Rzecz niesłychana się stała ,uszylam coś dla siebie! I nawet dałam się sfocić,pozując co nieco. Nie lubię dla siebie szyć, bo po pierwsze przymiarki to tragedia,a po drugie zawsze jestem niezadowolona z tego jak wyglądam. Ot taki kompleks. Więc i tak w mojej szafie do zeszłego roku królował czarny kolor. Rozjaśniać się zaczęło dopiero w tym roku. A szyję dla siebie dopiero jak na cztery litery nie mam co włożyć. Taaa. Miała to być sukienka ,ale zostało za mało materiału ,więc wyszła tunika. W sam raz na pierwszy powiew jesieni. No co Burda może straszyć jesienią ,a ja nie?? No i oczywiście kieca jest z lnu. Zostałam fanką lnu. Teraz przymierzam się do płaszcza na jesień, bo odkryłam len z wełną. Cudo. A jakie kolory...i tak proszę Was prezentuję tunikę . Model wykombinowałam ,łącząc zaszewki z sukienki z Burdy .chyba 9/12 ,ze moją ulubioną litera A . Zaszewki musiałam przemieścić,ale idea mi odpowiada. Rękawy cięte z dwóch części. Na plecach zamek . Dekolt podłożony. I na pewno uszyję sobie taką czarną,a co! I może jeszcze sukienkę..to dopiero będzie szaleństwo :-)
A pozdrawia was Lewitująca Banda Zośki ,która zwiększyła swój stan.
:-)
czwartek, 25 lipca 2013
środa, 24 lipca 2013
O rzymskich lnianych roletach i graciarni....
Poranki. Cisza i spokój. Rześkość i światło. Kot drący się o jedzenie. Ach te poranki. Bez dwóch kaw nie przegadasz. Dziś jest tak piękny dzień ,że jak mówi mój małżonek,dupę urywa :-)
Jakiś czas temu zaczęłam sobie szyć lniane rolety na okna. Z prozaicznego powodu- to co w sklepach w ogóle mnie nie powalało. Do tej pory uszyłam ich pięć, w dwóch rodzajach. Na okna w kuchni z lnianej surówki, do pokoju zaś z siateczki lnianej ,wykończonej lnem w róże. Szycie rolet rzymskich jest w zasadzie bardzo proste, jedynie uzyskanie osprzętu do nich tanio to już wyzwanie. Ale od czego inwencja i castorama? Szyję je w dwóch wersjach ,montowane na ścianie i do zawieszenia na karniszu. I te chyba są lepsze,bo łatwiej je ściągnąć i rozbroić do prania. No i można je zmieniać jak firanki:-)
A dzisiejsze zdjęcia będą pod znamiennym tytułem " Z pamiętnika graciary"... Czyli co tam zbieram. Anioły . Hm orginalne! Ale wszystkie handmade,w dodatku niektóre przez dziecko na różnych etapach . Butelki...i to i tak kolekcja okrojona. Stare kuchenne akcesoria. Głównie po babci i teściowej. Chlubą są maszynki do mielenie i przedpotopowy prototym miksera na ręczny napęd. Do tego jeszcze emaliowane cedzaki,chohle, bajery;-) do tego pokażna kolekcja kubków,filiżanek ,talerzyków ,każdy " z innej parafii". I żaden z internetowych ,desingarskich sklepów,wszystkie z demobilu :-)
Zapomniałam dodać ,że wytrawny ze mnie zbieracz kamieni. Jedni zbierają znaczki,inni buty, ja ,cóż kamole. Wielkie kamole.....
Jakiś czas temu zaczęłam sobie szyć lniane rolety na okna. Z prozaicznego powodu- to co w sklepach w ogóle mnie nie powalało. Do tej pory uszyłam ich pięć, w dwóch rodzajach. Na okna w kuchni z lnianej surówki, do pokoju zaś z siateczki lnianej ,wykończonej lnem w róże. Szycie rolet rzymskich jest w zasadzie bardzo proste, jedynie uzyskanie osprzętu do nich tanio to już wyzwanie. Ale od czego inwencja i castorama? Szyję je w dwóch wersjach ,montowane na ścianie i do zawieszenia na karniszu. I te chyba są lepsze,bo łatwiej je ściągnąć i rozbroić do prania. No i można je zmieniać jak firanki:-)
A dzisiejsze zdjęcia będą pod znamiennym tytułem " Z pamiętnika graciary"... Czyli co tam zbieram. Anioły . Hm orginalne! Ale wszystkie handmade,w dodatku niektóre przez dziecko na różnych etapach . Butelki...i to i tak kolekcja okrojona. Stare kuchenne akcesoria. Głównie po babci i teściowej. Chlubą są maszynki do mielenie i przedpotopowy prototym miksera na ręczny napęd. Do tego jeszcze emaliowane cedzaki,chohle, bajery;-) do tego pokażna kolekcja kubków,filiżanek ,talerzyków ,każdy " z innej parafii". I żaden z internetowych ,desingarskich sklepów,wszystkie z demobilu :-)
Zapomniałam dodać ,że wytrawny ze mnie zbieracz kamieni. Jedni zbierają znaczki,inni buty, ja ,cóż kamole. Wielkie kamole.....
niedziela, 14 lipca 2013
Szycie kontra fucha rodem z kamieniołomu...
Po kilku dniowej przerwie ,strasznie ciężko było się wziąść do roboty. Jedyna mobilizacja ,to zamówione sukienki ,które trzeba było uszyć. Mówiąc krótko mam strasznego lenia. Leniwe ciepłe poranki ,leniwie płynące dni,leniwie przesuwająca się nić w maszynie ,a na koniec leniwy leżink z łomżingiem w leniwe chłodne wieczory. A kiedy trafi się na przerwę w dostawie świeżej parti morderczych komarów ,robię skalniaka. Mój bidny Chłop jak słyszy słowo " kamień" to od razu ma naderwany kręgosłup i zaczyna wrzeszczeć :-) cóż się dziwić ,spójrzcie jakiego korzenia mu ostatnio z lasu kazałam przytargać hyhy. Czterech chłopa go wyciągało z ziemi....
Narazie leży sobie i nabiera mocy, ja zaś wykańczam sklaniak pod oranżerią,nawożę ziemię,układam kamienie,ręce mam jak gibon,sadzę kwiatki,które zwozi mi sąsiadka( dzięki Ci Boże za dobre sąsiadki:-)) i uczę się robić konfitury. Teraz gruszkowe z pomarańczą. Zjeść sobie śniadanie w letni dzień na tarasie,smarując sobie grzankę własną konfiturą...bezcenne. A tym bardziej nie otruć się tą konfiturą:-)
Ale wróćmy do tematu szycia...
Takie to uszyłam sukienki lniane połączone z dzianiną. Zamysł był ,żeby były wygodne ,luźne i bez zamka. Biała jest tak uszyta ,że pasuje na rozmiar40-44. zbierana sznurkiem w talii. Druga szyta była na rozmiar 38 dla bardzo wymagającej klientki. falbanki przy dekolcie ze trzy razy zieniałam,ale wersja końcowa podobałasię zarówno mi jak i przyszłej właścicielce. I Bogu dzięki,bo na piątą wersję to już pomysłu nie miałam.....Ostatnią uszyłam lnianą torebkę typu wór. Bez podszewki ,za to z wszytą kieszonką na zamek.
Po czym całą sobotę i niedzielę wyrabiałam etat w kamieniołomie....
Narazie leży sobie i nabiera mocy, ja zaś wykańczam sklaniak pod oranżerią,nawożę ziemię,układam kamienie,ręce mam jak gibon,sadzę kwiatki,które zwozi mi sąsiadka( dzięki Ci Boże za dobre sąsiadki:-)) i uczę się robić konfitury. Teraz gruszkowe z pomarańczą. Zjeść sobie śniadanie w letni dzień na tarasie,smarując sobie grzankę własną konfiturą...bezcenne. A tym bardziej nie otruć się tą konfiturą:-)
Ale wróćmy do tematu szycia...
Takie to uszyłam sukienki lniane połączone z dzianiną. Zamysł był ,żeby były wygodne ,luźne i bez zamka. Biała jest tak uszyta ,że pasuje na rozmiar40-44. zbierana sznurkiem w talii. Druga szyta była na rozmiar 38 dla bardzo wymagającej klientki. falbanki przy dekolcie ze trzy razy zieniałam,ale wersja końcowa podobałasię zarówno mi jak i przyszłej właścicielce. I Bogu dzięki,bo na piątą wersję to już pomysłu nie miałam.....Ostatnią uszyłam lnianą torebkę typu wór. Bez podszewki ,za to z wszytą kieszonką na zamek.
Po czym całą sobotę i niedzielę wyrabiałam etat w kamieniołomie....
niedziela, 7 lipca 2013
Ostatni raz....
I ostatni już krakowski spleen. Dziś wracamy do domu a jutro do pracy. Wielokulturowość Krakowa sprawiła ,że pomysłów mam masę,mam nadzieję, że chęci wystarczy i że skleroza mnie nie dopadanie :-) i o dziwo po raz pierwszy nic oprócz wspomnień ze sobą do domu nie przywlokę....
Na trzecim zdjęciu nowa uliczna moda na zbieranie kasy...prawie jak Sztukmistrz z Lublina :-)
Na trzecim zdjęciu nowa uliczna moda na zbieranie kasy...prawie jak Sztukmistrz z Lublina :-)
sobota, 6 lipca 2013
Nadajemy z Krakowa :-)
Dziś chcę ,żebyście zobaczyli to miasto moimi oczami. Dlaczego lubię tu wracać,co mnie urzeka,jakie kolory,obrazy ,dźwięki ,zapachy ze sobą uwożę. Dla mnie cały Kraków ogranicza si do Kazimierza. Tam się snuję godzinami ,przesiaduję na krawężnikach ,i zawsze wracam. Dziś pokazuję go Córce. Chcę pokazać i Wam :-) manufaktury ,małe sklepiki handmade,komisy, żydowskie knajpki,turyści...to wszystko składa się na niepowtarzalny klimat
Skąd serdecznie pozdrawiam...
Skąd serdecznie pozdrawiam...
czwartek, 4 lipca 2013
Namiastka wakacji :-)
Patchworkowa kapa już skończona, poszłam siłą rozpędu i uszyłam sobie jeszcze dwie serwety. Po czym postanowiłam zaszaleć ostatecznie i z lnu na żakiet przeznaczonego uszyłam sobie( wreszcie ) torbę na lato. Len jest przecudnej urody i morskiego koloru. Podszewka z jyskowego obrusa kupionego po bardzo okazyjnej cenie. W efekcie powstała mieszanka kolorystyczna ,która mnie osobiście bardzo odpowiada. Przepakowałam więc swój " pierdelnik" ,jak to malzonek określa i wyruszyliśmy na wyprawę do Krakowa. Będzie więc plażing ( nad Wisłą) leżing( pod smokiem) i byczing :-) . Mam zamiar szwędać się i napawać, bo Kraków to takie miejsce,które zawsze mnie zadziwia.
A więc komu w drogę,temu rower ...
P.s kiełkuje mi pomysł na ramki na zdjęcia ....
Ps 2 achh i zapomniałąm dodać ,że to wszystko w ramach Uwolnij Tkaniny. No skleroza choroba...
Leżało to i leżało......aż się zlitowaia doczekało. Co prawda trochę innego niż im (tkaninom) było przeznaczone ale co tam :-)
A więc komu w drogę,temu rower ...
P.s kiełkuje mi pomysł na ramki na zdjęcia ....
Ps 2 achh i zapomniałąm dodać ,że to wszystko w ramach Uwolnij Tkaniny. No skleroza choroba...
Leżało to i leżało......aż się zlitowaia doczekało. Co prawda trochę innego niż im (tkaninom) było przeznaczone ale co tam :-)
Subskrybuj:
Posty (Atom)




















































