wtorek, 3 lipca 2012

Kolorowe jarmarki ...ciśnie mi się na usta

W między czasie ,czyli ostatnimi dniami sprężam się z szyciem ,bo gdzieś koło 16 lipca wywieje mnie do STOLYCY. No żeby nie było ,bywam światowym człowiekiem. Stolicznym .Czasami.
W zeszły weekend zaś zrobiłam sobie labę totalną i zgodnym zastępem udaliśmy się do Złotego Potoku ,nieopodal Gryfowa Ślaskiego, uczestniczyć w ogólnopolskim smażeniu się na słońcu. No i się usmażyłam .Tak że nawet najcieńsza bluzka jest istną torturą. A tylko przez godzinkę błąkaliśmy się po jeziorze złotnickim . Chłop wyrabiał mięśnie wiosłując zaciekle. Ja wystawiałam blade lico ku słońcu nieśmiało kukającemu zza chmur. A moja Panda wraz z towarzyszącą man moją kuzynką w wieku Pandowym ,straszyły ryby w jeziorze. Poza tym robiły siarę na cały ośrodek bekając na głos . W tym celu zakupiły w pobliskim sklepie 2,5 l coli ,ożłopały się jak prosięcia i wydawały odgłosy "natury". Żeby nie było ja się czerwieniłam ze wstydu ,co to mi się pod bokiem wychowało, potem nie pokazywałam się w ich towarzystwie. Choć prawdę mówiąc pamiętam taki konkurs sprzed ok 20 lat ..w pluciu na odległość...W sumie spędziliśmy tam dwa dni i było fajnie ,sprzeciwiliśmy się tradycji i nie zrobiliśmy grilla, najedliśmy się czereśni ,popływaliśmy ,poopalaliśmy się i nabraliśmy sił do pracy.
Nawet takie dwa dni dobrze robią bo ostatnio niemoc twórcza w mej głowie gościła:-)
Nie powiem ,będziemy tam często w tym roku ,bo niestety żadne inne wakacje na razie nie wchodzą w grę. Ehhh.
A po za tym wypowiedziałam wojnę modzie na mdłe i szare kolory. Zaszalałam w textilmarze i oto efekt :-)
Wymyśliłam sobie do sukienek takie paseczki/zawieszki z końcówkami ozdobnymi 2 w 1.


W tej służą za troczki,wiąże się je z tyłu na plecach








moja ulubiona :-)


wszystko co wymyśle i uszyję wrzucam na bloga ,ku dokumentacji.
Szyje mi się znakomicie ,tylko maszyna mi zaczyna strajkować :-/ , i zastanawiam się nad Pfaffem bo ponoć "żre " wszystko.
a na koniec przeurocza młodzież dzisiejsza

To było do mnie ...
Miłej nocy, i mam nadzieję że trochę mniej burzowej .Bo ostatnia to trochę burza pojechała, jak grzmotnęło to się aż obudziłam ,co się raczej nie zdarza. Obudził się nawet kot i ze strachu wlazł na akwarium ,co obudziło rybki. Na szczęście one nigdzie się nie wybierały. :-)


poniedziałek, 2 lipca 2012

Konkurs

Nie wiem czy chwalić się wypada ,ale się pochwalę ,bo ..no bo po prostu micha mi się cieszy sama :-)
Wystawiłam swoją torebkę do konkursu na letnią torebkę, na portalu jakuszyc.pl i jakież było moje zdziwienie ,kiedy okazało się ,że moja torba zajęła I miejsce ???? A w dodatku konkurencja była silna, wszystkie torby piękne i każda w innym stylu. Ja wystawiłam tą torbę:
a ostatnio zrobiłam taką tylko żółtą
no i do żółtej dodałam pasek do noszenia na skos ,chociaż wersja bez paska bardziej mi się podoba.
Na zdjęciach widać ,że moja młoda ,robiąca za modelkę poszalała z pianką koloryzującą do włosów . Mam ochotę ogolić ją na łyso. W nocy. Masakra!!! Chyba się starzeję....

środa, 20 czerwca 2012

Będzie o jedzeniu..dla odmiany

Przeglądam często różne blogi,śledzę opowieści ,na wielu pojawia się ONO. Jedzenie. No więc podbudowuję się ,patrzę ,ślinka cieknie ,dietę szlag trafia, motywacja umiera jak nadzieja na autostrady przed  Euro. Tu mnie wabią ryżem z truskawkami, tu Renia szaleje z chińszczyzną ..ehh >No więc podbudowuję się ,obiecuję sob ie ," Zrobię dziś to! ,albo to!"
I CO?
Wychodzi ja zawsze :-)
Wracam do domu ,padając na twarz ,i robię moje codzienne danie popisowe, bo moja kuchenna kreatywność (!!) woła o pomstę do nieba i ogranicza się do stosowania  jednego przepisu w różnych wariacjach tematycznych :-) 
No więc robię omlet. Żeby nie było ,zrobiłam nawet zdjęcia ^^ Ponieważ ma być dietetyczny( tak tak odchudzam się,całe życie zresztą) ,przewijają się przez niego różne warzywa ,i zioła na czele z moją wybujałą bazylią z tesco. Wiecie ,taką za 4,99. Rozsadzona przez moją babcię do doniczek ,zyskała drugie życie i rożnie jak wściekła. 
Co potrzebujemy do omletu? Jajka!
więc widzimy to tak -dla jednej osoby ,dla większej ilości dokonujemy skomplikowanych obliczeń matematycznych z użyciem komputera-mnożymy !
2-3 jajka rozbełtane
bazylia lub inne zielsko oprócz trawy
1pomidor,
1cebula,
1/3 cukinii
sól/pieprz
Jajka bełtamy ,bazylię siekamy
 siekamy cebulę ,podsmażamy na jak najmniejszej ilości oliwy /oleju, kiedy cebula się zeszkli dodajemy pokrojoną w kostkę cukinię ,znów zostawiamy na jakieś 7 minut, żeby zmiękła, na koniec dodajemy pomidory ,również pokrojone w kostkę ,ale teraz już tylko na minutę, i zalewamy całość jajkami
 tak to wygląda na patelni zanim się jajka zetną ,jak już ten proces nastąpi składamy omlet na pół i siup na talerz

i jak widać mnie przy tym siup nieco się rozwaliła misterna konstrukcja :-) Ale smaczne było
Zamiast cukinii dla odmiany można dodać po prawdzie każde inne warzywo ,lub ser,szynkę czy co nam do głowy przyjdzie. Uwierzcie mi ,Hiszpanie do omletu dają WSZYSTKO :-)
A ponieważ Małż zainwestował we mnie i nabył blender, to na śniadanie i obiad mogę w końcu bez końca robić sobie truskawki zsiadłym mlekiem / maślanką ,czyli koktajl. W końcu sezon trzeba wykorzystać.

W końcu nadeszły tkaniny z textilmat-u .8 dni czekania ,a deklarują 24 h od wpłaty. Szkoda gadać.
Ale są ładne nie?


wtorek, 19 czerwca 2012

Mam dzisiaj jakiś spadek mocy. W zeszły tygodniu maszyna się prawie paliła ,a teraz dziura w głowie. Marzy mi się plaża i w ogóle ,pewnie stąd takie objawy. Połowę Jeleniej wywiało ,pewnie ludzie są już na wakacjach ,albo na Euro, zaczynam czuć potrzebę wyrwania się z miasta :-p
Z racji oczekiwania na letnie materiały (a oczekuję już tydzień), zabrałam się za szycie torebek.
wyszły mi jakieś duże ,mimo początkowych założeń :-)
 taj est mega duża 50x42x12, ze skóry
 ta zaś to rozwinięcie afrykańskiego nosidła dla dzieci ,wiecie taka chusta przewiązana na skos ,zawsze mi się taki kształt podobał
 ta sama, tylko z alcantary i inaczej zszyta
a ta miała być kopertówką ,wyszło jak zawsze,duża :-)
no i typowa torba letnia ,w kolorze lodów miętowych, ściągana sznurkiem ,co miało być lekkim nawiązaniem do morsko-marynistycznych klimatów. I jest szyta z kroju 1/2 sześcioboku

Nie robiłam zdjęć torby i niespodzianek z candy ,bo nie było by niespodzianki ,ale widzę ,że dziewczyny już podostawały , mam nadzieję ,że będą służyć :-)
Miłego dnia
i dużo słońca. Tam chciała bym być ...
a rzeczywistość czeka mnie taka:
Joe C. Summer in the city.....


niedziela, 17 czerwca 2012

Mknące grzechotniki

Wczoraj bez żadnej litości  zostałam wyciągnięta na przerażająco długą przejażdżkę rowerową. Czyli powtórka z rozrywki z zeszłej soboty ,ale bez burzy w tle .Tym razem zaś nie zapomniałam telefonu ,żeby zrobić zdjęcia naszych niezwykle trendi ,oldskulowych,feszyn,ołtfit rowerów. I poniekąd nas. Nie całkiem . Mnie nie ma ,robiłam zdjęcia.
Droga tym razem wiodła z Cieplic do Staniszowa,przez osiedle Czarne na Mysłakowice . Celem był piknik militarny .Uwierzcie mi szosówki ,czyli rowery stworzone dla asfaltu, nie nadają się na na kamieniste, polne drogi. Przejechać ,przejedziecie ,ale na drugi dzień na tyłku nie usiądziecie. Co nie dociera do mego Małża. 
Przejechaliśmy jakieś 12 km w jedną stronę, spożyliśmy grochówkę wojskową (Małż) , bigos  (JA) i pierogi ruskie (Panda). Było to błędem bo droga powrotna w 30-stopniowym upale nas powaliła. 
Zresztą nie będę opisywać naszych rowerowych stękań ,jęków ,ochów i o k..a! bo nie o to chodzi .Chodzi o zdjęcia. Ponownie stwierdziłam ,że mieszkamy w najpiękniejszym miejscu na ziemi :-)

Mój pojazd z rowerowego lumpeksu

 Panda na Gazeli. 
Gdzieś tam chcemy wybudować naszą chatę drewnianą...kiedyś...tam...
 2/3 zespołu Mknących Grzechotników

 Na Pikniku Militarnym jedynie ten pojazd wzbudził mój podziw. Mieć taki eh


 A to TE drogi przez które nie mogę dziś normalnie siedzieć. Gdzieś między Cieplicami a Staniszowem


A skąd nazwa Mknące Grzechotniki ? No przecież nie od plucia jadem i kąsania . Nasze trzy retro-bajki jadąc w kupie wydają taką masę grzechoczących dźwięków ,że nie mogliśmy tego inaczej określić . Ale prędkość rozwijają nad świetlną. Szczególnie z górki. Szczególnie Panda.

Oprócz tego cały tydzień szyłam . Głównie torebki ,bo było kilka zamówień no i realizowałam Candowe wygrane ,które zostały wysłane w czwartek. Na początku tygodnia Panda zastrajkowała znowu ,na całe szczęście tylko przelotnie,ale trochę się nabiegałyśmy po lekarzach .W piątek to już szału dostałam na naszą zdrowotną rzeczywistość. 

Dzisiaj to już tylko zbieram siły na nadchodzący tydzień. Czyli Dzień Lenia .W czym mi wiernie towarzyszą Koty
 Bibber na uwięzi bo daje nogę dachem do kota sąsiadki Pepika ,w celach niecnie seksualnych
 Kaziu i Norka ,która próbuje rynną dostać się na dół. Niech próbuje ..:-)

 Ja cię kocham a ty śpisz....
to sobie kochaj ,tylko daj spać
Pa. ;-)

niedziela, 10 czerwca 2012

Relikty epoki i katastrofa czyli MY na wycieczce rowerowej

No tak ,tym razem zdjęć nie będzie, bo nie udało się udokumentować tego nieszczęścia...
A zaczęło się tak .Tydzień temu zaczęło mnie nosić .Efekt całodziennego siedzenia nad maszyną przynosi efekt złamanego kręgosłupa i coraz częstszych westchnień " a d..a rośnie...". Chłopię wykazało się więc pamięcią jak dąb Bartek i z jej zakamarków wyciągnęło info ,że w piwnicy u Dziadka ( to ta sama budowla ,która posiada "Strych Babci") są ROWERY.
ROWERY. No tak dwie Gazele i Laura,zakupione z talonów ,w ciemnych a jakże jaskrawych (Laura jest wściekle różowa mimo zgoła 30 lat na karku..) latach wczesno 80-tych. Piwnica została z eksplorowana. Ujawniła zawartość w postaci trzech trupów. Ale nie ma to jak mieć w rodzinie Złotą Rączkę fachmana rowerowego Wujka Andrzeja . Rowery zostały  więc wywiezione do jego kliniki ,w której przeszły intensywną terapię odmładzającą. Po zakupie nowych dętek opon i jednego całego koła prawie nadawały się do jazdy dwa. A nas jest sztuk 3. Skąd wziąć trzeci rower? No więc Moja wpadła na genialny pomysł, aby odwiedzić lumpeks rzeczowy. Mamy takowy niedaleko. Z najdalszego kąta po przekopaniu się przez stosy kanap foteli ,krzeseł i kredensów rodem z Holandii i wystawek Niemieckich wyciągnięta została machina typu damka szosowa ,w stanie nadającym się do reanimacji. Pominę milczeniem targi -Facet chciał za nią tyle co za nowy górski rower-ale w końcu staliśmy się jej właścicielami. Znaczy ja.
 Znów wizyta w klinice ,nowe dętki, chromowane błotniczki i coś tam ,czego nie potrafię wymówić. A i zakup w Castoramie trzech haków do powieszenia rowerów w garażu obok Cytrynki. Mania mojego Chłopa do kupowania różnych osprzętów, to temat rzeka.Wspomnę tylko ,że ostatnio kupił ,jak to określił z "zaskórniaków" kosiarkę spalinowa i wykaszarkę (chyba tak się nazywa to coś z latającą żyłką?) . I to wszystko do ogródka 10x10 m. !!!!
No dobrze to pora przejść do KATASTROFY
Wczoraj wczesnym popołudniem padła propozycja ,aby rowery wypróbować . Z okazji tej zawczasu uszyłam sobie nawet bluzę do getrów dresowych ,aby się szykownie na moim złomie prezentować . Córka za to pojechała maksymalnie ,ubrała się w sweter -wór z wielką gębą pandy na przodzie. Czym zyskała sobie nową ksywę "PANDA".
Wyjechaliśmy z Cieplic koło nowego kościoła drogą na Marczyce. Rowery spisywały się nad wyraz poprawnie ,nawet na drodze leśnej. Co prawda kilka podjazdów zrobiło na nas wrażenie ,a po 2 km tyłek od starożytnego siodełka zaczął pękać mi w poprzek, ale jechaliśmy. Widoki gór osnutych burzowymi chmurami były takie ,że żałowałam braku aparatu! No właśnie BURZOWYMI,a nam nic do głowy nie przyszło !!
Dojechaliśmy do Marczyc i tam drogą wiejską ,wzbudzając zachwyt lokalnych  przysklepowych form życia, pomknęliśmy w stronę Zbiornika Sosnówka. Tu zaczęliśmy wzbudzać zachwyt kierowców ,którzy na widok naszych "pojazdów" trąbili i wywrzaskiwali jakieś "dawaj dawaj!" machając browarami . To chyba efekt Euro, bo mieli flagi na autach.
Zaczęło kropić. Nieznacznie. Do Cieplic mieliśmy 4 km szosą .Pikuś.
Koło Na wysokości Orlenu w Podgórzynie Panda zaczęła dawać znaki znaczące!! Spadł łańcuch. Panda na Gazeli ! wyobrażacie sobie???? A deszczyk siąpić zaczął regularnie. Koło rybiarni na stawach podgórzyńskich to już raczej lało ,ale co tam ! Stwierdziłam ,że dojedziemy. Na Osiedlu Fampowskim dopadło nas oberwanie chmury ,wiec schroniliśmy się pod okapem w sklepie "5" . Znów przyprawiając lokalnych o przedziwne wrażenia. Czekaliśmy jakieś 20 minut, malowniczo tworząc wokół siebie coraz większe kałuże ,co wywoływało coraz sroższe grymasy i zmarszczenia brwi na twarzach PAŃ Sklepowych. W końcu nie wytrzymaliśmy presji i cichaczem zwialiśmy, zostawiając po sobie trzy mega kałuże w sklepie i przekonanie ,że może na sucho nas nie poznają. Do domu zostało nam jakieś 1,5 km .Dotarliśmy totalnie przemoczeni. Najciekawiej prezentowała się Panda ,mogła by spokojnie grać Marzannę albo Topielicę. Oczywiście nasz wjazd na podwórko zaobserwował Sąsiad ,który nomen omen przy wyjeździe życzył nam miłej wycieczki, teraz mało nie posikał się ze śmiechu :-)
W nagrodę strzeliliśmy sobie deser:
-Mus truskawkowo-lodowy (0,5 kg truskawek blendujemy z 0,5 kg lodów wanilowych)
-Lody waniliowe
-Bita śmietana
-Truskawki
Układamy warstwami i jemy >Niebo w gębie !
Sezon rowerowy uważam za otwarty!


piątek, 8 czerwca 2012

FAN DRESS !!

Z przemyśleń na temat Euro ,barw narodowych ,koszulek kibica, i takich tam spraw, powstała koncepcja uszycia sukienek i tunik dla prawdziwych fanek footballu ! Bądź co bądź ,my kobiety ,kibicując nie musimy zakładać za dużych koszulek zawodników. Ja tak sobie wyobrażam kibicowanie i uświetnianie strojem Euro :-))
Po za tym nawet jeśli za piłką nożną nie przepadamy, to zawsze jest pretekst ,żeby się ubrać w czerwień :-)






No coś takiego!! Znowu SERCA???