środa, 12 lutego 2014

Cud w blogosferze!!!!

Blogosfera to miejsce ,które niezmiennie od wielu lat zadziwia mnie ,fascynuje i przyprawia oo cholernie pozytywne uczucia :)
A w ostatni weekend po raz kolejny przekonałam się ,ile dobroci serca ,pozytywnych działań i po prostu świetnych ludzi zawiera.
A rekord na skali tej pobiły Hana i Mika z bloga Dzika Kura w Pastelowym Kurniku www.dzikakurawpastelowym.blogspot.com
To co one nawyrabiały ,po raz kolejny udowodniło ,że w ludziach i bezinteresowności ogromna siła i pokłady poprawnych odruchów leżą.
Dziewczyny zorganizowały aukcję na rzecz Fundacji Domu Tymianka, zbierając kwotę 1250 zł. I to wszystko w wąskim gronie " czytaczy" Kurnika. Przez 2 dni.
Ori i jej fundacja daje schronienie i opiekę wielu skrzywdzonym psom i kotom. Nadaje im " ludzką " twarz . Ta pomoc i opieka jest mądra ,skuteczna i niestety sporo kosztuje . Na pewno wiele z Was bloggerów,bloggerek i czytających ,zna Ori i blog Pełnia Lata w Domu Tymianka. Więc wiecie jak to u Niej wygląda . Jak nie wiecie to przeczytajcie ,bo warto . To jest niezwykłe przedsięwzięcie.
Dlaczego o tym piszę.?
Po pierwsze wiem ,że takie aukcje będą cykliczne. Zwierzęta potrzebują jedzenia i opieki i co najważniejsze pieniędzy cały rok ,nie tylko wtedy ,kiedy rozliczamy się z podatków .
Dlaczego właśnie Ori i jej Fundacja? Ktoś mógłby powiedzeć ,że przecież naszych pieniędzy bardziej potrzebują chore dzieci ,fundacje na rzecz hospicjów, WOŚP i ludzi ,których dotknęły choroby i nieszczęścia. Ano właśnie. Tu jest sedno problemu. Widząc apel o pieniądze i datki na rzecz zwierząt na facebooku czy na blogach najczęściej ,lajkujemy ,wieszamy baner i ....czujemy, że mamy spokojne sumienie . Zrobiliśmy "coś". Klikneliśmy. Podaliśmy dalej. Czujemy się dobrze. I zapomianamy.
Tyle, że samo klikanie nie napełni psich brzuszków ,nie zapewni im opieki weterynarza. Jesteśmy znacznie bardziej skłonni dać pieniądze w przypadku tragedii ludzi ,w przypadku zwierząt częściej dajemy samą informację.
To co piszę ,jest pewną generalizacją. I skłania mnie do myśli, że trzeba dokonać pewnego wyboru,komu pomagamy. JA chcę pomóc Tymiankom. I namawiam Was też.
Po trochu dlatego ,że uważam ,iż człowiek ,który krzywdzi zwierzę,tym łatwiej skrzywdzi człowieka. Po trochu ,bo naoglądałam się wyworzonych przed wakacjami psów i kotów,które znajdujemy o wiele za często ,chociażby w lasach w okolicach domu. Bo sama mam 2 psy i 4 koty ,z czego tylko jeden pies był " nabyty" . Reszta to ofiary ludzkiej bezmyślności. Najbardziej wkurza mnie ,gdy widzę jak ktoś kupuje zwierzę, bo malutkie jest fajniutkie ,i dzieci będą się cieszyć, i fajnie to będzie mieć takiego kiciusia czy szczeniaczka, a potem okazuje się ,że piesek zżarł panu buta za 300 zł ,albo kot obsikał nowy dywan, a nie wypasioną kuwetę z filterm. I wtedy już nie jest fajny ,jest kłopotliwy. A potem okzuje się ,że jak pańciuś i pańciusia chcą wyjechać na weekend/ wakacje czy co tam ,to nikt nie chce zwierzęciem się zająć. I co tu zrobić??? Taki problem....no cóż wywieziemy do lasu ,to zwierze ,poradzi sobie.
Tylko ,że zwierze wychowane w domu ,często sobie NIE radzi. Nie umie zdobyć pożywienia ,nie obroni się chociażby przed wioskowymi ,zaprawionymi w boju psami,lisa i i innymi niebezpieczeństwami. Ktoś przywiązuje psa w lesie do drzewa ,myśląc: " Ktoś go znajdzie i zabierze" . Wyrzuca psa dziesiątki kilometrów od domu na drodze, bo " są przecież odpowiednie instytucje ,ludzie ,którzy się nim zajmą. Nie zginie" . Bezmiar ludzikego okrucieństwa i głupoty są w takim wypadku przerażająco ogromne.
Tymi " instytucjami " są własnie takie osoby jak Ori i jej Fundacja Domu Tymianka. To Oni są opozycją do ludzkiej bezduszności.
I uwierzcie mi ,że czasami nawet 5 zł ,nawet 1 zł przelana na konto fundacji ,zmienia bardzo wiele. Bo jak myślimy ,że nie warto takich małych kwot przelewać ,to bardzo się mylimy. Niech 100 osób przeleje 1,2,5 zl, uzbierają się setki . To będzie więcej niż jak jedna osoba przeleje 100 zł.
Dlatego pamiętajcie o Ori ,pamietajcie o aukcjach w Kurniku. Jak będziecie robić przelewy za rachunki ,poślijcie 5 zł,10,20 na fundację. To będą ogromne dary serca. Cenniejsze milion razy niż lajowanie. Bo realne.
W drugiej połowie marca będzie w Pastelowym Kurniku następna aukcja na rzecz Tymianków. Jeśli możecie ,licytujcie. Fanty są świetne :) Jak nie macie pieniędzy ,to może możecie coś na aukcję przekazać do licytacji?? Albo chociaż podać info dalej :))
Napisałam się strasznie. Ale nie mogę ,szlag mnie trafia jak widzę krzywdę zwierząt. A ponieważ nie mam tej determinacji ,siły i odwagi ,żeby jak Ori stworzyć dom dla tylu zwierząt co bym chciała, mogę pomoc chociaż w ten sposób. Przekazując rzeczy na licytację,sama licytując, ale też po prostu nie zapominając :)))
Wierzę w to ,że siła blogosfery i ludzkiej dobroci sprawi ,że w ogromnej ilości histori o ludzkich potrzebach ,znajdzie się miejsce w waszych sercach dla Ori i jej Tymianków :))
I może wpiszcie sobie nr konta Fundacji Domu Tymianka w przelewy zdefiniowane na koncie internetowym, jak posiadacie takowe. Tam gdzie macie wpisanych odbiorców przy płaceniu rachunków. Dzięki temu nie zapomina się tak łatwo. Dzięki temu ,jeśli raz na jakiś czas wyślecie choć parę złotych ,Ori będzie mogła przestać tak bardzo martwić się o codzienne wydatki ,związane z utrzymaniem Tymianków. Te parę złotych są bezcenne.
 Fundacja „Dom Tymianka”,
 Kołaki - Kwasy 8, 06-406 Opinogóra Górna,
 konto bankowe BZ WBK: 52 1090 1694 0000 0001 1684 9209




Boziu
Mam nadzieję ,że komuś będzie się chciało to przeczytać;)
Z futrzastym pozdrowieniem
Klaudia

A to moje osobiste Tymianki ,które jak widać do akcji choć parę swoich kłaków chcą dołożyć :)


                                            won z mojej  kuwety!!!



                                                         kuku

Piękność dnia czyli Saba, Normiś zazdrośnik i Pan na Włościach

                                a tu pomagamy robić na drutach....
                     taki oto pełen wyrzutu widok ,po wejściu do domu..
                                       "Gdzie byłaś do cholery????"


                                          ani chwili spokoju :))

wtorek, 28 stycznia 2014

Poranek

Wysuwam na zwiad stopw spod kołdry. Działa jak najlepszy termometr. Motywuję się do opuszczenia ciepłego lóza. Zmuszam się wręcz i przekupuję dobrą kawą. Powoli zmierzam do kuchni. Na ślepo prawie,bo wzrok mi się jeszcze ze światem nie skalibrował,nasypuję kawy do kawiarki. Szatańska musi być! Czarna jak niebo o 6 rano. Trochę mleka ,co by żołądek kozła nie fiknął. Kombinuję śniadanie. A o tak wczesnej godzinie mój twórczy zapał kuli się w sobie i zapiera nogami. Oczy łapią ostrość . Powoli świat nabiera barw . Odchodzi siny świt . A ja w twarz dostaję takim widokiem......
Eh i jak tu mieć chandrę??
Pozdrowienia z Matplanety :)








środa, 22 stycznia 2014

Dress na stres

I tak ,nadszedł ten wielkopomny moment ,kiedy z czystym sumieniem mogę powiedzieć, Burda się popisała. Tę kurteczkę z dresówki uszyłam na wyraźne życzenie dziecięcia mego. I o dziwo,nic nie musiałam przerabiać. Parę zmian wprowadziłam i wszystko gra. W lekkim więc szoku jestem ,bo do tej pory to co wykrój z Burdy ,to ja w spazmy i więcej przerabiania,dopasowywania ,niz to warte. Dlatego wolę szyć na swoich kilku podstawowych wykrojach ,jako baza, przerabiając tylko ku ogólnej uciesze tłumów:)
Burda 11/2013 model 117. Malina
Czuwaj!







wtorek, 21 stycznia 2014

Yes Dress na Stress

Czyli pokutna szata.
Za pomocą Czarodziejskiej Maryś ,weszłam w posiadanie dużej ilości cudnej dresówki ,ciepłej i miłej jak kocie futerko. I teraz będę katować ją do oporu. Na pierwszy rzut poszła sukienka. Tak ją trochę pociąć trzeba było ,co by nie odstawała jak wór pokutny. Egzamin przeszła ,nosi się wybitnie wygodnie w te zimowe dni. Skonstruowałam też bluzę oversizową. Ale tę muszę sfocić na sobie, bo moja modelka wygląda w niej nieco pokracznie.
Sukienka to rozmiar 42 bo prototypy szyję na siebie. Jakoś tak mi łatwiej .Wrzucę na grzbiet i wiem ,czy się w tym chodzić da. Można powiedzieć ,że będzie to jakaś dresowa kolekcja:)
U nas wściekła zima ,choć jak czytam co tam u dziewczyn pozamarzało ,to jednak my mamy jakąś kulturalniejszą tą zimę tej zimy. Przynajmniej na razie.
Zamykam się w pracowni ,oglądam jedynie niebo i padający puszek biały ( jak topnieje i zamienia się w breję ,staram się nie oglądać.) Robię sobie odżywki na włosy ,domowe, co bym na wiosnę powaliła urodą okoliczne formy życia(sarny na przykład??) . Odżywiam się korzonkami i robionymi sokami, co by jednak rozmiar zmienić. A do tego uczę się rosyjskiego. Z dzieckiem . I dla siebie. I fizyki. To już nie dla siebie.
No i szyję....koty też jakoś tak zimowo czas spędzają. Wpychają mi się do kartonów z materiałam ,a jak już się wepchną to śpią całymi dniami.
Czekam na wiosnę...
A dwa dni temu na skalniaku szaleństwo! Kwiat:)


Z braterskim pozdrowieniem
K.











środa, 15 stycznia 2014

Patchworkowa kapa z lnu- uwolniona.

Z perspektywy szycia- len i patchwork ,to jest wyzwanie. Przesuwa się to to i nie chce być prosto,uciąga ,nacięga. Ale dałam radę i kapa jest :) co prawda szycie szło opornie z przygodami typu zapalenie uszu (u córy) i pęcherza ( a jakże u mnie) ,ale jesteśmy już u bram.
Cała kapa powstała z kilku dziwnych kawałków lnu ,który dostałam razem z innymi materiałami od rodzinki w ramach ich przedświątecznych porządków. Len poszedł do prania i został zadysponowany na sypialnianą kapę. Już prawie mi ta sypialnia zaczyna przypominać tą wymarzoną,jeszcze tylko muszę tej dziadowskiej wykładziny się pozbyć. Bo psuje cały efekt....a ma być w stylu skandynawskim. Czyli biała ,jasna ,naturalne tkaniny ,drewniana podłoga i takie inne duperele. :)
Jak zwykle przy szyciu mam wiernych pomocników. Nora wypróbowała miękkość i przydatność do spania istwierdziła ,że fajnie jest. Kapa jest od spodu podszyta polarem,żeby mogła pełnić też rolę dodatkowego przykrycie ,bo co tu dużo mówić ,ponoć w końcu zima będzie. A sama kapa to 160 kwadratów i 48 trójkątów...
P. S. Co prawda żaden kot nie jest złoty,ani nawet rudy,ani nawet żółty,ale jak widać dzielnie pomagają. Co prawda głównie śpiąc i kradnąc nitki,ale kto by się tam czepiał....
Z szyciowego frontu pozdrawiają: Kapral Bimber, major Kaziu i akuszerka Norka.
No i ja:)














piątek, 10 stycznia 2014

Uwalniamy pufy bo skamlały o łaskę

Ja to tak mam jak się dorwę do szycia ,będź bloga to leci hurtem . Po czym przechodzę w stan zawieszenia.
Porobiłam sobie zdjęcia stoliczka rano i doszłam do wniosku ,że pufy mi już nie pasują. Jakieś banalne są. To je odnowiłam za pomocą pokrowca ,uszytego a jakże z uwolnionych tkanin.
Nie gadam pokazuję....
W tle drugiego zdjęcia widać brzydkie pufy ,które jednak dużą estymą moj małżonek darzy.
Potem proces tfurczy i efekt końcowy. Dwa posty na dzień. Rozpusta...













Jak co roku dłamatycznie na początek...więc pouwalniajmy tkaniny

Jakoś mnie nie nastroiło świątecznie-noworocznie mimo bigowskiej choinki. Muszę odnaleźć się w nowej rzeczywistości,która jak zwyklę woltę wykonała i mnie wykopała w kosmos. No ale cóż . Se la vie. Z tej racji coś mi się poprzestawiało w organiźmie i spać nie mogę. Plus tej sytuacji jest taki,że z maszyną się pogodziłam . A to nastraja mnie optymistycznie i wręcz czasem uskrzydla. Bo nie ma nic lepszego jak pozachwycać się własnymi talentami :) no co taki domowy X-Factor^^. A szczególnie w sytuacji ,kiedy inni się nami mało zachwycają :p. Korzystam z przeniesienia pracowni w domowe progi i szyję o najbardziej walniętych godzinach ,bo kto mi zabroni?? No i szyję znacznie częściej to, co naprawdę mam ochotę szyć ,a nie to co " muszę" . To też taka przewrotność. Niestety ,narazie moja etetowa modelka albo nie wygląda zdjęciowo ,bo chora ,albo ma tyle zajęć ,że na modeling czasu nie starczy. Więc zdjęć mało. W samojebkach raczej mistrzostwa nie osiągnę,więc daruję sobie zalew bloga zdjęciami z łazienkowego lustra:)
Wszelakie ostatnie szycie to uwalnianie tkanin ,których niedługo nie będę miała gdzie upychać. A są na tym świecie różni dobrzy ludzie ,którzy mi przynoszą zalegające materiały - po babci ,cioci lub przy okazji porządków przedświątecznych. Więc muszę je wyszywać :)
Efekt mojej wątpiwej maszynowej nadpobudliwości to chociażby wczorajszy pokrowiec na zjarany ikeowski stolik lack,który ,co prawda 19 zł kosztował ,ale szkoda wyrzucić(ehhh eko...) i trzeba mu było wygląd zacny przywrócić. Szczególnie ,że pełni rolę stolika nocnego. Więc budząc się rano przeżywałam katusze.
A więc pierwsza- odsłona stolika ikea lack ,model zjarany po przejściach:
Odsłona druga- torba ( dla mnie osobiście:)) ze starej skórzanej kurtki:
Odsłona trzecia - pokrowiec na wydrapany przez koty kosz ,który zaburzał moje poczucie estetyki:
Odsłona czwarte : uwolnić Bimbra!!!
Odsłona piąta- tyle jeszcze tkanin do uwolnienia!

Z wietrznym górskim pozdrowieniem
Happy New Year ...z poślizgiem ale szczerze:)