jest strych coś tam upchnę hehe. Na czele listy zakupowej odzieżowej widnieją gumiaki,i straszę okolicznych mieszkańców w starych powyciąganych swetrach . Co jak co do sklepu tak pomaszerowałam i nikt na mój widok się nie zdziwił.to jest piękne. A najpiękniejsza jest CISZA. Śpię jak zabita :-) i mogę udawać ,że mieszkam w głuszy bo z trzech stron domu nic tylko góry , łąki,lasy ,cudnie:-)) strumien za miedzą i w ogóle

      Usuń
  10. No. Mnie się tylko mętnie majaczy, co w nich może być. Jakieś szkło chyba, czy inne naczynia? I wypieram sprawę z głowy, myśląc sobie: e tam, córka mieszkanie kupi (kiedyś), to będzie jak znalazł. Ale sama wiem, jak bardzo chce się mieć takie "rupiecie" od rodziców w swoim wymarzonym mieszkaniu. Choćby i nawet przepiękne były (rupiecie). Więc tak sobie zalega.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja pierwsze wypakowa"am moje rupiecie ,a ciuchy dalej leżą,:-) z racji umiłowania staroci ,prawie wszystko stare gromadzę,nowe oddaję. Na co Jaśnie Oświecony Małżonek puka się znacząco wiadomo w co. Ale po poprzedniej przeprowadzce do byłego już mieszkania ,równo 9 lat temu ,przy obecnym pakowaniu ,na strychu znalazłam torby które od tamtego czasu leżały i czekały na litość. No i się doczekały. Moja mamusia zabrałą je ze sobą ,nie pamiętając nawet co w środku :-))

      P.s. Jak widać jestem miszczunio zdań karkołomnych gramatycznie ,wielokrotnie złożonych....

      Usuń
  11. To wylądowałaś na prawdziwej wsiowej wsi? I dojeżdżasz do roboty? Daleko nie masz chyba, skoro Śnieżka? A jaki dom? Stary? Duży? Malutki? Ogród? Gadać mi tu zaraz!

    OdpowiedzUsuń
  12. Te zdania karkołomne to Twoja specyfika. Taka uroda. Rozpoznawalny styl, można powiedzieć.

    OdpowiedzUsuń
  13. A odpowiedzi wyczerpujące przygotuj. Ja tu jutro (dzisiaj) wrócę.

    OdpowiedzUsuń
  14. No więć dom jest nowy ,ale całkiem uroczy ,nie pogięty w stylu. Kręcić nosem nie mogliśmy ,skoro zamieniliśmy na mieszkanie:-) duży całe szczęście ,ma kominek ,oranżerię i odpowiednią ilość pokoi,biorąc pod uwagę ,że na stanie mam mamusię :-) Do roboty dojedżam ,ale jakieś 15 km więc bólu nie ma ,za to uczę się jeździć po wiejskich drogach,bo tu sami kamikadze i kubice chyba mieszkają. Dużo rzeczy do poprawy,ale nas zwaliło z nóg połozenie. Z trzech stron właśnie góry i za granicą działki Rudawski Park Krajobrazowy. Z jednej strony Bóbr,z drugiej Szwajcarka ,z trzeciej Śnieżka ,z czwartej w tle zamek. ( http://dolnyslask.org/palace/obiekty/bobrow/ Wiocha mała, sąsiad za płotem ma pole ,uroczo uprzedził mnie że nawożone naturalnym nawozem,ale ja mam starą gestapowską maskę gazową :-)

    OdpowiedzUsuń
  15. A te zdania zostały mi po szkole. Miałam taką polonistkę w podstawówce, ktora nas ćwiczyła w zdaniach wielokrotnie złożonych. Nadrzedne ,podrzędne ,orzeczenie ,podmiot ,rzeczownik. I tak mi zostało....

    OdpowiedzUsuń
  16. O rany, opis jest powalający. Oranżeria! I to położenie. Że też ktoś wolał mieszkanie w mieście!? Transakcja - jak dla mnie - super. Ta nasza Wielkopolska płaska jak decha, chociaż mnie się trafiło - całkiem spore górki tu są, ale przecież to nie to samo, co Śnieżka! I 15 km do pracy, to śmich jest. Dla mnie wygląda to na sielankę. A ogród masz? Poprawisz sobie co tam do poprawienia masz, jacie, będziesz sobie kawkę w ogrodzie pić i na Śnieżkę spoglądać. No zawiść mnie zżera.
    PS. Naturalny nawóz nie jest taki straszny, pod warunkiem, że krowi. Można przywyknąć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No powiem ci że też dlatego takim piorunem załatwialiśmy co by qjej się nie odwidziało. Kawka z widokiem na Śnieżkę, od lat o tym marzyłam .co prawda nasze mieszkanie też piękne było ,ale wolę wieś zdecydowanie :-))

      Usuń
  17. Witamy w gronie wieśniaków :D Miło Panią powitać wśród tak zacnego ludu :) Co prawda nie witam z grabiami i widłami w dłoniach ale myślę, że jesteś już totalnie zauroczona ciszą i spokojem i pięknym widokiem z okna :) Nie kazdy lubi takie klimaty, oj nie każdy. Niech sie Wam dobrze mieszka w nowym miejscu i niech zwierzyna się szybko zaaklimatyzuje :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zwierzyna poczuła bluesa i nawiązała kontakty z autochtonami, Kaziu pętak przyprowadził w środku nocy kolesia. Nawet nie wiedzieliśmy że gdzieś zwiał. Zaklimatyzowałąm się od pierwszej sekundy,poczułam wieśniarą pełną gębą ,zakochałam w błocie i pluję na miasto:-)) Dzieki za dobre życzenia ,gromadzę je jak dobre duchy

      Usuń
  18. Ojej!Popłakałam się czytając Twojego przeprowadzkowego posta!!!!!!!!!! Cały czas widzę to przed oczami:D
    Gratuluję wieśniactwa! I zazdroszczę widoku. Ja mam cichą nadzieję, że też niedługo zasilę to zacne grono:)
    A co do rupieciarstwa, jak się 10 lat temu preprowadzałam do naszego 60m mieszkanka z kawalerki, to przeprowadzka trwała dosłownie 5 minut:D Ale wystarczyło kilka lat ... Musiałam poprzenosić graty z kąta w kąt, w celu woskowania podłogi!
    I zawołałam STOP!! KONIEC z pozyskiwaniem nowych dóbr! Od tamtego czasu pilnuję się, no nie zawsze mi to wychodzi, ale staram się ze wszystkich sił:D
    Pozdrawiam i życzę powodzenia!

    OdpowiedzUsuń
  19. U nas też tak było 9 lat temu załatwiliśmy sprawę przeprowadzki jednym busikiem!! Całe szczęście w miarę rozpakowywania i rozparcelowywania rzeczy okazuje się ,że sporo miejsca jeszcze jest :-))

    OdpowiedzUsuń
  20. Przeprowadzki to czyste zlo, sodoma, gomora i inne takie. Teraz musisz rozpoczac cykl pt. "miedzy nami wiesniakami" ;)
    Oby sie dobrze mieszkalo!

    OdpowiedzUsuń