Prawda jest taka ,że dopiero jak dotknie nas to osobiście w jakimś sensie ,to takie tragiczne zdarzenie zmuszają nas do refleksji dłuższej niż paro sekundowa.
W sobotę przeczytałam jak to zwykle ,wiadomości na Jelonce. Wypadek ,masakra. Czytam ,bo mój mąż stale jeździ ,jestem przewrażliwiona. W sobotę wieczorem dotarła do nas wiadomość ,że w wypadku zginęła koleżanka mojej córki ze szkoły. To trzepnęło. Przecież Karolina była w jej wieku ,tak samo roześmiana ,zwariowana nastolatka. Zginęła z matką ,siostrą i ciotką. Potem okazało się ,że matkę Karoliny ja przecież znam ,nie skojarzyłam nazwiska. Była u mnie kilka dni temu w sklepie. Do dzisiaj czuję gulę w gardle. A we wtorek ,kumpel napisał ,że w tym samym wypadku został ranny ich gitarzysta z kapeli, leży w ciężkim stanie na Oiomie. Świat jest mały ,a śmierć z kosą po nim zapieprza jak chce. Nie wiadomo kogo i kiedy.
Dziewczyny zginęły bo nie miały zapiętych pasów. W samochodzie ,którym jechały prędkościomierz zatrzymał się na 75 km/h. Jechali prawidłowo,wyjechała na nich kobieta z naprzeciwka ,wyprzedzając bez wyobraźni. Gdyby nie pasy może skończyło by się inaczej. Nie wyobrażam sobie ,jak będzie dalej żyć ,ze świadomością ,że ponosi winę za taką tragedię i rozpacz. W pewnym sensie została już ukarana. Jelenia to małe miasto. Ludzie wszystko wiedzą i dłuuugo pamiętają.
Mama Karoliny kiedyś też brała udział w wypadku w którym zginęło dziecko ,co prawda wybiegło jej pod prawidłowo jadące auto ,ale skończyło się tragicznie. Nasunęła mi się taka banalna myśl. Nic w naturze nie ginie ,co zrobisz ,wróci do ciebie. Żyj tak ,żebyś w każdej chwili mógł spokojnie umrzeć.
A ja wbijam do głowy dziecku od lat ,że ma zapinać pasy nawet jak jedziemy 5 metrów. Zawsze słyszałam jęki i "Po co"? Teraz chyba już nigdy nie zapomni, wiedząc ,co ich brak może spowodować. Przeraża mnie myśl ,że często uczymy się na błędach śmiertelnych.
To są moje osobiste refleksje. Tak naprawdę ,nieważne ,kto winny ,kto nie . Ważne ,że tyle osób zginęło bezsensu. .....
"Śpieszmy się kochać ludzi, tak prędko odchodzą." To chyba jedyne co w takie sytuacji można powiedzieć.
mną też wstrząsnął ten wypadek - to "nasza" trasa do Ruderii. I okazało się,że te ofiary to rodzina koleżanki z pracy mojej mamy (siostry i matka).
OdpowiedzUsuńPrzerażające...