poniedziałek, 5 marca 2012

Szlachetne zdrowie....to nie w tym kraju!

I tak mój szyciowo-weekendowy plan padł. zamiast przy maszynie , to przy szpitalnym łóżku Córy. To moje maleństwo jak zachoruje to od razu z fajerwerkami. Nie chorowała od prawie 7 lat. W czwartek miał wysoką gorączkę, więc przypomniałyśmy się naszej pani Doktor. I od razu szpital ,bo złe wyniki i w ogóle jakaś koszmarna infekcja bakteryjna. Wniosek z tego doświadczenia mój osobisty:
1. nasza pani Doktor jest jedynym lekarzem ,która się nie szczypie i jak coś nie tak kieruje na badania dodatkowe, dzięki czemu można lepiej leczyć. W nosi ma NFZ ważniejszy jest pacjent. Szczególnie mały pacjent.
2. Nasz jeleniogórski szpital to koszmar. Pomijam to że brudno-sala przez weekend ścierki nie widział. Pracownicy zasłaniają się źle funkcjonującym systemem, tylko co ma system do życzliwości ludzkiej. Miałam wątpliwą okazję zobaczyć jak się panie pielęgniarki odnoszą do dzieci ,przy których nie ma rodziców, w efekcie dwa dni  spałam na krześle ,albo z Córą.....Że nie wspomnę o procesie przyjmowania chorych na SOR-ze to już w ogóle przechodzi pojęcie,z wysoką i wymiotami czekałyśmy 3 h zanim łaska. wie ktoś zlezie z góry i Córę zbada. A jak już mnie szlag trafił i chciałam zrobić awanturę ,to n drzwiach dojrzałam kartkę na której był tekst w stylu "salowej nie obrażaj bo to system do dupy  nie ludzie...." Pomijam fakt ,że salowa na pytanie ,kiedy zejdzie do nas lekarz "Powiedziała " A co śpieszy wam się gdzieś??" Wymiękłam.....Już miałam nadzieję ,że młoda puści pawi na korytarzu ,to może się pośpieszą.
3. Omijać ten cholerny szpital z daleka. Co gorsza to nie pierwszy raz się przekonałam ,że to nie system, to znieczulica i ludzie.
No to sobie ponarzekałam.
Ale żeby nie było uszyłam też coś....Zaczęłam eksperymentować z nowymi formami torebek. Uszyłam dwie żółte ,jedną granatową. A teraz w planach mam dwie czekoladowe i jedną wściekle czerwoną.....
 Wersja granatowa super worka ze skóry-przerecyklingowałam już połowę strychu. Jako tło gustowny róg jelenie po raz wtóry...
 Kaziu mój pomocnik ,zawsze w pełnej gotowości do obgryzienia nitki...Z powodu cholernego remontu zawłaszczyłam stół kuchenny ,przez co cała rodzina n mnie bykiem patrzy bo muszą jeść na kolanach...

Środek torebuni,zmieści 2 kg ziemniaków i kurę, no i oczywiście standardowe wyposażenie damskiej torebki

 A na koniec zaopatrzenie z najlepszej pod słońcem polskim cukierni. I to prawdziwej cukierni bo produkującej ręcznie cukierki. Miód ,miodzio niebo w gębie. Kto będzie w Gdańsku w te pędy niech leci na Długi Targ i zaopatrzy się na zapas ,bo uzależniają. Tu resztki z 2 kg. Patrzcie na te wzorki, jest nawet słodki znaczek BMW i serduszko, że nie wspomnę o cukierku okolicznościowym z imieniem ....Całe szczęście ,że Chłop ma tam chody ;-)

Chłop po przeżarciu cukieraskami

I tym optymistycznym akcentem kończymy post co zaczął się szpitalnie...

1 komentarz:

  1. O żesz, ręce aż opadają! Pozostaje tylko życzyć Córce Twej zdrowia, a Tobie wytrwałości. Cukieraski wymiatają, ale trochę się boję tych skutków ubocznych z ostatniego zdjęcia :-)

    OdpowiedzUsuń