niedziela, 6 maja 2012

Strych...pajęczyny wspomnień

Moja babcia była krawcową w latach 80-tych .Szyła w malutkim pokoiku n 1 piętrze swojego domu. Miała 2 Łuczniki,starego Singera,niezwykle archaiczne na dzisiejsze czasy i niemiecką maszynę przemysłową z przydziału. Miała nawet pracownicę- Karolinę. Z dzieciństwa, z wakacji i ferii ,które zawsze zresztą spędzałam u dziadków,najbardziej pamiętam warkot maszyny . Od 7 rano do 3 w nocy czasem. Babcia szył,szyła i szyła. Pamiętam jak uruchamiała maszynę przemysłową, to jakby ktoś uruchomił odrzutowca-silnik pracował cały czas ,wył jak potępieniec. Po materiały wyruszała na wyprawy do zaprzyjaźnionych sklepów, panie sklepowe za różne poszukiwane dobra-kawę ,cytryny ,NRD-owskie rajstopy, czy niemieckie Burdy, odkładały jej materiały. Pamiętam ,że zawsze dziwiłam się, jak to jest, że wchodzimy do sklepu z materiałami,na półkach pusto,jak w mięsnym ,dobra zmieniały właściciela, a materiały były wynoszone w najróżniejszych dziwnych paczkach. Babcia szyła sukienki ,spódnice ,bluzki. Kupcy przyjeżdżali z daleka ,po gotowe ubrania. Często siedziałam i przysłuchiwałam się ,jak dobijają targu.
Pamiętam ,że miała niesamowitą kolekcję Burd ,z kilkunastu lat .Polskie i niemieckie . Kiedy przestała szyć ,ojciec wyniósł je do piwnicy ,a po jej śmierci wyrzucił na śmietnik.
 Miałam cudowne kolorowe sukienki uszyte przez babcię....
Wczoraj byłam w domu na strychu. W najciemniejszym kącie,najbardziej obleganym przez pająki odkryłam dwa wielkie pudła. Gdzieś w zakamarku pamięci miałam świadomość ,że jakieś materiały zostały po babci. Więc postanowiłam pudła po eksplorować....
To jakby otworzyć album ze zdjęciami. Wyciągając kolejne materiały z pudła, umieszczonego pod załomem dachu ,we wnęce wysokości 1,50 (mój kręgosłup!!!) cofałam się w czasie. Z materiału w żółte różyczki były kiedyś zasłony w kuchni ,a tego w duże kwiaty ,zasłony w jadalni,a z tego w paski miałam sukienkę do 1 klasy. Znalazłam nawet kawał płótna z tamborkiem do haftu, na którym uczyła mnie babcia wyszywać....
Wytargałam ogromny zbiór tkanin, prawdziwe perełki, len ,płótno, szyfon w kropeczki ,niesamowite tkaniny vintage, będą idealne na letnie torby hobo. Część, mimo ciekawych wzorów, nie nadaje się na dzisiejsze szycie, bo nikt nie założy sukienki z tkaniny ,z jakiej były kiedyś szyte np szkolne fartuszki..
Wyciągając te materiały, przypomniałam sobie babcię z niesamowitą wyrazistością. I niesamowicie mocno poczułam jak mi jej potwornie brakuje od dwóch lat. Dzięki niej jestem tym ,kim jestem. I żałuje ,że nie było jej już jak zaczęłam szyć.
Przytargałam do domu cały bagażnik materiałów ,które teraz piorę i suszę( 20 lat na strychu heh). Nie mogę się już doczekać kiedy je wrzucę na maszynę;-))
A stara DDR-owska maszyna przemysłowa ,dostała nowiutki malutki cichutki nowoczesny silniczek  i mimo 25 lat w piwnicy chodzi jak nowa...tyle, że nie czuję się jak na lotnisku :-).
 To ja z babcią, materiał z którego szyła sobie tę spódnicę ,też znalazłam 
 Babcia ,wnuczka i prawnuczka :-)

Moi dziadkowie dali mi w życiu najwięcej -bezwarunkową mądrą miłość i bezgraniczne oparcie w nich.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz