Rękawice ma...
Szycie dużego patchworku to sprawa nieźle wysiłkowa. Szczerze mówiąc ,zastanawiałam się zawsze oglądając tutoriale ,na cholerę mam sobie do szycia zakładać rękawice ogrodnicze,wiecie ,takie szorstkie od dołu??? No i już wiem....bo inaczej trzeba by mieć bary jak Gołota.
Ale po kolei. Płachta z 700 prostokącików została zszyta, dookoła zyskała obramowanie ze świątecznego białego obrusa...nic innego nie miałam pod ręką. Zrobił się problem z ociepliną, bo jej nie miałam. Ale po cóż mieć talent zbieracza? Wytargałam z pudła leżakujący stary filc w pięknym koloże wściekłego różu. Nie nadawał się do niczego ,nadaje się na wkład do kapy ,bo jest cienki i lekki. Został przyspawany agrafkami i milionem igieł. Po czym zaczęło się owo sławetne pikowanie. Ja oczywiśnie ,pierdoła, olałam rękawisie ogrodnicze,i po jakiś 20 minutach szycia dostałam skurczu obu rąk ,ramienia ,szyii i nawet kręgosłupa. Przeszywać to ,to jest katorga,ale przeszyłam do połowy. Ponieważ w operowaniu takim latawcem wprawy jeszcze nie mam , pikowanie nie szło idealnie między kawałkami tkanin,tylko via zwykłe stebnowanie. Takie cuda zostawię sobie na dalszą praktykę. Białe boczki świetnie zaś się nadadzą na ćwiczenie lotu trzmiela. Albo w moim przypadku prędzej slalomu zawianego Guntera....
Oczywiście moje talenta matematyczne i obliczenia na poziomie fizyki kwantowej przydały się jak Eskimosowi lodowka... Miał być 160x 180 cm a jest 156 na 174 cm . I tak dobrze ,że nie rąbnełam się o pół metra.....
Jak dobrze się jutro uwinę,to wyjdzie mi szycie tego patchworku 4x8 h. Czyli 48 h. Dzisiaj wpadła do mnie koleżanka i oświeciła mnie ,że kupiła dla mamy w England patchwork robiony ręcznie 200x200 cm za 10 funtów.
Chyba sobie w łeb strzelę.......
A najważniejsza wiadomość dnia....od 1 lipca do 1 września nie wstaę o 6.00 tylko o 8.30!!!!!
I to jest pikne!!!





Kocie, ja go kupię od Ciebie za 12, co tam, za 15 funtów! Jest śliczny, co tam rozmiar, prawie Ci się udało. Zachodzę w głowę, po co te rękawice? Pomagają na skurcze?
OdpowiedzUsuńNo chyba jak się nimi wymasować:-) rękawice pomagają przesuwać cały ten bambetl. Zakłada się je na rączki ,przykłada do tkaniny i przesuwa pod igłą. Bez tego przesuwanie to mordęga. Kark mam do tej pory zesztywniały
OdpowiedzUsuńA, pojmłam! A bez rękawic nie może Cię ktoś wymasować? Po karku?
OdpowiedzUsuńNo właśnie nie ma kto!!!
OdpowiedzUsuńNie gadaj! To może Gunter? W ciemnej komnacie swego zamku, na madejowym łożu...
OdpowiedzUsuńTo chyba poczekam aż chłop wróci! Madejowe łoże,z pluskwami i szczura,i ,no proszę cie,wyobraźniamcie poniosła...hen
UsuńNo może, trochę... Wystaw kark, posmyram Cię kursorem!
UsuńPięknie!!!!
OdpowiedzUsuńNo, bez rękawic to ani rusz! Pikowanie jest najgorsze w całym szyciu narzutek. Mam na koncie dwie kołdry dorosłe i dwie dziecięce i w trakcie szycia pierwszej zapatrzyłam się w te rękawice bo bez nich długo nie pocisnęłam. Twoja narzuta jest coraz piękniejsza!
OdpowiedzUsuńDzięki:-) już ostrzę zęby sobie na następną^^
UsuńUkłony, oklaski i ze dwie nagrody za działalność artystyczną!!!!!
OdpowiedzUsuńJAk to ogarnęłaś to nie mam pojęcia, ale efekt jest boski. Już widzę jak się można pięknie nią okręcić z gorącym kubkiem herbatki i zajmującym czytadełkiem, hmmmm....:)))
o matko padłam ze zmęczenia od samego patrzenia :D
OdpowiedzUsuńPodziwiam! To dopiero wyzwanie! Przepiękny!
OdpowiedzUsuń