piątek, 28 czerwca 2013

Co patchwork ma wspólnego z ogrodnictwem?? Ano ma..

Rękawice ma...
Szycie dużego patchworku to sprawa nieźle wysiłkowa. Szczerze mówiąc ,zastanawiałam się zawsze oglądając tutoriale ,na cholerę mam sobie do szycia zakładać rękawice ogrodnicze,wiecie ,takie szorstkie od dołu??? No i już wiem....bo inaczej trzeba by mieć bary jak Gołota.
Ale po kolei. Płachta z 700 prostokącików została zszyta, dookoła zyskała obramowanie ze świątecznego białego obrusa...nic innego nie miałam pod ręką. Zrobił się problem z ociepliną, bo jej nie miałam. Ale po cóż mieć talent zbieracza? Wytargałam z pudła leżakujący stary filc w pięknym koloże wściekłego różu. Nie nadawał się do niczego ,nadaje się na wkład do kapy ,bo jest cienki i lekki. Został przyspawany agrafkami i milionem igieł. Po czym zaczęło się owo sławetne pikowanie. Ja oczywiśnie ,pierdoła, olałam rękawisie ogrodnicze,i po jakiś 20 minutach szycia dostałam skurczu obu rąk ,ramienia ,szyii i nawet kręgosłupa. Przeszywać to ,to jest katorga,ale przeszyłam do połowy. Ponieważ w operowaniu takim latawcem wprawy jeszcze nie mam , pikowanie nie szło idealnie między kawałkami tkanin,tylko via zwykłe stebnowanie. Takie cuda zostawię sobie na dalszą praktykę. Białe boczki świetnie zaś się nadadzą na ćwiczenie lotu trzmiela. Albo w moim przypadku prędzej slalomu zawianego Guntera....
Oczywiście moje talenta matematyczne i obliczenia na poziomie fizyki kwantowej przydały się jak Eskimosowi lodowka... Miał być 160x 180 cm a jest 156 na 174 cm . I tak dobrze ,że nie rąbnełam się o pół metra.....

Jak dobrze się jutro uwinę,to wyjdzie mi szycie tego patchworku 4x8 h. Czyli 48 h. Dzisiaj wpadła do mnie koleżanka i oświeciła mnie ,że kupiła dla mamy w England patchwork robiony ręcznie 200x200 cm za 10 funtów.
Chyba sobie w łeb strzelę.......

A najważniejsza wiadomość dnia....od 1 lipca do 1 września nie wstaę o 6.00 tylko o 8.30!!!!!
I to jest pikne!!!









13 komentarzy:

  1. Kocie, ja go kupię od Ciebie za 12, co tam, za 15 funtów! Jest śliczny, co tam rozmiar, prawie Ci się udało. Zachodzę w głowę, po co te rękawice? Pomagają na skurcze?

    OdpowiedzUsuń
  2. No chyba jak się nimi wymasować:-) rękawice pomagają przesuwać cały ten bambetl. Zakłada się je na rączki ,przykłada do tkaniny i przesuwa pod igłą. Bez tego przesuwanie to mordęga. Kark mam do tej pory zesztywniały

    OdpowiedzUsuń
  3. A, pojmłam! A bez rękawic nie może Cię ktoś wymasować? Po karku?

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie gadaj! To może Gunter? W ciemnej komnacie swego zamku, na madejowym łożu...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To chyba poczekam aż chłop wróci! Madejowe łoże,z pluskwami i szczura,i ,no proszę cie,wyobraźniamcie poniosła...hen

      Usuń
    2. No może, trochę... Wystaw kark, posmyram Cię kursorem!

      Usuń
  5. No, bez rękawic to ani rusz! Pikowanie jest najgorsze w całym szyciu narzutek. Mam na koncie dwie kołdry dorosłe i dwie dziecięce i w trakcie szycia pierwszej zapatrzyłam się w te rękawice bo bez nich długo nie pocisnęłam. Twoja narzuta jest coraz piękniejsza!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki:-) już ostrzę zęby sobie na następną^^

      Usuń
  6. Ukłony, oklaski i ze dwie nagrody za działalność artystyczną!!!!!
    JAk to ogarnęłaś to nie mam pojęcia, ale efekt jest boski. Już widzę jak się można pięknie nią okręcić z gorącym kubkiem herbatki i zajmującym czytadełkiem, hmmmm....:)))

    OdpowiedzUsuń
  7. o matko padłam ze zmęczenia od samego patrzenia :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Podziwiam! To dopiero wyzwanie! Przepiękny!

    OdpowiedzUsuń