Korzystając z dnia oszałamiającego lenistwa,przypominiałam sobie o blogu. Ostatnie dwa tygodnie ,mówiac oglądnie ,rozjechały mnie jak ciężarówka żabę. Wyrabiając dwa etety, nie ma się czasu dosłownie na nic. Kiedyś ksiązki czytalam w takiej ilości ,że nie nadążali wydawać ,aby mój głód literek zaspokoić. Dzisiaj nie wiem co najpierw przeczytać ,tyle mam zaległości...
Standardowe 3/4 etatu od poniedziałku do piątku odrabiam w Firmie, jak przykładny żolnierz na froncie zmagań z codziennością. Po powrocie do domu zamykam się w pracowni i szyję ,szyję szyję.....w efekcie sypiam po 4-5h ,mam wieczny skórcz mięśni szyii, i rozmawiam z kotami. To akurat nic dziwnego, już mój kuzyn lata temu mi stwierdził ,że na starość zeświruję i zjedzą mnie koty.
Obowiązki domowe upchnęłam na granicy jaźni, wzięłam rozwód z kosiarką- przez co, jako jedyna w okolicy zamiast wypielęgnowanego trawnika ,gdzie każde źdźbło jak żołnierz w szeregu stoi,mam uroczą kwiecistą łakę po kolana. Koty mają używanie ,motyle ,kwiatki hajlajf :)
Jak znajduję chwilę wkładam ręce w ziemię i kwiaty pielęgnuję. Kontakt z wilgotną ,tłustą ziemią ma w sobie coś niezwykle przyziemnego ,więc i mnie do równowagi przywraca.
A kiedy zmęczenie bierze górę, mam ochotę spakować walizkę i czmychnąć gdzieś na tydzień ,sama samiusieńka. Gdzieś ,gdzie na plaży są jeszcze palmy ,gdzie nie zdeptali by mnie turyści, gdzie miejscowi żyją jeszcze prawdziwym życie,a nie za 5$ dla turystów. Ach ,nie zapominajmy o hamaku pod tą palmą...
Produkując po dwadzieścia kiecek tygodniowo ,przeżywam przed maszyną mały kryzys. Nie samo szycie mi przeszkadza ,bo to moje ulubione zajęcie ,ale naprawdę ,czasami rzeczywistosć mnie przerasta. Wtedy zamykam skorupę ,włączam wsteczny bieg i rozmyślam nad egzystencjonalnymi problemami mojego znękanego umysłu. Chyba powinnam się cieszyć ,że nie nadaję się na alkoholika ,bo po takich przemyśleniach ,nic tylko pić gorzałę. Nieznośna lekkość bytu czasami ma ciężar ołowiu.
W między czasie udało mi się jednak coś przeczytać. Mianowicie " Zakazaną" Anouk Markowits. To tak na fali powtórki z Singera .
Tej soboty pozdrawiam was ja i moje leniwe koty:)



Ja już nie mogę sypiać 4-5 godzin, bowiem rano nie wiem kim jestem, gdzie jestem i po co jestem. Starość nie radość mawiają.........a kiedyś kimneło się 2-3 godzinki i jazda do przodu, a teraz drzemka po pracy, spać przed północą......nie mam czasu czytać, a nawet, jak mam zasypiam nad kartkami....doba zdecydowanie jest za krótka.........
OdpowiedzUsuńGeneralnie po tych kilku godzinach snu, to nie przedstawiam sobą rewelacyjnego widoku ,no ale cóż....
UsuńSwoją drogo Mnemo trzeba zagiąć czasoprzestrzeń :)
Ja już zagłam, ale się wyprostowała:(
OdpowiedzUsuńKażdemu przyda się odreagowanie. A jeśli ma to polegać na rozmowach z kotem, to czemu by nie? :)
OdpowiedzUsuńA mnie w pracy przepowiadają, że bebe spacerować z wózkiem pełnym psów po Świętojańskiej ;D Nie wiem czy zjedzenie przez koty nie byłoby lepsze?
OdpowiedzUsuń