Czyli krótka kariera karpia w naszym domu.
Wczorajszym niedzielnym rankiem wpada do chałupy Mąż z wyrazem twarzy wielce skonsternowanym . Wyciąga przed siebie rękę z ociekającą wodą reklamówką i przepraszającym głosem rzecze:
- Prezent.
- Jaki prezent?- pytam podejrzliwie.
- No dostałem....
-Od kogo i co???
- od Wowki.... - Wowka to lokalny bonzo stawów hodowlanych . Zaczęły się lęgnąć we mnie straszliwe podejrzenia...
Na co wpada Dziecię moje i z radosnym okrzykiem:
- Co masz???- dopada Tatusia i reklamówki.
- KARP???????
- o rzesz.....-to ja.
- Żywy!!!!- dziecię pobiło rekord w decybelach ,dając wyraz swemu oburzeniu.
- No dał ,to co miałem zrobić?- tak kochani ,odwieczny dylemat faceta.
Rany ,nigdy karpia nie jadamy, to po pierwsze. Nikt nie lubi. Ale żywy??? I co ja z nim mam niby zrobić???
Dziecię z okrzykiem straszliwym wyrwało ojcu reklamówkę z żywym karpiem ,pogalopowało rączo w kierunku łazienki ,sapiąc gniewnie. Wchodzę za nią . Wyciągnęła plastikową skrzynię ,nalała wody ,wrzuciła karpia i siedząc nad nim, mamrotała:
- Wiesiek ,nie martw się , w tym domu nikt cię nie zabije.....
Wczorajszy dzień karp przemieszkał w łazience . Szanowny Małżonek głowił się ,jak być łaskawym oprawcą. Po czy dziś rano wziął Wieśka pod pachę i zaniósł naszemu sąsiadowi Mieciowi ( lokalny szaman ,egzorcysta i bimbrownik, jak ktoś czytał Pilipiuka księżki o Jakubie Wędrowyczu,ten wi o co biga).
Mieciu się ucieszył jak dzik na święto lasu,a my unikneliśmy scen krwawego mordu.
I nie, żebyśmy wege byli czy ,cos. Po prostu to taka balamutna filozofia. W sklepie kupujemy rybę ,ale jak mamy sami ją zarżnąć....to taki efekt :)
Karpia więc wigilijnego mieć nie będziemy. Za to choinkę mamy mega . Parę dni temu niesmiało się zapytałam ,czy w tym roku możemy mieć trochę większą, niż zazwyczaj. Zazwyczaj była taka malutka w doniczce. No i się chłop postarał i przytargał chyba największą choinkę jaką mieli w sprzedaży. Trzeba ją było skracać bo się nie mieściła:)) Ale całe szczęscie ,szytych ozdób u nas dostatek ,więc nie jest łysa przynajmniej. A że pół salonu zajmuje.....
Świąteczny nastrój więc nastał po całosci. A ja siedzę i szyję prezenty.
Wesołych Świąt Wam wszystkim życzę i oby wam się najcudowniejsze,najpiękniejsze i najbardziej wymarzone marzenia spełniły :)))))
K.


Klaudiiiii a u nas zawsze karp i zawsze żywy :) Wczoraj mąż ubił 5 szt. a ja zamarynowałam w soli, cebuli i czosnku. Jutro wielkie smażenie. Chinka przecudna bo prawdziwa (u nas sztuczna...) i te króliczki urocze. Wesołych Świąt dla Ciebie i całej kociej rodzinki!
OdpowiedzUsuńMadziu od nas również wesołych ,zdrowych i szczęśliwych,niech Wam Bóg błogosławi:))
UsuńMałżonkowi szacun. U mojego dylemat dziwny bo jest myśliwym^^
Dylemat z karpiem rozumiem doskonale. Miałam podobną sytuację lecz z sumem metrowej długości. Dostałam "żywy prezent" od sąsiada wędkarza w podzięce za jakieś uprzejmości. Sum szalał po wiaderku z wodą, skręcony jak spiral;a, a ja stałam nad nim z tasakiem (bo mąż stwierdził, że za "miętki" jest). Skończyło się na tym, że go zostawiliśmy na noc w tym wiaderku i pewnie się rybsko męczyło, a ja i tak na drugi dzień miałam trzęsionkę jak podeszłam do niego i tak już nieżywego z tym wspomnianym tasakiem by pozbawić go głowy (bo mąż w tym czasie poleciał po aparat by uwieczniać ten moment dekapitacji na wieczną pamiątkę). Od tamtej pory kategorycznie odmówiłam przyjmowania żywych ryb!
OdpowiedzUsuńMężowie
UsuńEhhh
Z aparatem pojechał:)))
Nie jadam karpia bo ani lubię ani nie lubię, żywego nie zamorduję, a nawet już trząśnięty i tak jedzie mułem. To nie będzie, jak zwykle. Będzie mintaj w occie, mojego wyrobu, też nikt nie je tylko ja. Wszystkiego najlepszego i niech się darzy:)
OdpowiedzUsuńDziękuję i rybka w occie mnie zaintrygowała. Kiedyś jadłam taki specjał na wschodzie..smak przedziwny dla mnie :)
UsuńHa, ha, pan Miecio to zapewne z bimberku bardziej by się ucieszył :-) Ale pewnie, jak Wędrowycz, sam sobie go produkuje, to rybka będzie mu pod flaszkę pasować :-)
OdpowiedzUsuńDołaczam do grona niejedzących karpia (tym bardziej nie zabijających). Mam to co Mnemosyne- karp zajeżdża tak mułem, że nie wystarczą żadne moczenia w mleku, wodzie, czy w czymś innym (no, w bimberku nie próbowałam :-) My w tym roku mamy pstrąga łososiowego i mam nadzieję, że będzie smaczny, bo nigdy takiego cudaka nie spożywałam.
I cóż, życzymy radosnej atmosfery w Święta i spełnienia marzeń w Nowym Roku.
My też na pstrąga łososiowatego postawiliśmy ,wychodzi pyszny ,zamarynowany w oliwie z oliwek,świeżo mielonym pieprzu,tymianku i soli gruboziarnistej ( na 2 h do lodówy i smażony bez panierki ,albo pieczony-pycha!), no i na dorsza. A karpiowi niech garnek Miecia lekkim będzie. Bimber robi najlepszy w okolicy, przynajmniej tak gadają pod sklepem chłopy^^
OdpowiedzUsuńJa do karpia jestem przyzwyczajona, więc jak go jadam od dziecka, to muł nie problem. Zawsze patroszony, niestety w domu rodzinnym w wannie pływały :(
OdpowiedzUsuńAle w tym roku ostatni raz jest karp na wigilię. Pan Codzienny wpadł wczoraj rano ze świeżo ubitymi, wypatroszonymi i bez głowy dwiema sztukami .... ja do krojenia a one .... jak wrzasnęłam to Dynia ze strachu się schowała i miauczeć nerwowo zaczęła, na szczęście Miśka jest głucha, bo by w ogóle atmosfera się zagęściła. Ja za telefon: "Miały być martwe!!!!" drę się do słuchawki! Pan Codzienny przeprowadził wywiad: czy na pewno były bez głowy? czy na pewno wypatroszone? i skwitował "od przyszłego roku żadnych karpi!"
Tak więc przełączam się do bezkarpiowego towarzystwa i życzę wszystkim i oczywiście Tobie ZłotyKocie ciepłych, rodzinnych i relaksujących Świąt!!!
O rany, na to to już bym zawału dostała ,karp bez głowy latający po chałupie ,a ja za ni z tasakiem.....:)
UsuńKtoś go mało zamordował! Wesołych!!
Karp... niekoniecznie. Nie smakuje nam po prostu, ale ubić bym go i tak nie umiała. A po powyższych historiach tym bardziej karpia nie tknę :D
OdpowiedzUsuńChoinkę macie boską, dobrze, że się jednak zmieściła. A jeśli wy się nie zmieścicie, to najwyżej zjecie kolację w kuchni ;)
Wesołych Świąt!
Prawie ,że z tą kuchnią wykrakałaś :) wesołych Świąt !
UsuńKarpia nie kupujemy. Nie ma kto wykonać wyroku... I wszystkiego dobrego na te piękne święta:-)))
OdpowiedzUsuńAsia