Czyli kołdrę. A właściwie kapę. Zbierałam i zbierałam różne ścinki,resztki bawełny, które świetnie się nadały na połączenie z trzema zdobycznymi lumpowskimi poszewkami. Najtrudniej było wymyśleć wzór. Doszłam do wniosku że chcę ,zeby na tej kapie był taki bałagan. Więc wycięłam prawie 700 kawałków w formie prostokąta ,szerokości 6.5 cm a długości to jak starczyło,pozszywałam to w określonej kolejności ,potem znów pocięłqm na pasy 160 cm ( kapa będzie miała w końcowym efekcie 200x220 cm) bo środek będzie 160 na 180cm. Do tego dojdzie białe obramowanie ok 20 cm i lamówka. Całość ma być w stylu radośnie skandynawskim:-) cięcie zajęło mi 6 h ,zszywanie w długaśny pas 7 i teraz te pasy zszywam....
Kolorystycznie będzie mi pasować do kwiatków na tarasie:-)
I wydaje mi się ,że coś mi zostało z dzieciństwa....albo dziecinnieję. Podobają mi się różne odcienie różu ,amarantu ,fioletów w zestawieniu z bielą^^




Strasznie dużo roboty...efekt pewnie będzie piękny. Bardzo podoba mi się ta tkanina w róże ;)
OdpowiedzUsuńMnie też :-) i tak ją sępiłam i sępiłam aż znalazła się w patchworku. W sumie w połowie to on podpada pod uwalnianie tkanin ,bo w dwóch pudłach luzu się zrobiło. A właściwie to uwalnianie ścinków:-)
UsuńOesu, zaimponowałaś mi! Nigdy specjalnie nie zawracałam sobie ślicznej główki myśleniem o patchworku. 700 kawałków! Jacie, nie mogę wyjść z podziwu! To ja już nie będę Cię nagabywać o taką łatwiznę, jak ogoniaste.
OdpowiedzUsuńHana uwierz mi ,że patchwork to pikuś przy stworzeniu fajniej ,wymiarowej i dobrze leżącej kiecki:-)) te ogoniaste to mi się w korze mózgowej wypaliły:-)
UsuńA akcja będzie dopiero z pikowaniem ,bo tu nieregularne będzie
Szycie jako takie jest dla mnie czarną magią, nawet kiedyś próbowałam, ale nie, to nie moja bajka. Mogę coś wykombinować i naszkicować, ale uszyć? W tym zakresie imponuje mi WSZYSTKO , a już te 700 kawałeczków - szacun i już!
UsuńAle żeby obliczyć ,ile mam wykroić tych kawałkw ,żeby po uszyciu otrzymać 180x160 cm , to nie będę pisać ile mi to zajęło...ja głąb matematyczny jestem:-)
UsuńOjacie, no tu to już mnie dobiłaś! Toż to gorsze, niż dwa pociągi, co to wyruszają ze stacji A i B, jakby nie mogły z Poznania - dajmy na to, albo z Jeleniej. W życiu nie obliczę czegoś takiego, choćby moje życie od tego zależało, niestety!
UsuńNo i właśnie dlatego to była majgorsza część patchworkowej roboty,a dopiero jak zszyję wszystko wyjdzie ile się rąbnęłam ;-)
UsuńE tam, oberżniesz i szlus!
Usuńłoo. ile roboty. mnie by się nie chciało :) ciekawam efektu końcowego
OdpowiedzUsuńJa sama nie wiem ,czy mi się ,chce ,alem wkurzona,to coś muszę robić:-)
UsuńMoje kawałki przeznaczone na narzutę czekają grzecznie w pudle. Myślałam o kwadratach, ale z nimi nieco więcej roboty, chyba pójdę znowu w prostokąty bo to ładnie wygląda. Narzutę będziesz miała ładną:)
OdpowiedzUsuńDzięki ,też mam taką nadzieję. Kwadraty szykuję na następny rzut ,mam na tę okazję do przerobienia dwa obrusy z jyska ,w świetnych wzorkach. Tam sobie poszaleję z kwadratami . A może pójdę po bandzie i trzasnę trójkąty???
UsuńO kochana, to mi zaczyna wyglądać na początek uzależnienia :) Narzuta już zapowiada się fajnie, taka romantyczna kolorystyka...
UsuńZdaje się ,że juś uzależniona jestem :-) w ogóle od szycia,a kap mi brakuje. I poduszek. I w ogóle wszystkiego:-)
UsuńBardzo ładnie połączyłaś kolory!
OdpowiedzUsuń700 kawałków... chylę czoła i szczerze podziwiam! Piękna ta narzuta, świetne te wstawki w amarantowym kolorze - genialnie przełamują całość :)
OdpowiedzUsuńTo mi została resztka od Ciebie :-) i zastanawiam się nad lamówką całości ,nad kolorem. Bo brzegi będą białe,więc nie wiem czy lamówkę zrobić amarantową,lawendową czy białą właśnie???
UsuńKurna chata, ja nic nie widzę, przez ten komputer stary, cholera jasna, ani jednego kawałeczka nie widzę;)
OdpowiedzUsuńBierzesz lupę i obczaiasz w smartfonie:-)
OdpowiedzUsuń