I ostatni już krakowski spleen. Dziś wracamy do domu a jutro do pracy. Wielokulturowość Krakowa sprawiła ,że pomysłów mam masę,mam nadzieję, że chęci wystarczy i że skleroza mnie nie dopadanie :-) i o dziwo po raz pierwszy nic oprócz wspomnień ze sobą do domu nie przywlokę....
Na trzecim zdjęciu nowa uliczna moda na zbieranie kasy...prawie jak Sztukmistrz z Lublina :-)








Oj, tam moda trwa już kilka lat..widać dochodowy interes:-)
OdpowiedzUsuńOoo to ja pierwszy raz widziałam takiego cudaka:-)
UsuńI nie tylko Kraków opanowała!
OdpowiedzUsuńKraków jest piękny. Ostatni raz byłam w Kraku chyba w 2011 roku. Mam nadzieję, że w przyszłym roku znów zrobimy sibie wycieczkę do tego pięknego miasta :)
OdpowiedzUsuńKraków to nasz czakram, a i zawodowo wiele razy tu trzeba przyjeżdżać; ten fakirek to już któryś rok tam "wysiaduje";)) Wyjechałam z Krakowa przed weekendem, bo lato+weekend w Krakowie=MASAKRA;) Szkoda, żeśmy się nie spotkały;)))
OdpowiedzUsuńA ja tam od czwartku byłam.:(( co prawda to prawda,weekend był masakrujący ,ale mnie zależało na koncercie finałowym FKŻ. Był czadowy...
UsuńA szkodaaaaaaaa!
Niczym na ulicach włoskich miast, też tak siedzą te faikry. Może ja bym tak na swojej mazurskiej wsi zasiadła i trchę ojro nazbierała?
OdpowiedzUsuń