Po kilku dniowej przerwie ,strasznie ciężko było się wziąść do roboty. Jedyna mobilizacja ,to zamówione sukienki ,które trzeba było uszyć. Mówiąc krótko mam strasznego lenia. Leniwe ciepłe poranki ,leniwie płynące dni,leniwie przesuwająca się nić w maszynie ,a na koniec leniwy leżink z łomżingiem w leniwe chłodne wieczory. A kiedy trafi się na przerwę w dostawie świeżej parti morderczych komarów ,robię skalniaka. Mój bidny Chłop jak słyszy słowo " kamień" to od razu ma naderwany kręgosłup i zaczyna wrzeszczeć :-) cóż się dziwić ,spójrzcie jakiego korzenia mu ostatnio z lasu kazałam przytargać hyhy. Czterech chłopa go wyciągało z ziemi....
Narazie leży sobie i nabiera mocy, ja zaś wykańczam sklaniak pod oranżerią,nawożę ziemię,układam kamienie,ręce mam jak gibon,sadzę kwiatki,które zwozi mi sąsiadka( dzięki Ci Boże za dobre sąsiadki:-)) i uczę się robić konfitury. Teraz gruszkowe z pomarańczą. Zjeść sobie śniadanie w letni dzień na tarasie,smarując sobie grzankę własną konfiturą...bezcenne. A tym bardziej nie otruć się tą konfiturą:-)
Ale wróćmy do tematu szycia...
Takie to uszyłam sukienki lniane połączone z dzianiną. Zamysł był ,żeby były wygodne ,luźne i bez zamka. Biała jest tak uszyta ,że pasuje na rozmiar40-44. zbierana sznurkiem w talii. Druga szyta była na rozmiar 38 dla bardzo wymagającej klientki. falbanki przy dekolcie ze trzy razy zieniałam,ale wersja końcowa podobałasię zarówno mi jak i przyszłej właścicielce. I Bogu dzięki,bo na piątą wersję to już pomysłu nie miałam.....Ostatnią uszyłam lnianą torebkę typu wór. Bez podszewki ,za to z wszytą kieszonką na zamek.
Po czym całą sobotę i niedzielę wyrabiałam etat w kamieniołomie....
niedziela, 14 lipca 2013
niedziela, 7 lipca 2013
Ostatni raz....
I ostatni już krakowski spleen. Dziś wracamy do domu a jutro do pracy. Wielokulturowość Krakowa sprawiła ,że pomysłów mam masę,mam nadzieję, że chęci wystarczy i że skleroza mnie nie dopadanie :-) i o dziwo po raz pierwszy nic oprócz wspomnień ze sobą do domu nie przywlokę....
Na trzecim zdjęciu nowa uliczna moda na zbieranie kasy...prawie jak Sztukmistrz z Lublina :-)
Na trzecim zdjęciu nowa uliczna moda na zbieranie kasy...prawie jak Sztukmistrz z Lublina :-)
sobota, 6 lipca 2013
Nadajemy z Krakowa :-)
Dziś chcę ,żebyście zobaczyli to miasto moimi oczami. Dlaczego lubię tu wracać,co mnie urzeka,jakie kolory,obrazy ,dźwięki ,zapachy ze sobą uwożę. Dla mnie cały Kraków ogranicza si do Kazimierza. Tam się snuję godzinami ,przesiaduję na krawężnikach ,i zawsze wracam. Dziś pokazuję go Córce. Chcę pokazać i Wam :-) manufaktury ,małe sklepiki handmade,komisy, żydowskie knajpki,turyści...to wszystko składa się na niepowtarzalny klimat
Skąd serdecznie pozdrawiam...
Skąd serdecznie pozdrawiam...
czwartek, 4 lipca 2013
Namiastka wakacji :-)
Patchworkowa kapa już skończona, poszłam siłą rozpędu i uszyłam sobie jeszcze dwie serwety. Po czym postanowiłam zaszaleć ostatecznie i z lnu na żakiet przeznaczonego uszyłam sobie( wreszcie ) torbę na lato. Len jest przecudnej urody i morskiego koloru. Podszewka z jyskowego obrusa kupionego po bardzo okazyjnej cenie. W efekcie powstała mieszanka kolorystyczna ,która mnie osobiście bardzo odpowiada. Przepakowałam więc swój " pierdelnik" ,jak to malzonek określa i wyruszyliśmy na wyprawę do Krakowa. Będzie więc plażing ( nad Wisłą) leżing( pod smokiem) i byczing :-) . Mam zamiar szwędać się i napawać, bo Kraków to takie miejsce,które zawsze mnie zadziwia.
A więc komu w drogę,temu rower ...
P.s kiełkuje mi pomysł na ramki na zdjęcia ....
Ps 2 achh i zapomniałąm dodać ,że to wszystko w ramach Uwolnij Tkaniny. No skleroza choroba...
Leżało to i leżało......aż się zlitowaia doczekało. Co prawda trochę innego niż im (tkaninom) było przeznaczone ale co tam :-)
A więc komu w drogę,temu rower ...
P.s kiełkuje mi pomysł na ramki na zdjęcia ....
Ps 2 achh i zapomniałąm dodać ,że to wszystko w ramach Uwolnij Tkaniny. No skleroza choroba...
Leżało to i leżało......aż się zlitowaia doczekało. Co prawda trochę innego niż im (tkaninom) było przeznaczone ale co tam :-)
piątek, 28 czerwca 2013
Co znajduje się w mojej torebce????? Pytanie raczej powinno brzmieć: czy coś tam zdechło??
Zabawa przekierowana do mnie do GochaMi z pieskieszycie.blogspot.com zmusiła mnie do zajrzenia w otchłań piekła. A konkretnie do swojej torebki. Duuuuzzzzzej. Jak czytałam post Gosi ,solennie sobie przyrzekłam ,pokazać prawdę i tylko prawdę ,czyli to co w danej chwili tam mam. Efekt na zdjęciu. Brakuje tylko Ipada ,którym owo zdjęcie robiła,a bez którego już żyć nie mogę. Za to nie muszę targać kompa ,a po prawdzie w ogóle już z niego nie korzystam. Ja gadżeciaż nie jestem elektroniczny ,tylko szyciowy,ale Ipad to dla mnie genialny gadżet.
Co więc gnieździ się w mojej torbie?
Kalendarz- moja skleroza jest legendarna,czego nie zapiszę nie istnieje ,do tego wszystkie plany,zajęcia mam powpisywane w kalendarz w ipadzie z przypominamiem ,bez tego nie wiem na jakiej planecie żyję..
Burda- akurat dziś kupiona
Radler - bo trzeba oblać wakacje, i sprawę dokonania rzeczy niemożliwej ,która się dziś dokonała
Kosmetyczka- czasem trzeba WYGLĄDAĆ :-)
Portfel- który pełni też rolę śmietnika, miejsca na karty ,dokumenty,i inne pierdoły
Książka- akuratnie czytana a w dodatku wygrana w konkursie radiowej jedynki,już zresztą drugi raz w ciągu tej wiosny :-)
Co my tam jeszcze mamy...latarka! Bez niej ani rusz
Kolczyki- by Kretowata ,moje ulubione ,noszone na zmianę, bo mam ich 4pary:-)
Klucze-mam ich chyba 4 komplety, od domu,od auta,od pracowni ,od domu dziadka,od mieszkania teściowej.......
Telefony- jeden zamordowany kafelkiem w kuchni,drugi właśnie dzwoni:-)
Stopki do balerin...czyste!
Notesik- karteluszki ,karteczki notateczki...
Spinka ,pieczątka ,krem? Po cholerę?
O i znalazła się moja karta nia siłownię,na którą nomen omen nie chodzę teraz bo sezon rolkowy w pełni...
KONTROLER KAZIU potwierdza zgodność stanu. On czasem śpi mi w torebce....
Zabawa wymaga aby ją podać dalej ,czyli skierować ciekawość ku następnym ofiarom :-)
Zapraszam więc do zabawy
Ewkę z eduszka.blogspot.com
LolaJoo z lolajoo.blogspot.com
Mnemosyne z de-kupa-ge.blogspot.com
I wszystkich innych co chcą :-))
Co więc gnieździ się w mojej torbie?
Kalendarz- moja skleroza jest legendarna,czego nie zapiszę nie istnieje ,do tego wszystkie plany,zajęcia mam powpisywane w kalendarz w ipadzie z przypominamiem ,bez tego nie wiem na jakiej planecie żyję..
Burda- akurat dziś kupiona
Radler - bo trzeba oblać wakacje, i sprawę dokonania rzeczy niemożliwej ,która się dziś dokonała
Kosmetyczka- czasem trzeba WYGLĄDAĆ :-)
Portfel- który pełni też rolę śmietnika, miejsca na karty ,dokumenty,i inne pierdoły
Książka- akuratnie czytana a w dodatku wygrana w konkursie radiowej jedynki,już zresztą drugi raz w ciągu tej wiosny :-)
Co my tam jeszcze mamy...latarka! Bez niej ani rusz
Kolczyki- by Kretowata ,moje ulubione ,noszone na zmianę, bo mam ich 4pary:-)
Klucze-mam ich chyba 4 komplety, od domu,od auta,od pracowni ,od domu dziadka,od mieszkania teściowej.......
Telefony- jeden zamordowany kafelkiem w kuchni,drugi właśnie dzwoni:-)
Stopki do balerin...czyste!
Notesik- karteluszki ,karteczki notateczki...
Spinka ,pieczątka ,krem? Po cholerę?
O i znalazła się moja karta nia siłownię,na którą nomen omen nie chodzę teraz bo sezon rolkowy w pełni...
KONTROLER KAZIU potwierdza zgodność stanu. On czasem śpi mi w torebce....
Zabawa wymaga aby ją podać dalej ,czyli skierować ciekawość ku następnym ofiarom :-)
Zapraszam więc do zabawy
Ewkę z eduszka.blogspot.com
LolaJoo z lolajoo.blogspot.com
Mnemosyne z de-kupa-ge.blogspot.com
I wszystkich innych co chcą :-))
Co patchwork ma wspólnego z ogrodnictwem?? Ano ma..
Rękawice ma...
Szycie dużego patchworku to sprawa nieźle wysiłkowa. Szczerze mówiąc ,zastanawiałam się zawsze oglądając tutoriale ,na cholerę mam sobie do szycia zakładać rękawice ogrodnicze,wiecie ,takie szorstkie od dołu??? No i już wiem....bo inaczej trzeba by mieć bary jak Gołota.
Ale po kolei. Płachta z 700 prostokącików została zszyta, dookoła zyskała obramowanie ze świątecznego białego obrusa...nic innego nie miałam pod ręką. Zrobił się problem z ociepliną, bo jej nie miałam. Ale po cóż mieć talent zbieracza? Wytargałam z pudła leżakujący stary filc w pięknym koloże wściekłego różu. Nie nadawał się do niczego ,nadaje się na wkład do kapy ,bo jest cienki i lekki. Został przyspawany agrafkami i milionem igieł. Po czym zaczęło się owo sławetne pikowanie. Ja oczywiśnie ,pierdoła, olałam rękawisie ogrodnicze,i po jakiś 20 minutach szycia dostałam skurczu obu rąk ,ramienia ,szyii i nawet kręgosłupa. Przeszywać to ,to jest katorga,ale przeszyłam do połowy. Ponieważ w operowaniu takim latawcem wprawy jeszcze nie mam , pikowanie nie szło idealnie między kawałkami tkanin,tylko via zwykłe stebnowanie. Takie cuda zostawię sobie na dalszą praktykę. Białe boczki świetnie zaś się nadadzą na ćwiczenie lotu trzmiela. Albo w moim przypadku prędzej slalomu zawianego Guntera....
Oczywiście moje talenta matematyczne i obliczenia na poziomie fizyki kwantowej przydały się jak Eskimosowi lodowka... Miał być 160x 180 cm a jest 156 na 174 cm . I tak dobrze ,że nie rąbnełam się o pół metra.....
Jak dobrze się jutro uwinę,to wyjdzie mi szycie tego patchworku 4x8 h. Czyli 48 h. Dzisiaj wpadła do mnie koleżanka i oświeciła mnie ,że kupiła dla mamy w England patchwork robiony ręcznie 200x200 cm za 10 funtów.
Chyba sobie w łeb strzelę.......
A najważniejsza wiadomość dnia....od 1 lipca do 1 września nie wstaę o 6.00 tylko o 8.30!!!!!
I to jest pikne!!!
Szycie dużego patchworku to sprawa nieźle wysiłkowa. Szczerze mówiąc ,zastanawiałam się zawsze oglądając tutoriale ,na cholerę mam sobie do szycia zakładać rękawice ogrodnicze,wiecie ,takie szorstkie od dołu??? No i już wiem....bo inaczej trzeba by mieć bary jak Gołota.
Ale po kolei. Płachta z 700 prostokącików została zszyta, dookoła zyskała obramowanie ze świątecznego białego obrusa...nic innego nie miałam pod ręką. Zrobił się problem z ociepliną, bo jej nie miałam. Ale po cóż mieć talent zbieracza? Wytargałam z pudła leżakujący stary filc w pięknym koloże wściekłego różu. Nie nadawał się do niczego ,nadaje się na wkład do kapy ,bo jest cienki i lekki. Został przyspawany agrafkami i milionem igieł. Po czym zaczęło się owo sławetne pikowanie. Ja oczywiśnie ,pierdoła, olałam rękawisie ogrodnicze,i po jakiś 20 minutach szycia dostałam skurczu obu rąk ,ramienia ,szyii i nawet kręgosłupa. Przeszywać to ,to jest katorga,ale przeszyłam do połowy. Ponieważ w operowaniu takim latawcem wprawy jeszcze nie mam , pikowanie nie szło idealnie między kawałkami tkanin,tylko via zwykłe stebnowanie. Takie cuda zostawię sobie na dalszą praktykę. Białe boczki świetnie zaś się nadadzą na ćwiczenie lotu trzmiela. Albo w moim przypadku prędzej slalomu zawianego Guntera....
Oczywiście moje talenta matematyczne i obliczenia na poziomie fizyki kwantowej przydały się jak Eskimosowi lodowka... Miał być 160x 180 cm a jest 156 na 174 cm . I tak dobrze ,że nie rąbnełam się o pół metra.....
Jak dobrze się jutro uwinę,to wyjdzie mi szycie tego patchworku 4x8 h. Czyli 48 h. Dzisiaj wpadła do mnie koleżanka i oświeciła mnie ,że kupiła dla mamy w England patchwork robiony ręcznie 200x200 cm za 10 funtów.
Chyba sobie w łeb strzelę.......
A najważniejsza wiadomość dnia....od 1 lipca do 1 września nie wstaę o 6.00 tylko o 8.30!!!!!
I to jest pikne!!!
czwartek, 27 czerwca 2013
Patchwork- jak szyć to od razu z grubej rury ...
Czyli kołdrę. A właściwie kapę. Zbierałam i zbierałam różne ścinki,resztki bawełny, które świetnie się nadały na połączenie z trzema zdobycznymi lumpowskimi poszewkami. Najtrudniej było wymyśleć wzór. Doszłam do wniosku że chcę ,zeby na tej kapie był taki bałagan. Więc wycięłam prawie 700 kawałków w formie prostokąta ,szerokości 6.5 cm a długości to jak starczyło,pozszywałam to w określonej kolejności ,potem znów pocięłqm na pasy 160 cm ( kapa będzie miała w końcowym efekcie 200x220 cm) bo środek będzie 160 na 180cm. Do tego dojdzie białe obramowanie ok 20 cm i lamówka. Całość ma być w stylu radośnie skandynawskim:-) cięcie zajęło mi 6 h ,zszywanie w długaśny pas 7 i teraz te pasy zszywam....
Kolorystycznie będzie mi pasować do kwiatków na tarasie:-)
I wydaje mi się ,że coś mi zostało z dzieciństwa....albo dziecinnieję. Podobają mi się różne odcienie różu ,amarantu ,fioletów w zestawieniu z bielą^^
Kolorystycznie będzie mi pasować do kwiatków na tarasie:-)
I wydaje mi się ,że coś mi zostało z dzieciństwa....albo dziecinnieję. Podobają mi się różne odcienie różu ,amarantu ,fioletów w zestawieniu z bielą^^
Subskrybuj:
Posty (Atom)


















































