Wczoraj o godzinie 23.00 mocno wkurzona na rzeczywistość, zabralam się za pieczenie ciasta z rabarbarem. Rabarbar dostałam u sąsiadki ,leżał sobie jak wyrzut sumienia. Potem stan emocjonalny zadziałał i powstało ciasto.
A dziś rano czytam - Międzynarodowy Dzień Pieczenia :)
A rabarbarowiec idealny na świętowanie ;)
Robię go tak:
Ciasto kruche nieco ulepszone przeze mnie. Jeszcze rok temu biorąc się za pieczenie wytrułabym rodzinę, a dzisiaj sama stwierdzam ,że pieczenie idzie mi coraz lepiej^^
2 szklanki mąki
1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
1/2 szklanki cukru
180 g masła.
3 żółtka
1 łyżka gęstej śmietany ,najlepiej kwaśnej.
Mąkę przesiewam ,mieszam z proszkiem i cukrem . Dodaję posiekane masło bardzo zimne. Siekam nożem. Na to 3 żółtka i łycha śmietany. Teraz szybko jak błyskawica zagniatam ,żeby masło nie zmiękło i pakuję do zamrażarki na 10 -20 min.
Nastawiam piekarnik na 180*c grzanie góra- dół
Ono się chłodzi, a ja w tym czasie robię
1 . Rabarbar-obieram ,kroję na ok 1cm kawałki, wrzucam na rozgrzaną suchą patelnię ( najlepiej metalową ze stali szlachetnej albo ewentualnie teflon. Broń Boże aluminiową ,bo będzie rabarbar na, aluminium walić). Zasypuję pół szklanki cukru i na dużym ogniu mieszam aż puści sok. Przerzucam na sito. ( odsączony sok nadaje się do picia po rozcienczeniu)
2. Robię kruszonkę
Niezawodne proporcje to
100 g masła ( wyjęte wczesniej z lodówki ,nie za twarde)
100 g cukru
200 g mąki
Wrzucam do miski i palcami rozcieram ,aż powstaną grudki.
3. Piana. Ubijam białka z jajek na sztywno ,na początku dodaję szczeptę soli ,potem cukier ok 1/3 szklanki. Najlepiej pudru
Kiedy piekarnik da nam znać że się nagrzał, wykładam ciasto na posmarowaną blachę. Ja po prostu kroję na kawałki i rozgniatam rękoma ,aż przykryje blachę. Wrzucam do podpieczenia ,aż się leciutko zezłoci.
Wyciągam . Wykladam rabarbar ,smaruję pianą a na koniec sypię kruszonką. I do piekarnika na następne 40 min. Ma się zezłocić . Trzeba pilnować ,bo kruszonka ,w której jest dużo masła lubi szię przyjarać.
Jak mi się udało ,uda się każdemu:)
Smacznego!
A żeby nie było ,że tylko ostatnio siedzę w kuchni to wczoraj druga skórzaną torbę uszyłam. W kolorze chmur zalegających na niebie i wiadomą podszewką:) Na koniec dnia ,kiedy spojrzałam przez okno ,zobaczyłam tęczę:))
poniedziałek, 19 maja 2014
niedziela, 18 maja 2014
Poranek pomidorowy
Wtać rano mimo lekkiego kaca.( KSW)...
Nagimnastykować się nad zdrowym i pięknym śniadaniem.
I przyjarać sobie grzanki....true:)
A odkryłam ostatnio bruschette i jestem zgubiona
Robię tak:
Kilka pomidorów dojrzałych bez skórki, same twarde części ,kroimy drobno. Można użyć pomidorków cherry albo koktailowych . Wtedy je po prostu na ćwiartki kroimy w całości.
Garść świeżej posiekanej bazylii.
Sól ,pieprz, ewentualnie ja ktoś lubi ząbek czosnku.
Mieszamy i zalewamy oliwą tak aby przykryła pomidory.
Ja to uwielbiam z grzankami natartymi ząbkiem czosnku ,odrobiną ( eeee czasem więcej) masła ,serem polish mozarella.
Jestem w niebie:)
I kawa przytargama z Lwowa parzona w czajniku. Po takiej nikt nie wróci do rozpuszczalnej. Mogę mieć echo i wiatr w lodówce ,ale jak by mnie ktoś odciął od dobrej kawy ,albo herbaty....
Całe szczęście na Ukrainie bardzo dobra kawa ,czy świetna sypana herbata jest w cenie naszej najgorszej z dyskontu . Uwielbiam earl greya.
Miłego dnia :)
Nagimnastykować się nad zdrowym i pięknym śniadaniem.
I przyjarać sobie grzanki....true:)
A odkryłam ostatnio bruschette i jestem zgubiona
Robię tak:
Kilka pomidorów dojrzałych bez skórki, same twarde części ,kroimy drobno. Można użyć pomidorków cherry albo koktailowych . Wtedy je po prostu na ćwiartki kroimy w całości.
Garść świeżej posiekanej bazylii.
Sól ,pieprz, ewentualnie ja ktoś lubi ząbek czosnku.
Mieszamy i zalewamy oliwą tak aby przykryła pomidory.
Ja to uwielbiam z grzankami natartymi ząbkiem czosnku ,odrobiną ( eeee czasem więcej) masła ,serem polish mozarella.
Jestem w niebie:)
I kawa przytargama z Lwowa parzona w czajniku. Po takiej nikt nie wróci do rozpuszczalnej. Mogę mieć echo i wiatr w lodówce ,ale jak by mnie ktoś odciął od dobrej kawy ,albo herbaty....
Całe szczęście na Ukrainie bardzo dobra kawa ,czy świetna sypana herbata jest w cenie naszej najgorszej z dyskontu . Uwielbiam earl greya.
Miłego dnia :)
sobota, 17 maja 2014
Czerwienią tętni ta wiosna
Czy ja wczoraj się nie zapierałam ,że do poniedziałku nie tknę maszyny????
No i plan się rypnął, kiedy za oknem zobaczyłam szary ,ponury dzień i strugi deszczu lejące się znieba...
Poczułam ,ze ani chwili dłużej nie przeżyję bez CZERWONEJ torby,
Mega wielgachnej ,czerwonej ,czerwienią malinową.:))
Uszyta z najbardziej obciachowej skórzanej kiecy ,jaką w życiu widzialam. I podszewka z resztek zaslony ,tej co wisi na zdjęciu. Więc ładnie się komponuje.
A teraz WIOSNO PRZYBYWAJ!!!!
Jestem gotowa:)
P.S. Żeby nie było ,że zła matka jestem ,dziecięciu mojemu uszyłam dziś sukienkę z dresówki. Wyszła tak porażajaco ,że po zdjęciu z maszyny pogalopowała w niej na randkę^^
No i plan się rypnął, kiedy za oknem zobaczyłam szary ,ponury dzień i strugi deszczu lejące się znieba...
Poczułam ,ze ani chwili dłużej nie przeżyję bez CZERWONEJ torby,
Mega wielgachnej ,czerwonej ,czerwienią malinową.:))
Uszyta z najbardziej obciachowej skórzanej kiecy ,jaką w życiu widzialam. I podszewka z resztek zaslony ,tej co wisi na zdjęciu. Więc ładnie się komponuje.
A teraz WIOSNO PRZYBYWAJ!!!!
Jestem gotowa:)
P.S. Żeby nie było ,że zła matka jestem ,dziecięciu mojemu uszyłam dziś sukienkę z dresówki. Wyszła tak porażajaco ,że po zdjęciu z maszyny pogalopowała w niej na randkę^^
piątek, 16 maja 2014
Rogate i ogoniaste:)
Jestem tak zmęczona ,że tylko pokażę:)
Hana ,myślę że mnogość ogonów i rogów jest satysfakcjonujący ?:)
Wszystkie sukienki są z naturalnego ,ręcznie wytwarzanego lnu, właściwie ,od zasiania do uszycia jest to prawdziwe soczyste ECO HANDMADE :)
Sukienki są mojego projektu. Dzianina również lniana ,produkowana od zera:)
A teraz do poniedzialku ni dotknę maszyny!!!!
Hana ,myślę że mnogość ogonów i rogów jest satysfakcjonujący ?:)
Wszystkie sukienki są z naturalnego ,ręcznie wytwarzanego lnu, właściwie ,od zasiania do uszycia jest to prawdziwe soczyste ECO HANDMADE :)
Sukienki są mojego projektu. Dzianina również lniana ,produkowana od zera:)
A teraz do poniedzialku ni dotknę maszyny!!!!
niedziela, 11 maja 2014
Moja czerowna na konkursie:)
Pamiętacie tą czerwoną sukienkę? Pani Karolina, dla której szylam ją ,wygrała w niej konkurs .:) tak wyglądała.
Ta falbaniasta też będzie na scenę :)
Zdjęcie z portalu gazeta.pl
Ta falbaniasta też będzie na scenę :)
Zdjęcie z portalu gazeta.pl
piątek, 9 maja 2014
Sukienki Black & Red & Worek Pokutny
Tak sobie siedzę i dumam. Co mi się ostatnio często zdarza ,ach te myślenie. Niektórzy udowadniają ,że jest przereklamowane, ale ja wciąż je doceniam^^
Myślę sobie o rozbieżnościach i rozpiętościach tego co tu szyję. Od pięknej hiszpańskiej kreacji na wielki koncert ,po zgrzebną kiecę z naturalnego ,ręcznie tkanego lnu, połączoną z lnianą dzianiną ,również ręcznie robioną ( od nitki po konkretne kawałki robione na maszynie do dziewialniczej) . A po środku czarna sukienka ,z dziwnego lnu połączona z czarną dzianiną lnianą. Fajna wyszła, a robiłam ją na " pałę" bez żadnego wykroju:) . Zresztą ,każda z tych sukienek powstaje bez żadnego wykroju, na gorąco
A w między czasie muszę trzasnąć rolety rzymskie ze starej ikeowskiej firanki.....
Myślę sobie o rozbieżnościach i rozpiętościach tego co tu szyję. Od pięknej hiszpańskiej kreacji na wielki koncert ,po zgrzebną kiecę z naturalnego ,ręcznie tkanego lnu, połączoną z lnianą dzianiną ,również ręcznie robioną ( od nitki po konkretne kawałki robione na maszynie do dziewialniczej) . A po środku czarna sukienka ,z dziwnego lnu połączona z czarną dzianiną lnianą. Fajna wyszła, a robiłam ją na " pałę" bez żadnego wykroju:) . Zresztą ,każda z tych sukienek powstaje bez żadnego wykroju, na gorąco
A w między czasie muszę trzasnąć rolety rzymskie ze starej ikeowskiej firanki.....
środa, 7 maja 2014
Wesoły miesiąc maj...
Zgryźliwie. Czasami dochodzę do wniosku ,że życie postanowiło wypróbować stan moich nerwów na maksa. Bez limitu i taryf ulgowych. Pojechało jak mało.
Ale po kolei. Dobrze się dzieje w sprawach maszynowo- szyciowych . Zaopatrzona w dwie bele lnu szyję jak szalona po nocach różne projekty.
No własnie . Po nocach.
Bo w dzień siedzę w szpitalu. Jakże by inaczej, moje kochane dziecko raz do roku nasz szpital zaliczyć musi. W tym roku mamy na tapecie wstrząs mózgu. A jak do tego doszło?
Ja będziecie to czytać ,wyobraźcie sobie ,że opowiadam to dwóm lekarzom i pielęgniarce na SORze.
Lekarz do Niny
- Co zrobiłaś sobie Młoda Damo w głowę?
Młoda zniesmaczona milczy, po wzroku widzę ,że będzie paw. Dosłownie
Więc zaczynam ja:
- Panie doktorze ,córka parę dni temu była u swojej chłopaka i przygrzmocił jej drzwiami od szafki w głowę. Dostała w prawy łuk brwiowy.
Lekarza brwi znacząco jadą do góry. Pielęgniarka twardo gapi się w monitor....drugi lekarz z uwagą ogląda zdjęcia mózgu Młodej..
- A wczoraj oberwała drzwiami drugi raz w to samo miejsce...
Brwi lekarza są już w połowie czoła. Jedno oko pielęgniarki strzeliło w naszą stronę. Drugi lekarz na sekundę przestał gapić się tępo w rentgen Niny głowy...
- Ale jak to ,drzwi ją same uderzyły??- pyta szanowny doktor z przekąsem.
-No nie. Z pomocą mojego męża i lisa....
Lekarz brwi ma już na granicy łysiny. Drugie oko pielęgniarki dołączyło do pierwszego. Chirurg zaszczycił nas dłuższym spojrzeniem.
- Lisa???
- No lisa. Mąż zobaczył wieczorem ,że do nas na taras przylazł stary lis. Łajza wszystkie koty w okolicy straszy i zżarl ostatnio sąsiadowi kilka kur. A przez to wyschło nam źródło wsiowych jaj. No to postanowił gada pogonić tak ,żeby więcej nie wrócił. Podkradł się do tarasowych drzwi, i nagłym szarpnięciem z wrzaskiem je otworzył. Lis zawału prawie dostał ,wiał jak kula ognia ...tyle że jak mąż szarpnął te drzwi ,to nie zauważył ,że za nim podkradła się Nina, chciała lisa zobaczyć. Więc jak otworzył te drzwi to dostała taki strzał ,że upadła....
Mina lekarzy i pielęgniarki bezcenna.....
Moje dziecko biedne , leży już trzeci dzień i nie zapowiada się na szybkie wyjście. Podwójny strzał w głowę,przy wybitnym udziale dwóch mężczyzn jej życia i lisa, stał się hitem oddziału.
Tak więc my od poniedziałku tkwimy w szpitalu,a tatuś we Lwowie ,co też dostarcza mi atrakcji. My dostarczamy atrakcji tatusiowi. A największej atrakcji dostarczył mi rachunek telefoniczny za marzec. Powiedzieć o ukrainśkiej telefoni " wolna amerykanka" to za mało. 6 minut rozmowy-190 zł, i przekierowania na kilku operatorów. Masakra . A dzwoniłam tylko kilka razy i to naprawdę w pilnych sprawach. Bo gadamy na skypie. I tysiąc pękł. A wyobrażacie sobie 70 ponad zł za jednego smsa ,który poszedł w trzech częściach??? Jak zrobiłam awanturę u operatora, to pani mi grzecznie wyjaśniła ,że jak używamy ś,ćż,ą,ę lub innych znaków !?@&€ to są one przekazywane w jakiś ciągach cyfrowych ,czy jakoś tak. Czyli wysyłając smsa składającego się z jakiś 320 znaków ( no długi był) tak na prawdę wysłałam smsa który miał kilka tysięcy znaków.
Po tej informacji patrzę na telefon jak na jadowitego węża.....
Nerwy koję szyciem i boską ukraińską herbatą mohito ;)
Niedługo pojawi się na blogu moja nowa " kolekcja" lniana. Mocno swobodna...
A . Chciałam wam jeszcze przedstawić nową kierowniczkę zarządzającą pracą w mojej pracowni. Ma iście kierownicze nawyki. I nic bez jej wiedzy uszyć się nie może :)
Ale po kolei. Dobrze się dzieje w sprawach maszynowo- szyciowych . Zaopatrzona w dwie bele lnu szyję jak szalona po nocach różne projekty.
No własnie . Po nocach.
Bo w dzień siedzę w szpitalu. Jakże by inaczej, moje kochane dziecko raz do roku nasz szpital zaliczyć musi. W tym roku mamy na tapecie wstrząs mózgu. A jak do tego doszło?
Ja będziecie to czytać ,wyobraźcie sobie ,że opowiadam to dwóm lekarzom i pielęgniarce na SORze.
Lekarz do Niny
- Co zrobiłaś sobie Młoda Damo w głowę?
Młoda zniesmaczona milczy, po wzroku widzę ,że będzie paw. Dosłownie
Więc zaczynam ja:
- Panie doktorze ,córka parę dni temu była u swojej chłopaka i przygrzmocił jej drzwiami od szafki w głowę. Dostała w prawy łuk brwiowy.
Lekarza brwi znacząco jadą do góry. Pielęgniarka twardo gapi się w monitor....drugi lekarz z uwagą ogląda zdjęcia mózgu Młodej..
- A wczoraj oberwała drzwiami drugi raz w to samo miejsce...
Brwi lekarza są już w połowie czoła. Jedno oko pielęgniarki strzeliło w naszą stronę. Drugi lekarz na sekundę przestał gapić się tępo w rentgen Niny głowy...
- Ale jak to ,drzwi ją same uderzyły??- pyta szanowny doktor z przekąsem.
-No nie. Z pomocą mojego męża i lisa....
Lekarz brwi ma już na granicy łysiny. Drugie oko pielęgniarki dołączyło do pierwszego. Chirurg zaszczycił nas dłuższym spojrzeniem.
- Lisa???
- No lisa. Mąż zobaczył wieczorem ,że do nas na taras przylazł stary lis. Łajza wszystkie koty w okolicy straszy i zżarl ostatnio sąsiadowi kilka kur. A przez to wyschło nam źródło wsiowych jaj. No to postanowił gada pogonić tak ,żeby więcej nie wrócił. Podkradł się do tarasowych drzwi, i nagłym szarpnięciem z wrzaskiem je otworzył. Lis zawału prawie dostał ,wiał jak kula ognia ...tyle że jak mąż szarpnął te drzwi ,to nie zauważył ,że za nim podkradła się Nina, chciała lisa zobaczyć. Więc jak otworzył te drzwi to dostała taki strzał ,że upadła....
Mina lekarzy i pielęgniarki bezcenna.....
Moje dziecko biedne , leży już trzeci dzień i nie zapowiada się na szybkie wyjście. Podwójny strzał w głowę,przy wybitnym udziale dwóch mężczyzn jej życia i lisa, stał się hitem oddziału.
Tak więc my od poniedziałku tkwimy w szpitalu,a tatuś we Lwowie ,co też dostarcza mi atrakcji. My dostarczamy atrakcji tatusiowi. A największej atrakcji dostarczył mi rachunek telefoniczny za marzec. Powiedzieć o ukrainśkiej telefoni " wolna amerykanka" to za mało. 6 minut rozmowy-190 zł, i przekierowania na kilku operatorów. Masakra . A dzwoniłam tylko kilka razy i to naprawdę w pilnych sprawach. Bo gadamy na skypie. I tysiąc pękł. A wyobrażacie sobie 70 ponad zł za jednego smsa ,który poszedł w trzech częściach??? Jak zrobiłam awanturę u operatora, to pani mi grzecznie wyjaśniła ,że jak używamy ś,ćż,ą,ę lub innych znaków !?@&€ to są one przekazywane w jakiś ciągach cyfrowych ,czy jakoś tak. Czyli wysyłając smsa składającego się z jakiś 320 znaków ( no długi był) tak na prawdę wysłałam smsa który miał kilka tysięcy znaków.
Po tej informacji patrzę na telefon jak na jadowitego węża.....
Nerwy koję szyciem i boską ukraińską herbatą mohito ;)
Niedługo pojawi się na blogu moja nowa " kolekcja" lniana. Mocno swobodna...
A . Chciałam wam jeszcze przedstawić nową kierowniczkę zarządzającą pracą w mojej pracowni. Ma iście kierownicze nawyki. I nic bez jej wiedzy uszyć się nie może :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)





























