P A Ź D Z I E R N I K!!!. W tych warunkach nie da się normalnie egzystować. Więc trzeba szyć ,żeby nie oglądać tych bezeceństw za oknem.
Zacznijmy więc od tego ,że jak wszyscy wiedzą wyszła nowa Burda. Na tylu blogach jest recenzowana ,że ja sobie daruję. Ale muszę wam powiedzieć ,że po raz pierwszy , pojawiło się tam kilka modeli ,które mi się naprawdę spodobały w całości. A najbardziej ta sukienka
Burda 11/2012 model 121
jest tak prosta i ponadczasowa ,że poszłam na łatwiznę i postanowiłam ją wykorzystać . Co prawda na etapie szycia musiałam zrobić kilka poprawek, ale nie ma co narzekać . Pierwsze to oczywiście rozmiar ,ja wchodzę w tym modelu w 40 ,a to powiem wam poprawia mi mocno humor, oj poprawia:-)) Druga rzecz -rękawy, jeśli szyjecie z tkaniny nieelastycznej ,można zostawić ich szerokość ,natomiast jeśli z jakiejś dzianiny polecam zwęzić . Zrobiłam również swoje odszycia dekoltu, i nie podwijam dołu spódnicy ,tylko również zrobiłam odszycie , przez co lepiej się układa. Sama spódnica nie wymaga podszewki, no chyba ,że szylibyśmy z lejącego lub przeźroczystego materiału. Nie czepia się rajt :-)) Z rozpędu i świeżo odkrytej miłości do modelu uszyłam trzy wersje tej kiecki, z trzech różnych materiałów. Nadzwyczajność tego modelu polega na tym ,że sukienka może być szyta ze wszystkiego ,nawet z zasłony prysznicowej.....ostatnio padł taki plan ,żeby uszyć wojsku koszule nieprzemakalne z zasłonek ,co by się komfortowo w błotnych krzaczkach po poligonach taplali.Wersja pierwsza -z jeansu. Dosyć cienkiego ,z malutkim dodatkiem elastenu. Testerka w postaci Pandy ,która wróciła do modelingu ,oświadczyła ,że wygodna i dobrze się nosi. Z braku zamków krytych w odpowiednim kolorze-nie chciało mi się lecieć do hurtowni- dałam zamek biały...
Drugą wersję uszyłam z dwóch materiałów. Góra to czarne punto ,które ostatnio zmówiłam . Jest niesamowite i co najważniejsze ciepłe i wygodne,w dodatku nie kudlaczy się.
Spódnica to wełna z wiskozą. Z tak zwanego odzysku...:-))
Trzecią zaś uszyłam z dzianiny w kwiatki, no i Panda sobie już ją przywłaszczyła ,w końcu modeling nie za darmo nie ?
I mam jeszcze plany na następne . Szukam więc etnicznych tkanin na spódnice ,zasłon ,żakardowych ,kap itp^^ Co fajne ten model wygląda rewelacyjnie nawet na kimś kto ma brzuszek i biodra zanadto wyeksponowane przez naturę .Fason sukienki fajnie je tuszuje. Jest też ta kieca niezłą alternatywą dla np kostiumu czy tzw stroju biurowego....mnóstwo możliwości...
Pokaże wam też recyklingową sukienkę ,którą uszyłam na akcję Uwolnij Tkaniny .Muszę przyznać ,że bardzo mnie to zmobilizowało do wykorzystywania zalegających tkanin :-)) Więc uwalniam...
To już druga z tych samych materiałów ,czyli wełnianego sweterka i dzianiny..
Tą pierwszą, co uszyłam ,klientka wyrwała mi prawie spod maszyny ,więc nie miałam możliwości zrobienia jej przyzwoitych zdjęć, na manekinie wyglądała tak
Na pocieszenie od zimy upiekłam dziś stado muffinów. Jest to jeden z nielicznych wypieków ,który mnie lubi i mi wychodzi bez obawy ,że potruję połowę rodziny. Bo czyż śnieg w październiku to nie okazja do dobrego ciasta? hehe
Zdjęć upieczonych nie zdążyłam zrobić ,zostały pożarte.
A to zdjęcie zrobione przed chwilą w proteście przeciwko usłyszanej w radiu bzdurze- że śnieg ,który napadał wczoraj w Karkonoszach już topnieje. Ten baran od prognozy w Warszawce ,nie ma pojęcia ,co się u nas dzieje. Czy ten śnieg wygląda ,jakby miał ochotę stopnieć?
To pożarcia muffinek w takim tempie wydatnie przyczyniła się moja mama ze swoją siostrą ,która na dodatek jest moją chrzestną. Ciotka zawitała z Ameryki i odbywa występy gościnne. Z moją mamunią wczoraj testowały domowej roboty nalewki. Wieczorem wchodząc do kuchni zastałam widok taki: stół zastawione ok 20-toma butelkami różnej maści i zawartości ,w modelach przeważał spirytus 96%. Mama z ciotką po wielkim kielichu w garści z rżniętego kryształu dzierżą , cmokają i mlaskają. Ja się pytam co robią ,one na to że testują. A co ?? A naleweczki...A z czego ? A z bzu owoców dzikiego bzu. Widać po nich było ,że już jakiś czas testowały. Jak się spytałam po co ,to mi mamunia odpowiedziała ,że nie pamięta do których nalała spitytu...AAAA i co ważne , muszą znaleźć odpowiednią nalewkę na przeziębienie ,bo ciocia złapała wirusa, i moja mam tak ją postanowiła leczyć....
O 23.00 postanowiły iść radośnie do Tesco bo stwierdziły ,że pod naleweczki by im się zagrycha przydała. Ja na to ,że ogóreczki są w lodówce. Popatrzyły na mnie ze zgorszeniem i odparły ,że one chcą serniczek....
Nic dziwnego ,że ciocia dziś ma zawroty głowy jak po karuzeli. Swoją drogą nie miałam pojęcia co moja mam w swoich kazamatach przechowuje......I chyba to dobre bo w nocy zastałam Kazia radośnie wylizującego nalewkę z kieliszków. Po zapachu ,chyba tą mocniejszą:-))
Więc idę dalej spędzać niedzielę na obijaniu się i czekaniu na powrót Szacownego Małżonka.
Z Koła Podbiegunowego ślę pozdrowienia
K.






























